Загрузка...
Metzengerstein — обложка книги
Дата написания1970-01-01
Язык книгиpl
Возрастное ограничение12+

Описание

Молодой барон Фридерик Метценгерстайн, наследник дворца, проявляет безнравственность и безрассудство, после пожара в стойлах Берлифицинг принимает огненную лошадь, что усиливает его изоляцию и подготавливает почву для дальнейшего конфликта между родами.

Главный конфликт / проблема

Вражда между родами Берлифицинг и Метценгерстайн и внутренний конфликт барона Фридерика, усиливающийся сверхъестественным элементом

Ключевые идеи

  • Древняя вражда между родами Берлифицинг и Метценгерстайн
  • Наследование и безрассудство молодого барона
  • Пожар в стойлах Берлифицингов и появление огненной лошади
  • Изоляция и странное поведение барона

Вывод

Книга показывает, как личные поступки и сверхъестественные события влияют на судьбу и отношения между семьями.

Кому полезна

  • Любители классической литературы
  • Исследователи фольклора и мифологии

Главные темы

  • Вражда между родами
  • Сверхъестественный элемент
  • Личностный кризис и изоляция

Персонажи

  • Фридерик Метценгерстайн — 18‑летний наследник, известен своей жестокостью и безрассудством. После пожара в стойлах Берлифицингов принимает огромную огненную лошадь, что усиливает его изоляцию и странное поведение.
  • Лошадь — Огненная лошадь, появившаяся после пожара, которую Фридерик принимает в свой дворец.
  • Берлифицинг — Семья, чьи представители были убиты в пожаре в стойлах. Их наследие и вражда с Метценгерстайнами служат фоном конфликта.

Цитаты

  • Pestis eram vivus – moriens tua mors ero.
  • В течение трёх дней в стойлах Берлифицингов разгорается пожар, в котором погибает старый охотник Берлифицинг.

Сводка по автору из Wikidata

1809–1849. Edgar Allan Poe. американский писатель, поэт, литературный критик и редактор (1809—1849)

Читать онлайн

Страница 2 из 4

Odruch ten był wszakże jeno przelotny, wzrok jego mimo woli powrócił do ściany. Ku wielkiemu jego zdumieniu łeb wierzchowca – straszno pomyśleć! – odmienił w ciągu tego czasu swój kierunek. Szyja zwierzęcia, dotychczas jakby mocą współczucia zgięta ku ciału zrzuconego na ziemię pana, wyciągnęła się teraz – prężnie i w całej swej długości – ku baronowi. Ślepie, przed chwilą niewidzialne, patrzyły teraz usilnie i po ludzku, płomieniejąc żarliwą i niepowszednią purpurą, a rozwarte wargi tego rumaka o pysku rozjuszonym ukazywały w całej pełni kły kościotrupie i wstrętne.

Młody magnat, struchlały od przerażeń, krokiem chwiejnym cofnął się ku drzwiom. Gdy je otworzył, blask łuny zadrżał w dal po sali wyraźnie odwzorowując swą poświatę na rozedrganych obiciach. Przez okamgnienie wahając się na progu, zadrżał baron na widok, iż owa poświata skupiła się bez reszty w obrębie postaci nieubłaganego i tryumfującego zabójcy Saracena – Berlifitzinga.

By przysporzyć otuchy przybladłemu duchowi, baron Fryderyk wybiegł co tchu na powietrze. U głównego wejścia do pałacu zastał trzech giermków. Ci – z wielką trudnością i narażeniem życia, hamowali konwulsyjne poskoki olbrzymiego, płomiennej maści rumaka.

– Czyj to rumak? Gdzie wam się trafił taki znalazek8? – spytał młody baron głosem szorstkim i zdławionym, miarkując niezwłocznie, iż tajemniczy wierzchowiec z malowidła był doskonałym wcieleniem rozszalałego zwierzęcia, które miał oto przed oczyma.

– Wasza to własność, Jaśnie Oświecony Panie – odpowiedział jeden z giermków – a w każdym razie żaden inny właściciel nie upomniał się o niego. Ujęliśmy go w chwili, gdy – cały dymiący i broczący pianą wściekłości wyszarpywał się z objętych pożarem stajni pałacu Berlifitzingów. Przypuszczając, że należał do stadniny cudzoziemskich okazów starego hrabiego, przyprowadziliśmy go jako rzecz niczyją. Atoli służba zgoła wypiera się tego zwierzęcia, co dziwnym się zdaje, ponieważ znaczą je widoczne poszlaki ognia, które dowodzą, iż uszło stamtąd cało.

– Litery W. V. B. również bardzo wyraźnie znaczone są na łbie jego żelazem – przerwał drugi giermek – sądziłem tedy, iż są to inicjały Wilhelma von Berlifitzinga, lecz wszystka ludność pałacu wręcz twierdzi, że wcale nie znała owego rumaka.

– Dziw niesłychany! – rzekł młody baron z zadumą i jakby zgoła nieświadom treści słów własnych. – Jest to, waszym zdaniem, godny podziwu rumak, rumak cudowny! Chociażby miał, jak to słusznie sądzicie, niebezpieczne i nieprzeparte narowy, nuże! – niechaj będzie moim rumakiem! Chcę tego! – dodał po chwili milczenia. – Stać się może, iż rycerz tego co Fryderyk Metzengerstein pokroju zdoła poskromić samego diabła ze stajni Berlifitzingów.

– Mylicie się, Jaśnie Oświecony Panie! Koń, jakośmy rzekli, nie pochodzi i na mój rozum ze stajni hrabiego. Gdyby tak było, zbyt dobrze znamy swój obowiązek, abyśmy go stawiali przed oczy komukolwiek z dostojnych członków waszego rodu.

– Prawdać to – zauważył oschle baron.

W tej właśnie chwili przyszedł z pałacu zgrzany od biegu i pełen pośpiechu młody kamerdyner. Szeptem podał do ucha swemu panu wiadomość o nagłym zniknięciu części obicia w komnacie, którą stosownie określił, wchodząc przy tym w poufne i drobiazgowe szczegóły wypadku, lecz ponieważ z tych wszystkich zdarzeń zbyt cichym spowiadał się głosem, tedy nie uronił ani jednego słowa, które by mogło zaspokoić nastraszoną ciekawość giermków. W czasie tej rozmowy młody Fryderyk zdawał się rozmaite zdradzać wzruszenia. Wkrótce jednak odzyskał swój spokój i wyraz zawziętej złości utrwalił się już na jego obliczu w chwili, gdy wydał nieodwołalny rozkaz natychmiastowego zamknięcia owych komnat i oddania mu klucza do rąk własnych.

– Jestże wam wiadoma, Jaśnie Oświecony Panie, opłakana śmierć Berlifitzinga, starego myśliwego? – rzekł do barona jeden z jego wasalów po odejściu pazia, gdy olbrzymi wierzchowiec, którego baron przed chwilą uznał za swego, ze zdwojoną wściekłością miotał się i poskakiwał wzdłuż głębokiej alei, wiodącej od pałacu ku stajniom Metzengersteinów.

– Bynajmniej – odrzekł baron, gwałtownie zwracając się ku mówiącemu. – Umarł, powiadasz?

– Istna to prawda, Jaśnie Oświecony Panie! Sądzę, iż dla członka waszego rodu wiadomość owa nie jest zbyt przykra.

Przelotny uśmiech przemknął po twarzy barona.

– Jaką śmiercią zmarło mu się?

– W swych bezrozumnych zabiegach dokoła ocalenia najprzedniejszej połaci swej stadniny myśliwskiej – zginął marnie w płomieniach.

– Do-praw-dy! – wykrzyknął baron, zgłoskując9, jakby z wolna i stopniowo wczuwał się w jakąś tajemniczą oczywistość.

– Doprawdy – powtórzył wasal.

– Zmora! – rzekł młodzieniec z niemałym spokojem i bez troski wszedł do pałacu.

Odtąd znaczna zmiana zaszła w widomych czynach młodego rozpustnika – barona Fryderyka von Metzergensteina. W istocie – jego zachowanie się zaprzeczyło wszelkim przedwczesnym wnioskom i pogmatwało zamysły niejednej matce. Jego obyczaje i rodzaj życia wyodrębniały się coraz dosadniej i nasuwały mniej niż kiedykolwiek pokrewnych zestawień z obyczajami szlachty okolicznej. Nie widziano go nigdy poza obrębem jego własnych majętności i w szerokim świecie społecznym nikt mu bezwzględnie nie sprzyjał – chyba ów olbrzymi, rozhukany, nierzeczywisty, maści płomiennej rumak, którego odtąd nieustannie dosiadał, a który niezaprzeczenie miał niejakie tajemnicze prawo do godności druha.

Wszakże co pewien czas nawiedzali go sąsiedzi.

– Czy baron raczy naszą ucztę zaszczycić swoją obecnością?

– Czy baron raczy stowarzyszyć się z nami gwoli10 polowania na dzika?

– Metzengerstein nie poluje.

– Metzengerstein przyjść nie raczy – takie były jego odpowiedzi: harde i krótkie.

Tym częstym zniewagom nie mogła folgować butna szlachta. Odwiedzano go nie tak przyjaźnie – nie tak pochopnie. Z biegiem czasu zaprzestano zgoła odwiedzin.

Wiadomo było, że wdowa po nieszczęsnym Berlifitzingu twierdzi stanowczo, iż barona nie ma w domu wówczas, gdy chce być nieobecny, ponieważ gardzi towarzystwem równych sobie – i że dosiada konia wówczas, gdy chce się uniedostępnić, ponieważ woli obcować z koniem niż z ludźmi. Słowa te były bezwarunkowo niedorzecznym zapędem dziedzicznej zawziętości i jednocześnie dowodem, że wnioski nasze stają się osobliwym absurdem w chwili, gdy chcemy je ująć w kluby11 niezwykłej stanowczości.

Ludzie dobrotliwi przypisywali jednak zmianę obyczajów młodego magnata słusznej rozpaczy syna dotkniętego przedwczesną stratą rodziców – zapominali wszakże przy tym o jego okrutnym a beztroskim żywocie w dniach bezpośrednio po owej stracie nastałych. Byli i tacy, którzy go po prostu posądzali o przesadne poczucie własnej wagi i godności. Inni z kolei (a w ich liczbie wymienić można domowego lekarza) stwierdzali bez wahania chorobliwą melancholię i zboczenia dziedziczne – tymczasem bardziej tajemnicze i dwuznaczne pogłoski krążyły wśród tłumu.

Страница 2 из 4

Вам также может понравиться

Страница 1 из 11

Назад1211Далее