Загрузка...

AI-разбор доступен после входа

Суть книги, пересказ, главный конфликт, ключевые идеи, вывод, кому полезна, главные темы, персонажи и цитаты можно получить после входа в BookRa.

auto_awesomeПолучить AI-разбор

О книге

Biała Cerkiew na Ukrainie, czasy rosyjskiej wojny domowej (1917–21). Obrazek z pola bitwy – walki komunistów ze zwolennikami dawnego systemu.Głównym bohaterem jest przedstawiciel Czerwonych, człowiek, który jednocześnie odwołuje się do Boga i żałuje, że nie udało mu się zdobyć konia dla Lenina. Opowiadanie ukazuje bezwzględność w walce oraz relacje między przedstawicielami obydwu stron.Izaak Babel był rosyjskim pisarzem tworzącym w pierwszej połowie XX wieku. Pisał przede wszystkim nowele i opowiadania, często ukazując w nich wątki autobiograficzne. Najbardziej znany z cyklu Opowiadanie odeskie, ukazującego życie odeskich Żydów.

Дата написания1970-01-01
Язык книгиpl
Возрастное ограничение0+

Читать онлайн

Страница 1 из 2

Izaak Babel Konkin

Praliśmy szlachtę1 pod Białą Cerkwią2. Praliśmy, aż w niebie grzmiało. Z rana drasnęło mnie kapkę, ale rozrabiałem niezgorzej, w sam akurat. Aż już ku wieczorowi poszło. Jakoś zgubiłem się w brygadzie. Kozacząt niebożąt tylko piątka pęta się za mną. Naokoło rąbią, obejmując się niby pop z popadią3; ze mnie jucha wali, koń z nóg leci… Jednym słowem – dwa słowa…

Wychynęliśmy ze Spirką Zabutym od lasku w bok, patrzymy – jak raz arytmetyka… Tak ze trzysta sążni od nas ni to obóz kurzy na drodze, ni to sztab. Sztab – dobra nasza! A jak obóz – jeszcze lepiej. Przyodziewa przecie u naszych chłopców w strzępach, a koszule takie, że dojrzałości płciowej nie sięgają.

– Zabutyj – mówię do Spirki – matkę twoją i tak, i owak, i na odwyrtkę. Daję ci głos, jako zapisanemu w kolejce mówcy, toż to ich sztab zmiata…

– Wiadoma rzecz, że sztab – mówi Spirka – ale ich ośmiu, a nas dwóch…

– Nadymaj żagle, Spirka – krzyczę – tak czy tak im pały przetrzepiem. Zginiemy za kiszony ogórek i rewolucję światową.

Kopnęliśmy się do nich. Dwóch sprzątnęliśmy z miejsca z pukawki. Trzeciego, widzę, już Spirka prowadzi do sztabu Duchonina4 dla sprawdzenia dokumentów.

A ja w asa celuję. Atutowy as, cholera, ze złotym zegarkiem. Przycisnąłem go do chutorku5. Chutorek cały w wiśniach i jabłoniach. Koń pod moim asem jak kupiecka córka, ale zgoniony i rozparł się. Rzuca pan generał cugle, mierzy we mnie z mauzera i robi mi dziurkę w nodze.

– Dobra nasza – mówię – będziesz moja, nogi rozłożysz.

Dałem gazu i pakuję w konia dwie kulki. Szkoda było ogierka. Czysty bolszewik był ten ogier – wypisz, wymaluj. Złoty jak pięciorublówka, ogon-wachlarz, nogi jak struny. Myślałem, że żywego dla Lenina dostanę, ale nic z tego. Zlikwidowałem konika. Położył się jak narzeczona i mój as na ziemi stanął.Porwał się w bok, potem obrócił się jeszcze raz i jeszcze jeden przeciąg w mojej osobie zrobił. Znaczy się, mam dziś już trzy odznaki za walkę z enpeelem6.

„Panie Boże – myślę sobie – toż on, czego dobrego, ustrzeli mnie niespodziewanym sposobem”.

Przygalopowałem do niego, a on już szablą się zasłania, a po policzkach łzy płyną, białe łzy, mleko ludzkie.

– Teraz to zarobię order! Poddawaj się, jaśnie wielmożny – krzyczę – dopókim ja żyw!

– Nie mogę – odpowiada dziadyga – ty mnie zarżniesz…

Aż tu Spirka przede mną, morda w pocie pływa, oczy świecą.

– Wasia – krzyczy – strach, ilu ludzi utrupiłem! A toż to generał, widzisz galon, mam życzenie go prześwidrować.

– Idź do takiej matki – mówię do Zabutego i złość mnie bierze – jego galon kosztował moją krew.

I moją kobyłą zaganiam generała do stodoły, siano w niej było. Cisza tam, ciemność, chłód.

– Pan – powiadam jemu – przykróć trochę swój fajer, bacz na swoją starość, poddaj mi się na miłość boską i odpoczniemy razem, pan.

A on dyszy tylko ciężko pod ścianą i pot ociera.

– Nie mogę – mówi. – Ty mnie zarżniesz. Budionnemu tylko oddam swoją szablę.

Budionnego mu dawaj. Ech, nieszczęścież ty moje! Widzę – zginie stary.

– Pan – krzyczę mu i płaczę, i zębami zgrzytam – słowo proletariackie, ja sam jestem najwyższy dowódca. Ty galonów na mnie nie szukaj, szarżę mam i tak. Moja szarża, proszę, muzykalny ekscentryk i salonowy brzuchomówca z Niżnego Nowgorodu… z Niżnego, nad Wołgą…

Bies mnie ogarnął. Tylko oczy generalskie mignęły przede mną jak latarnie. Obraza weszła we mnie jak sól w ranę, bo zobaczyłem, że nie wierzy dziad. Ścisnąłem wtedy, chłopcy, zęby, wciągnąłem brzuch, czerpnąłem powietrza i dalej go – po naszemu, po wojacku, po niżegorodzku, dowiodłem szlachcicowi brzuchomówstwa.

Zbielał wtedy jak papier, starowina, schwytał się za serce i osuwa się na ziemię.

– Wierzysz teraz Waśce ekscentrykowi, komisarzowi trzeciej niezwyciężonej kawbrygady7?

– Komisarz? – krzyczy.

– Komisarz – mówię.

– Komunista? – krzyczy.

– Komunista – mówię.

– W śmiertelną moją godzinę – krzyczy – w ostatnim moim tchnieniu, powiedz mi, Kozaku, bracie, czy naprawdę jesteś komunistą?

– Tak jest – mówię.

Siadł dziadyga na ziemi, całuje jakieś świętości zza pazuchy, łamie szablę i zapala pod krzaczastymi brwiami dwa światła, ognie dwa nad ciemnym stepem.

– Wybacz – mówi – nie poddam się komuniście. – Podaje mi rękę. – Wybacz – mówi – i rąb mnie po żołniersku…

To zdarzenie ze zwykłym sobie błaznowaniem opowiedział nam pewnego razu na postoju Konkin, polityczny komisarz N-ej kawbrygady i trzykrotny kawaler Orderu Czerwonego Sztandaru8.

– I do czegoście się, Waśka, dogadali z jaśnie wielmożnym?

–…Ale… dogadasz się z takim! Honorowy. Tłumaczyłem mu tam jeszcze, a on ciągle swoje. Papiery mu wtedy wziąłem, mauzer, na siodełku tego dziwaka dotąd sobie jeżdżę. A potem, patrzę, krwią coraz bardziej broczę, straszny jakiś sen mnie ogarnia, w butach pełno krwi chlupie, był on mi tam w głowie…

– Ulżyłeś, znaczy, staruszkowi?

– Ano, zgrzeszyło się…

Страница 1 из 2

Назад12Далее

Вам также может понравиться

Страница 1 из 7

Назад127Далее