Загрузка...

AI-разбор доступен после входа

Суть книги, пересказ, главный конфликт, ключевые идеи, вывод, кому полезна, главные темы, персонажи и цитаты можно получить после входа в BookRa.

auto_awesomeПолучить AI-разбор

О книге

Trzydziestoletnia Julia jest rozgoryczona. Jako młoda dziewczyna wyszła za mąż za swojego kuzyna, Wiktora, w poczuciu, że to wielka miłość. Okazało się jednak, że było to zauroczenie, a małżeństwo z Wiktorem jest wybitnie nieudane.Julia jest strasznie rozgoryczona – uprawia „legalną prostytucję”, ale romanse nie dają jej satysfakcji. Nie potrafi także ostatecznie odejść od męża. Oczekuje już tylko na śmierć. Zdaniem tłumacza, Tadeusza Boya-Żeleńskiego, powieść jest swego rodzaju rewolucją – ukazuje nieudane małżeństwo, a nie iluzję pozostawianą za słowami „i żyli długo i szczęśliwie”.Kobieta trzydziestoletnia należy do cyklu Komedii Ludzkiej autorstwa Honoriusza Balzaka. Na serię składa się ponad 130 utworów, połączonych przez wielu powtarzających się bohaterów. Autor ukazuje człowieka niemalże jako przedmiot swoich badań obserwowany w różnych środowiskach. Ważnymi tematami Komedii Ludzkiej są finanse, obyczaje oraz miłość.

Дата написания1970-01-01
Язык книгиpl
Возрастное ограничение18+

Читать онлайн

Страница 48 из 49

Akcent, jakim pani d'Aiglemont wyrzekła te słowa, świadczył o wezbraniu serca i o wzruszeniu, które trudno byłoby wyrazić inaczej niż słowem świętość. W istocie, w tej chwili miała w sobie tyle świętej godności matki, że uderzyło to Moinę. Obróciła się ku matce ruchem, który wyrażał szacunek, niepokój i wyrzuty. Margrabina zamknęła drzwi od saloniku, gdzie nikt nie mógł wejść, nie czyniąc hałasu w sąsiednich pokojach. Oddalenie to zabezpieczało od wszelkiej niedyskrecji.

– Moje dziecko – rzekła margrabina – obowiązkiem moim jest oświecić cię w jednym z najkrytyczniejszych momentów życia kobiety, który przebywasz może bez swej wiedzy. Chcę mówić z tobą nie tyle jako matka, ile jako przyjaciółka. Wyszedłszy za mąż, stałaś się wolna; winna jesteś ze swych postępków rachunek jedynie mężowi. Ale tak mało – może to źle z mej strony – dałam ci uczuć powagę macierzyńską, że czuję się w prawie żądać, byś mnie wysłuchała raz jeden przynajmniej, w poważnej sytuacji, w której możesz potrzebować rady. Pomyśl, Moino, żem cię wydała za człowieka niepospolitych zdolności, z którego możesz być dumna, że…

– Mamo – wykrzyknęła Moina, przerywając z dąsem – wiem, co chcesz powiedzieć… Chcesz mi wypalić kazanie z powodu Alfreda.

– Nie zgadłabyś tak dobrze – odparła poważnie margrabina, siląc się powstrzymać łzy – gdybyś nie czuła…

– Czego? – rzekła córka niemal wyniośle. – Ależ, mamo, doprawdy…

– Moino – wykrzyknęła pani d'Aiglemont z wysiłkiem – trzeba, byś wysłuchała uważnie tego, co ci powiem…

– Słucham – rzekła hrabina, zakładając ręce na piersiach z drwiącą uległością. – Pozwoli tylko mama – rzekła ze zdumiewającą zimną krwią – że zadzwonię na Paulinę, aby ją wysłać…

Zadzwoniła.

– Drogie dziecko. Paulina nie może słyszeć…

– Mamo – odparła hrabina z powagą, która powinna była uderzyć matkę – muszę…

Urwała, gdyż zjawiła się panna służąca.

– Paulino, pójdziesz sama do Baudrana dowiedzieć się, czemu nie przysyła mi dotąd kapelusza.

Usiadła i spojrzała bacznie na matkę. Margrabina, której serce było wezbrane, oczy suche, doznawała w tej chwili wzruszenia, którego ból zdolne są zrozumieć jedynie matki. Zaczęła mówić, przestrzegając Moinę przed niebezpieczeństwem, jakie jej zagraża. Ale, czy że hrabinę dotknęły podejrzenia matczyne, czy też była w tej chwili pastwą owego niepojętego szału, którego tajemnica tkwi w niedoświadczeniu młodości, skorzystała z chwili przerwy, aby powiedzieć z wymuszonym śmiechem:

– Mamo, myślałam, że jesteś zazdrosna tylko o ojca…

Na te słowa pani d'Aiglemont zamknęła oczy, spuściła głowę i wydała leciuchne westchnienie. Spojrzała w górę, jakby pod wpływem niezwyciężonego uczucia, które każe nam wezwać Boga w chwilach ciężkiej próby; następnie zwróciła na córkę oczy pełne straszliwego majestatu, zarazem nabrzmiałe bólem.

– Moje dziecko – rzekła poważnym i zmienionym głosem – byłaś dla matki bardziej niemiłosierna niż człowiek, którego skrzywdziła, niż może będzie sam Bóg.

Pani d'Aiglemont wstała, ale doszedłszy do drzwi obróciła się; ujrzała jedynie zdziwienie w oczach córki, wyszła i zdołała dojść ledwo do ogrodu, gdzie ją siły opuściły. Czując w sercu gwałtowny ból, osunęła się na ławkę. Oczy jej, błądząc po piasku, ujrzały świeży ślad kroków mężczyzny, którego buty zostawiły odcisk łatwy do poznania. Z pewnością córka była zgubiona; matka zrozumiała istotną treść zlecenia danego Paulinie. Z tą okrutną myślą łączyło się inne odkrycie, ohydniejsze niż wszystko. Pomyślała, że to syn margrabiego de Vandenesse zniszczył w sercu Moiny szacunek, jaki córka winna jest matce. Cierpienie jej wzmogło się, omdlała i trwała w tym omdleniu.

Młoda hrabina uważała, że matka pozwoliła sobie na reprymendę zbyt ostrą, ale pomyślała zarazem, że wieczorem jakaś pieszczota i trochę serdeczności wystarczą, aby ją ułagodzić. Słysząc w ogrodzie krzyk, wychyliła się niedbale z okna w chwili, gdy Paulina, która jeszcze nie wyszła, wołała o pomoc i trzymała margrabinę w ramionach.

– Nie przestraszcie córki! – to było ostatnie słowo wyrzeczone przez tę matkę.

Moina ujrzała, jak niosą matkę, bladą, wpół martwą, oddychającą z trudem, ale poruszającą rękami, jak gdyby chciała walczyć lub mówić. Przerażona tym widokiem, Moina udała się za matką, pomogła w milczeniu położyć ją na łóżku i rozebrać ją. Gnębiły ją wyrzuty. W tej ostatecznej chwili poznała matkę i nie mogła już nic naprawić! Dała znak, że chce z nią zostać sama; kiedy już nie było nikogo w pokoju, kiedy uczuła chłód tej ręki dla niej zawsze tak pieszczotliwej, zalała się łzami. Zbudzona tym płaczem margrabina mogła jeszcze spojrzeć na swą drogą Moinę, po czym słysząc łkanie, które rozdzierało tę delikatną i wzburzoną pierś, spojrzała na córkę z uśmiechem. Ten uśmiech dowiódł młodej matkobójczyni, że serce matki to otchłań, na której dnie zawsze się znajdzie przebaczenie.

Skoro sobie zdano sprawę ze stanu margrabiny, wysłano konnych posłańców po doktora, po chirurga i po wnuków pani d'Aiglemont. Synowa i jej dzieci przybyli równocześnie z lekarzami, tworząc grupę dość liczną, milczącą, niespokojną, do której przyłączyła się służba. Młoda margrabina, nie słysząc szmeru, zapukała lekko do drzwi chorej. Na ten odgłos Moina, zbudzona zapewne z boleści, otwarła gwałtownie drzwi na oścież, powiodła błędnym wzrokiem po zebranych. Wzburzenie jej mówiło więcej niż wszelkie słowa. Na widok tego żywego wyrzutu wszyscy oniemieli. Łatwo było dojrzeć nogi margrabiny sztywne i wyciągnięte konwulsyjnie ma śmiertelnym łożu. Moina, opierając się o drzwi, spojrzała na krewnych i rzekła głucho:

– Straciłam matkę!

Paryż, 1828–1844.

Страница 48 из 49

Вам также может понравиться

Страница 1 из 11

Назад1211Далее