Загрузка...

AI-разбор доступен после входа

Суть книги, пересказ, главный конфликт, ключевые идеи, вывод, кому полезна, главные темы, персонажи и цитаты можно получить после входа в BookRa.

auto_awesomeПолучить AI-разбор

О книге

Maria autorstwa Antoniego Malczewskiego to pierwsza polska realizacja gatunku (została napisana w 1824 roku, a opublikowana w 1825), jakim jest powieść poetycka.Malczewskiego do napisania tego utworu zainspirowała historia o zbrodni dokonanej na Gertrudzie Komorowskiej, pierwszej żonie Szczęsnego Potockiego, na polecenie teścia, Franciszka Salezego Potockiego. Autor nie odtworzył jednak historii dokładnie, zmienione zostały także czas i miejsce wydarzeń – w powieści odbywają się one w XVII wieku na Ukrainie. Utwór charakteryzuje specyficzny byronowski pesymizm (Malczewski silnie inspiorwał się Byronem) – mówi się, że to „poemat skrajnego pesymizmu” – a także nastrój grozy, konfrontacja z tajemnicą istnienia i śmierci.

Дата написания1970-01-01
Язык книгиpl
Возрастное ограничение0+

Читать онлайн

Страница 1 из 42

Antoni Malczewski Maria. Powieść ukraińska

Do Jaśnie Wielmożnego Juliana Niemcewicza

Dawno już niedoznana pociecha ożywia serce moje w chwili, w której mi wolno, przypisując JWWPanu tę powieść, publicznie wyrazić uwielbienie dla Jego charakteru i tej niezmordowanej życiem, świetnej wyobraźni a pełnej wdzięków erudycji, jakich nie przestajecie używać na wzbogacanie literatury polskiej w coraz nowe i tak szacowne dzieła. Nie dziw, że mnie to bardzo podchlebia, iż mi pozwalacie ozdobić karty moje Waszym imieniem; kiedy dusza każdego rodaka lubi się karmić słodyczą Waszego pióra i nie tylko mój umysł rad się przegląda w biegu czystym i użytecznym Waszego życia: więcej powiem – i nikt mnie o przesadę nie oskarży – imię Wasze jest dla młodych Polaków noszonym przy sercu zabytkiem, bośmy się o Waszej sławie jeszcze od naszych ojców dowiedzieli, a Wy czarownym sposobem przypominacie się ciągle naszej wdzięczności 1 . Nie znajdziecie w moich wierszach tego powabu, który swoim nadawać umiecie; tęskne i jednostajne jak nasze pola i jak mój umysł, ciemną tylko farbą zakryślą Wam niewykończone obrazy: ale jeśli ten hołd słaby, oddany Waszej zasłudze, wznieci w Was jakie miłe uczucie, już ja wtedy hojnie zapłacony będę za moje posępne malowidło, kiedy się choć chwilę zastanowicie, jak to ziomkowie wysoko cenić umieją Wasze przymioty i prace.

Jaśnie Wielmożnego WPana

Najniższy sługa

Malczeski 2

Pieśń I

Wszystko się dziwnie plecie/ Na tym tu biednym świecie:/ A kto by chciał rozumem wszystkiego dochodzić,/ I zginie, a nie będzie umiał w to ugodzić.

Jan Kochanowski

I

Ej! ty na szybkim koniu, gdzie pędzisz, kozacze3? Czy zaoczył4 zająca, co na stepie skacze? Czy rozigrawszy myśli, chcesz użyć swobody I z wiatrem ukraińskim puścić się w zawody? Lub może do swej lubej, co czeka wśrzód5 niwy, Nucąc żałosną dumkę, lecisz niecierpliwy? Bo i czapkęś nasunął, i rozpuścił wodze, A długi tuman kurzu ciągnie się na drodze. Zapał jakiś rozżarza twojej twarzy śniadość, I jak światełko w polu błyszczy na niej radość, Gdy koń, co jak ty, dziki, lecz posłuszny żyje, Porze6 szumiący wicher wyciągnąwszy szyję. Umykaj, Czarnomorcu7, z swą mażą8 skrzypiącą, Bo ci synowie stepu9 twoją sól roztrącą. A ty, czarna ptaszyno, co każdego witasz, I krążysz, i zaglądasz, i o coś się pytasz, Spiesz się swą tajemnicę odkryć kozakowi — Nim skończysz twoje koło, oni ujść gotowi.

II

Pędzą – a wśrzód promieni zniżonego słońca, Podobni do jakiego od Niebianów gońca — I długo, i daleko, słychać kopyt brzmienie: Bo na obszernych polach rozległe milczenie; Ani wesołej szlachty, ni rycerstwa głosy10, Tylko wiatr szumi smutnie uginając kłosy11; Tylko z mogił westchnienia i tych jęk spod trawy, Co śpią na zwiędłych wieńcach swojej starej sławy. Dzika muzyka – dziksze jeszcze do niej słowa, Które Duch dawnej Polski potomności chowa — A gdy cały ich zaszczyt12, krzaczek polnej róży, Ah13! czyjeż serce, czyje, w żalu się nie nuży?

III

Minął już kozak bezdnię14 i głębokie jary, Gdzie się lubią ukrywać wilki i Tatary; Przyleciał do figury (co jej wzgorek znany, Bo pod nią już od dawna upior pochowany), Uchylił przed nią czapki, żegnał się trzy razy I jak wiatr świsnął stepem z pilnymi rozkazy. I koń rzeski15, żadnym się urokiem nie miesza, Tylko parschnął16, i wierzgnął, i dalej pospiesza. Ciemny Boh17 po granitach srebrne szarfy snuje, A śmiały, wierny kozak myśl pana zgaduje — Szumi młyn na odnodze, i wróg w łozie szumi, A żwawy wierny konik kozaka rozumi18 — I przez kwieciste łąki, przez ostre bodiaki19 Lżej się nie przesuwają pierszchliwe sumaki20; I jak strzała schylony na wysokiej kuli21, Czai się zwinny kozak, do konia się tuli; I przez puste bezdroża król pustyni rusza — A step – koń – kozak – ciemność – jedna dzika dusza. O! któż mu tam przynajmniej pohulać zabroni? Zginął – w rodzinnym stepie nicht22 go nie dogoni.

IV

Ruszaj, ruszaj, kozacze – pośpiech nakazany; W starym, wyniosłym zamku niemałe odmiany: Pan Wojewoda, z synem od dawna w rozprawie23, Długo teraz rozmawiał – i bardzo łaskawie; A jednak – żywe były urazy i zwady, Zatruta serc pociecha, zniszczone układy24, I łzy czułej rozpaczy i pychy zapału Płynęły – często – gorsko25 – ale bez podziału26. Już inaczej w tym zamku – znikły niesmak, żałość, Jaśnieje przepych pański, naddziadów wspaniałość; Już wśrzód licznego dworzan i służby orszaku, Grona paziów, rycerzy domowego znaku27, W okazałe komnaty (długo niewidziany) Zeszedł pan Wojewoda, bogato przybrany; A gdy każdy to szczęście usiłował głosić28 — Zdawał się więcej synem niż chlubą unosić. W spokojnych jego rysach29 trudno poznać znamię Głębokich wewnątrz uczuć; tylko dzielne ramię — Świetna mowa30, dla ludzi – imię znakomite — Co w sobie, to na zawsze dla wszystkich ukryte; Lecz teraz, czy z potrzeby, czy w nagłym wzruszeniu, W pieszczotach dawał ulgę długiemu cierpieniu; I gdy w cichości z synem jakąś sprawę waży, Widocznie – uśmiech igrał na poważnej twarzy; A w oczach się mignęła szybka, dzika radość, Jak kiedy długim chęciom już się staje zadość, Jak gdy w trudzącym biegu i myśli ucisku Spocznie kto już na chwilę – choćby na mrowisku. Spocznie? – oh! może tylko czoło pałające Położy, gdzie go żądeł czekają tysiące.

Страница 1 из 42

Назад1242Далее

Вам также может понравиться

Страница 1 из 4

Назад124Далее