Загрузка...

AI-разбор доступен после входа

Суть книги, пересказ, главный конфликт, ключевые идеи, вывод, кому полезна, главные темы, персонажи и цитаты можно получить после входа в BookRa.

auto_awesomeПолучить AI-разбор

О книге

Ciesz się klasyką! Miłego czytania!

Дата написания1970-01-01
Язык книгиpl
Возрастное ограничение0+

Читать онлайн

Страница 2 из 3

Poprzednia stacja spała już widać po wypuszczeniu w odstępach obu pociągów. „Personka” tutaj schodziła na drugą linię.

– Herr Gott! Herr Gott!

Rozpaczliwie rozejrzał się wokoło, szukając pomocy.

Przy drzwiach stał ślusarz. Oczy miał szeroko otwarte, przerażone. Młotkiem na długiej rączce wywijał w powietrzu młyńca.

Zawiadowca patrzył jak lunatyk.

„Tak, tak! – przemknęło mu przez myśl na widok tego wywijania. – Aushalten7… Dobrze by było, ale jak… jak to zrobić…”

Patrzył na ślusarza i kiwał głową jak oszalały Chińczyk porcelanowy.

Wreszcie zdecydował się. Siadł przy aparacie i znakiem właściwym przerwał depeszę.

„Mniejsza z tym – pomyślał – zapłacę… wytłumaczę się… pal diabli te świnie zatracone!”

Wołał… wołał… wołał… alarmował… beształ wreszcie kolegę siedzącego przy przesyłaczu… groził doniesieniem… Cisza.

– Ja ci dam obrazę, szelmo jakaś! – wrzasnął. – Nie gada łajdak! Pewnie wziął za świnie… Kanalie! Kanalie!

Zaczął rozpaczliwie wołać:

– Michał! Michał! Michał! … Jarzyński… lampist!

Był bezprzytomny.

– Dobrze by pana Ignaca! – poddał ślusarz.

– A gdzie pan Ignac?

– Niby na placu.

– To leć!

– Lecę. Ale on nie na placu skróś tej panny… wiadomo…

– Więc gdzie…

W tej chwili zadudniało na dworze, przemknęły przed oknami biura czerwone oczy wielkiej lokomotywy, zazgrzytały hamulce, okrzyk z wielu, wielu piersi wstrząsnął powietrzem, stało się niemal jasno, a wszystko pokryła sobą fala pieśni potężnej, rozlewnej, zrywającej tamy ciemności, wątpienia, niepewności i złudzeń.

Zawiadowca zaraz za progiem utknął w tłumie. O pełnieniu służby nie było co myśleć. Noc wyrzuciła z siebie masy niezmierne i stłoczyła tak, że pociąg ugrzązł w nich formalnie. Jaśniał jak brylant na czarnym aksamicie, na tle nocy.

Okna zatłoczone były głowami, ale rysów rozpoznać nie dało się stąd.

Tysiące rąk powiewało chustkami, kapeluszami…

Serca tętniły głośno, gorący oddech uniesienia kłębił się jak kurzawa gęsta nad ludźmi i coraz huczniej, śmielej, płynęła pieśń.

Zwyciężać noc… Iść świtem poprzez ciemnie… Wstań! Wstań! Wstań! Budzę cię tajemnie… Wstań budzę cię o zorzy… Jestem moc… DUCH BOŻY! Niewoli gród… Zburzyły wichry duchy I każdy niesie krzyż… Bierwiono każdy wlecze Mój LUD. Przenosi ściany wzwyż… Nad mgły, nad zawieruchy… Serca człowiecze.

Rozchwiały się pieśnią ciemności… roztętniły, dodając ech, dodając modulacji nieskończonych, jakby wszystko jeszcze było za małe, zbyt nikłe.

Ludzie powtarzali słowa niejasne, radosne, pełne obietnic, łkali… Przerywano okrzykami. Chwilami słychać było teraz głos mówcy.

– …symbolem odnowy… ruchu zbiorowego w przyszłość… Jakiż naród widział podobny czyn? W ciszy głębokiej, kiedy prześladowcy zasnęli, zeszedł anioł z nieba i usiadł na grobie. I pękła płyta, gdy jej dotknął dłonią…

Jakaś grupa poczęła śpiewać. Uciszono śpiewających.

– …bo oto Pan woła cię na ucztę, a chleb, który z tobą łamać pragnie, jest to nowe życie… a wino, które chce z tobą dzielić, to krew odnowy. Zaprawdę… któż widział taką komunię narodu, od kiedy istnieją narody ziemi!

Wśród ciszy poczęło coś dzwonić. Od czasu do czasu brzękło coś, jakby opadła jakaś ogromna kropla wody.

– Dzyńńń!

– …więc patrzy świat zdumiony na duchy-żurawie, które za cichym głosem płyną ufne, beztroskie… klucz karny i potężny tą powolnością dla głosu…

– Dzyńńń!

Podniosły się głosy oburzenia.

– Cóż to za cymbał tak dzwoni… wyrzucić go!

– To nic! Kontrola osi… głupstwo. Nie przerywać! Cicho!

Znowu wybił się głos mówcy.

– …nie wiedział wróg, że na pustce wioski małej przystanął orszak królewski, korowód sławy. I któż znał nazwę tego miejsca wczoraj jeszcze?

– Dzyńńń! – brzęczało coraz bliżej.

– Podobnie nikt nie zna przed bitwą nazwy, która złotymi zapisze się głoskami w Panteonie serc, nikt nie wie, gdzie leżą nasze przyszłe Grunwaldy ducha… I może właśnie tu… może właśnie tej nocy…

– Dzyńńń!

Wszczął się rumor.

– To nie do wytrzymania…

– Dawać draba jednego… to umyślnie…

– To jakiś anarchista…

Nagle rozbrzmiało wołanie gromkie.

– Na bok! Na bok! Pociąg idzie! Uciekajcie!

A jednocześnie zajękła8 gwizdawka urzędnika.

– Jazda! Odjazd!

Odepchnięty strachem niebezpieczeństwa i łokciami służby, tłum zatoczył się wstecz. Odkrył się tor przed pociągiem nadzwyczajnym.

Zamigotały latarnie i na stację wpadła „personka”.

– Odjazd! Odjazd!

Trąbka zabrzmiała i pociąg nadzwyczajny ruszył powoli. Daremnie jednak sunął przed osobowym. Personka zakryła go powoli długością swoją.

Dwa te ruchy tak się zmieszały, pożegnanie tak zostało nagle przerwane, że tłum przez chwilę oniemiał i dopiero kiedy zabrzmiał hymn, począł się znów kołysać i falować.

Ale był to już ruch wstecz. Nagle powiało zimnem, wszyscy spostrzegli, że ciemno i że deszcz pada… że daleko do domu… pod dach bodaj…

Zawijano się troskliwie w okrycia i wszystko potoczyło się ku wyjściu.

Tłoczono się teraz, ale inaczej… ordynarnie… szukano sobie miejsca kułakiem, gdy inaczej być nie mogło. Tu i ówdzie ktoś zaklął. Spluwano gęsto, ucierano nosy. Przez chwilę tętniły miarowe kroki, jakby odchodzącego oddziału. Milkło wszystko tak szybko, jak szybko znikają obrazy snu czarownego, przepadało jak one, niknące przecież, zanim się jeszcze rozewrą oczy zbudzonego.

„Osobówka” była długa, ale niemal pusta i ciemna.

Z jednego tylko wozu dochodziło jękliwe zawodzenie jakiegoś znudzonego alkoholika.

– Ooooooj! Mówiła wrona wrooonie… Nie chodź pooo zagooonie…

Z innego wozu dama w chusteczce na głowie wyglądała ciekawie.

Ktoś jej rzucił słowo.

Roześmiała się i odrzuciła dowcip oklepany.

Tłum topniał, wsiąkał doszczętnie w noc, jak woda w czarny miał węglowy zaścielający ziemię na stacji.

Konduktor „osobówki” z latarką uczepioną u guzika wychylił się daleko poza pomost wagonu i patrzył, czy w dali dostrzeże trójkąt zwrotnicy, wskazujący, że nastawiona dobrze.

Drugi chodził machając lampą. Od zwrotnicy kroczył zawiadowca. Gdy się zbliżył, podniósł do ust gwizdawkę i dał sygnał. Jęknęła trąbka. „Osobówka” powoli poczęła się posuwać.

Znudzony pasażer zanucił znowu:

– Ooooj mówiła wrona wrooonie…

Dama rzuciła w ciemń całusa.

Gdy pociąg przeszedł, ukazał się widok niespodziewany.

Przygasły już nieco… nieco rozespany stał jednak ciągle jeszcze pociąg nadzwyczajny, stał sobie spokojnie na torze i czekał.

W snopach przenikającego co jeszcze światła, widniały zarysy wieńców, połyskiwały cylindry, migotały kapelusze pań, ale czasem mignął odejścia „osobówki”.

Zawiadowca stał w miejscu, gdzie dawał sygnał też biały rękaw koszuli, szal się zatrzepotał w powietrzu… układano się do snu widocznie.

Powoli z ciemni wybłysnęła iskierka latarki niesionej i poczęła się zbliżać.

Był to ślusarz, wracający po służbie. Szedł, a ramię opadało mu ku ziemi pod ciężarem wielkiej torby, z której sterczała długa rękojeść młotka.

Właśnie przechodził popod9 oknem jednego z wozów pociągu nadzwyczajnego, gdy okno się opuściło w dół i siwy jegomość, wychyliwszy się, zawołał:

– Panie… człowieku…

– A wedle tam czego? – odmruknął niechętnie ślusarz.

– Prędkoż my pojedziemy dalej?

– Ha… Bóg to raczy wiedzieć proszę jaśnie pana dobrodzieja…

– Cooo?

– Osie mają heisslauf10… proszę jaśnie pana dobrodzieja…

Страница 2 из 3

Вам также может понравиться

Страница 1 из 10

Назад1210Далее