Загрузка...

AI-разбор доступен после входа

Суть книги, пересказ, главный конфликт, ключевые идеи, вывод, кому полезна, главные темы, персонажи и цитаты можно получить после входа в BookRa.

auto_awesomeПолучить AI-разбор

О книге

Ciesz się klasyką! Miłego czytania!

Дата написания1970-01-01
Язык книгиpl
Возрастное ограничение0+

Читать онлайн

Страница 95 из 97

L

– Ach! – wyrwał się słaby okrzyk z piersi Gilberty. – Bóg uczynił cud. Jestem ocalona!

I stawiając nietkniętą szklankę na stole, pośpieszyła na spotkanie wchodzących.

W progu ukazał się Sawiniusz, który postępował, wspierając się na Manuelu i Castillanie. Tuż za tą trójką widać było Zillę, Marotę i księdza Jakuba Szablistego.

Poeta był bardzo blady, skrwawiony bandaż opasywał jego głowę i mimo pomocy dwóch przyjaciół posuwał się z wielką trudnością.

Roland, zmiażdżony niespodziewanym zjawiskiem, stał jak skamieniały, nie przemawiając jednego słowa, nie robiąc jednego poruszenia.

Pierwszemu staroście wraz z przytomnością powrócił głos.

– Co to znaczy?! – wykrzyknął ze zdumieniem naiwnym. – Więc pan nie umarłeś, panie de Cyrano?

– Jak pan widzisz – odrzekł Bergerac. – W każdym razie, jeśli żyję, to niewinien temu z pewnością pan hrabia de Lembrat, gdyż on to mnie właśnie zamordował.

– Panie! Takie oszczerstwo! – wykrzyknął Roland, który wobec niebezpieczeństwa odzyskał natychmiast swą bezczelną odwagę.

Cyrano piorunującym spojrzeniem usta mu zamknął.

– Pozwól mi pan najpierw powiedzieć, co mam do powiedzenia – podjął. – Następnie będziesz mógł się bronić, jeśli potrafisz.

– Na jakiej zasadzie przybyłeś pan tu zamącać uroczystą chwilę mego życia?

– Na zasadzie prawa i sprawiedliwości. A miałeś mnie pan za umarłego i zdawało ci się, żeś już zupełnie bezpieczny? Sądziłeś, że Sekwana trupa mego nie wyrzuci! Wysyłałeś służbę swą na zwiady, a w domu, gdzie mieszkam, mówiono ci, żem przepadł bez wieści. „Wybornie – myślałeś w zaślepieniu wielkim czy też w niepojętej głupocie – nie mam już potrzeby obawiać się swego przeciwnika”. Ale podczas gdy winszowałeś sam sobie łatwego triumfu, przyjaciele moi czuwali, a oczy ich, bystrzejsze od oczów miejskich pachołków, spostrzegły mnie spoczywającego bez przytomności na mieliźnie, na którą cisnąłeś mnie w zbytnim pośpiechu. Dzięki temu dzielnemu młodzieńcowi i tej odważnej dzieweczce – przy tych słowach Cyrano uścisnął serdecznie ręce Castillana i Maroty – wydobyty zostałem z tego błota, gdzie inaczej marnie bym dni swoje zakończył. Jeśli ukrywałem się aż do tej chwili, jeżeli rozmyślnie kazałem rozgłaszać wieści o swym zniknięciu, czyniłem to w tym celu, aby cię przydybać i ugodzić w samej chwili twego triumfu. W takiż sam sposób i ty chciałeś kiedyś zgubić Manuela.

Cyrano wyczerpany zamilkł. Chciał wszystko od razu wypowiedzieć, a wysiłek ten odnowił i wzmógł jego cierpienia.

– Ależ to niesłychane! – zawołał z udanym oburzeniem Roland. – Panie margrabio, jako gospodarz domu racz położyć koniec tej scenie skandalicznej.

– Z wolna, panie hrabio – wmieszał się w tej chwili Jan de Lamothe, który z niezmierną uwagą słuchał słów Cyrana – przyjaciel musi tu ustąpić miejsca sędziemu. Rzecz powinna być dokładnie zbadana.

– Dzielnie powiedziane, panie starosto! – rzekł poeta. – Te słowa godzą mnie z panem.

I podał rękę dawnemu przeciwnikowi, a wskazując Rolanda, dodał:

– Ten człowiek nadużył pańskiej dobrej wiary. Wtrącił on do więzienia brata, aby mu zagrabić majątek i imię. Cygana Manuela nie ma już, panie starosto; jest tylko wicehrabia Ludwik de Lembrat, którego panu przedstawiam. W imieniu królowej regentki, najmiłościwszej naszej pani, żądam też od pana, abyś uznał jego tytuł i stanowisko.

– A ja – wykrzyknął Roland, którego wściekłość bezsilna czyniła prawie nieprzytomnym – żądam od pana, w imieniu służących mi praw, abyś kazał natychmiast uwięzić obu tych oszustów: jednego, który się mieni moim bratem, drugiego, który mu w tej intrydze dopomaga.

Margrabia, nie przyjmujący dotąd udziału w tej nadzwyczajnej scenie, ośmielił się wreszcie zauważyć:

– Jednakże, hrabio, jeśli mają dowody?

– Nie mają ich.

– Nie ma tych, które mi pan skradłeś – odezwał się Cyrano. – Nie ma ani strasznego dla ciebie zeznania twego ojca, ani księgi Ben Joela, ani wreszcie świadectwa twą ręką własną spisanego. Pozostało mi wszakże zeznanie twego służącego Rinalda, spisane w obecności mego przyjaciela Jakuba Szablistego, tu obecnego i szczęśliwie przezeń zachowane; pozostaje mi wreszcie świadectwo Zilli.

Powracam z Luwru. Królowa Anna udzieliła mi posłuchania; dowody, które jej przedstawiłem, przekonały ją. Z woli monarchini Manuel został wypuszczony na wolność; z jej woli również pan zostaniesz ukarany. Przeczytaj, panie starosto, rozkaz najjaśniejszej regentki.

– Wszystko przeciw mnie! – jęknął Roland. – Jestem zgubiony.

Prześwietny Jan de Lamothe wziął do ręki i odczytał rozkaz, opatrzony podpisem królowej.

Przystąpił do Rolanda, który siedział zagłębiony w fotelu, gdzie przed chwilą spoczywała omdlewająca Gilberta i dotykając ramienia jego palcem, wyrzekł:

– Bardzo żałuję, panie hrabio, tego, co się dzieje, ale według brzmienia rozkazu jej królewskiej mości, zmuszony jestem pana uwięzić. Margrabio, każ pozamykać bramy swego pałacu i poślij po straż miejską.

– Mnie uwięzić, mnie? – bełkotał Roland.

– Tak: jako oskarżonego o zbrodnię zabójstwa i fałsz – dokończył starosta. – Proszę o szpadę, panie de Lembrat.

– A! – wykrzyknął Roland zduszonym bezsilną wściekłością głosem.

I zaciśniętą pięścią uderzył się w czoło, jakby chciał przeciw sobie samemu zwrócić gniew szalony.

Krew uderzyła mu do głowy, całe ciało trząść się jęło spazmatycznie. Źrenice jego wywróciły się; zimny pot wystąpił na czoło; gardło ścisnął skurcz gwałtowny.

Dusił się.

Wówczas machinalnie, aby zapobiec gwałtownemu napadowi, z tym instynktem zachowawczym, który nakazuje człowiekowi sięgnąć po każdy środek ratunku, jaki ma pod ręką, pochwycił szklankę wody, pozostawioną przez Gilbertę, i jednym łykiem do dna ją wypił.

Stało to się tak szybko, że Gilberta, zlodowaciała z przerażenia, nie zdążyła nawet jednym poruszeniem ostrzec go i powstrzymać.

– A! – krzyknęła rozpaczliwie. – Otruł się!

– Co pani mówi? – spytał stojący przy niej Manuel.

– Tak – szepnęła cicho a prędko – ta trucizna była przygotowana… dla mnie. Nie wiedział o tym. Ach, spojrzyj pan na hrabiego.

Roland podniósł się na siedzeniu, jakby podrzucony sprężyną. Szklanka upadła i potoczyła się po dywanie. Z rozszerzonymi strasznie źrenicami hrabia pozostał przez chwilę w postawie stojącej, potem ozwało mu się w gardle krótkie śmiertelne rzężenie i runął na posadzkę jak gromem rażony.

Zilla podbiegła i mijając szybko Gilbertę, spytała:

– Perła?

– Tak! – odrzekła tamta w najwyższym przerażeniu.

– Bracie mój, bracie! – rzekł Manuel, który wraz z innymi świadkami tej sceny cisnął się do leżącego.

– Hrabia de Lembrat nie słyszy już pana – wyrzekła poważnie Zilla.

Страница 95 из 97

Вам также может понравиться

Страница 1 из 11

Назад1211Далее