Удобнее читать в приложении
AI-разбор доступен после входа
Суть книги, пересказ, главный конфликт, ключевые идеи, вывод, кому полезна, главные темы, персонажи и цитаты можно получить после входа в BookRa.
auto_awesomeПолучить AI-разборО книге
Ciesz się klasyką! Miłego czytania!
Дата написания1970-01-01
Язык книгиpl
СерияDekameron
Возрастное ограничение16+
Читать онлайн
Страница 3 из 7Inni wreszcie, bardziej nieużyci i bezlitośni, twierdzili, że najlepszym środkiem na zarazę jest ucieczka od niej. Myśląc tylko o sobie, siła16 mężczyzn i kobiet opuściło miasto, domy, majętności, krewniaków i przeniosło się do posiadłości swoich, za bramami grodu leżących, albo też u ludzi obcych schronu szukało. Mniemali widocznie, że gniew Boga, karzącego ludzi za ich nieprawość, dosięgnie tylko tych, co w obrębie miasta pozostaną, innych zasię17 oszczędzi, tak jakby cała ludność miasta na zagładę skazana została i jakby dla niej ostatnia godzina wybiła. Wprawdzie pomarli nie wszyscy z tych, co podobne mniemania żywili, ale i nie wszyscy zarazę przeżyli; owszem, pośród wszystkich tych stronnictw choroba szerzyła się srodze. Liczni, gdy się jeszcze zdrowiem cieszyli, opuszczali w niedoli swoich krewniaków i przyjaciół i tym dawali przykład drugim, którzy gdy na nich kolej przyszła, to samo czynili, zdając bliskich na pastwę losu. Gdyby to jeszcze sąsiad sąsiada bez pomocy ostawiał, gdyby tylko znajomi i krewniacy wystrzegali się wzajemnych odwiedzin! Niestety, powszechna klęska taką trwogę w umysłach mężczyzn i kobiet sprawiała, że brat opuszczał brata, wuj siostrzeńca, siostra brata, a często nawet żona męża swego. Gorzej jeszcze, że ojcowie i matki ostawiali dzieci swoje nie troskając się o nie zupełnie, tak jakby obcymi im były. Wielu spośród mnogich mężczyzn i białogłów, dotkniętych zarazą, mogło tylko u kilku tkliwych przyjaciół albo też u sług najętych pomocy szukać. Słudzy ci, chciwością powodowani, otrzymawszy wielką zapłatę, mieli pieczę nad chorymi. Aliści i takich niewielu znaleźć można było; byli to przy tym ludzie grubi i z podobnymi posługami wobec chorych wcale nie obeznani. Umieli jeno podać czasem to, czego chory żądał, a także po śmierci przybrać go do trumny. Zgarniali wielkie zyski, ale i sami umierali.
Skutkiem tego, że chorych opuszczali krewniacy, przyjaciele i sąsiedzi i że sług dostać nie można było, weszła w obyczaj rzecz dotąd niesłychana: białogłowy, choćby najpiękniejsze i z najlepszych rodów idące, nie wzdragały się, zachorowawszy, mężczyzn do posług przyjmować, nie wchodząc w to, czyli są starzy, czy też młodzi, i obnażały przed nimi najwstydliwsze części ciała swojego. Może być, że te, które później do zdrowia przyszły, z zwyczaju tego pobudkę do rozpusty wzięły. Siła umarło z tych, co gdyby pieczę nad sobą mieli, ani chybi by wyzdrowieli. Przy braku opieki i przy gwałtownym szerzeniu się zarazy codziennie tyle narodu ginęło, że strach i zgroza brała nie tylko świadków, ale i tych, co o tym słyszeli.
Pośród ludzi przy życiu pozostałych pojawiło się wiele nowych obyczajów, całkiem przeciwnych do tych, co dawniej istniały. Dotychczas zwyczajem było, że w domu zmarłego zbierały się krewniaczki i sąsiadki, które go pospołu z domownikami opłakiwały; przed domem zasię18 skupiali się przyjaciele i sąsiedzi oraz liczni współobywatele; do nich później, według godności zmarłego, dołączało się duchowieństwo. Zebrani brali mary na ramiona i ze śpiewem, przy blasku gromnic, zwłoki odprowadzali do kościoła, który zmarły wybrał był przed zgonem. Gdy tylko mór się pojawił, obyczaje te zanikły ustępując miejsca nowym. Umarłego nie tylko ciżba niewiast nie otaczała, ale niejeden człek samotnie z tego świata schodził, nie będąc żegnany łzami i wzdychaniami swoich krewniaków. Miast szlochów rozbrzmiewały żarty, śmiech i wesołość na stypach.
Nowy ten obyczaj zwłaszcza dbałym o swe zdrowie białogłowom do smaku przypadł, zadając kłam ich płci tkliwości. Rzadko się zdarzało, aby szczątki doczesne przez więcej niż dziesięć albo dwanaście osób do kościoła odprowadzane były. Orszak żałobny składał się przy tym nie z czcigodnych mieszczan, lecz z zwykłych grabarzy, którzy zwali się służbą moru i za zapłatą pracowali. Ci, trumnę jak najśpieszniej pochwyciwszy, nieśli ją zazwyczaj do najbliższego kościoła, a nie tam, gdzie zmarły pragnął, aby nad jego ciałem modły odprawiono. Czterech albo sześciu księży, z zapalonymi świecami, a czasem i bez nich, odprowadzało zwłoki do pierwszej napotkanej mogiły i powierzało je ziemi bez zbytnich modłów. Los ludzi ubogich, a nawet tych, co w miernym dostatku żyli, godzien był najżywszej litości. Ci, pozostawszy z powodu ubóstwa albo też z przyczyny ufności, jaką w miłosierdziu bożym pokładali, w domach swoich, wpośród sąsiadów, tysiącami co dnia ulegali chorobie, a nie zaznając znikąd żadnej pomocy ginęli bez ratunku. Wielu dniem i nocą na ulicach padało, inni umierali w swoich domach, a sąsiedzi po trupim zaduchu dopiero o ich śmierci się dowiadywali. Znaczna część mieszkańców, bądź to z obawy zarażenia się, bądź też z miłosierdzia dla zmarłych, przyjęła obyczaj wynoszenia zwłok przed dom własnymi rękami czy też przy pomocy grabarzy; kładli je przed progiem, tak że w tych miejscach, zwłaszcza rankiem, niezliczoną ilość zwłok obaczyć można było. Później przynoszono mary, a gdy ich brakło, proste deski; zdarzało się, że na jedne mary dwa albo trzy trupy kładziono, tak iż często można było obaczyć zwłoki męża obok zwłok żony, szczątki dwu albo trzech braci, trupa ojca pospołu z trupem syna leżącego. Za dwoma księżmi, niosącymi krzyże, trzy albo cztery mary niesiono. Duchowni, którzy sądzili, że tylko jednego zmarłego na miejsce wiecznego spoczynku wiodą, przy grzebaniu sześciu albo ośmiu trupów musieli być przytomni19. Umarłym nie okazywano czci nijakiej, nie odprowadzano ich do grobu z zapalonymi pochodniami ani też nad nimi łez nie roniono. Wreszcie k'temu20 przyszło, że równie o umarłych się troskano, co o zdechłe kozy. Jawnym się wówczas stało, że powszechna niedola uczy nawet głupców cierpliwie poddawać się losowi, czego w zwykłych czasach ludzie najmądrzejsi, małymi tylko przeciwieństwami nękani, nauczyć się nie są w stanie. Gdy z powodu mnogości trupów na cmentarzach poświęconej ziemi nie stało, tak iż nie lza21 już i myśleć było, aby każdy zmarły miał swoją mogiłę, poczęto kopać głębokie jamy, w które trupy setkami jedne na drugie rzucano na kształt towarów na okręcie. Zwłoki ledwie cienką warstwą ziemi przysypywano, póki jama po brzegi się nie napełniła.
Nie będę się zbytnio szerzył22 nad szczegółami tej niedoli, co nasz gród dotknęła; powiem jeno23, że zaraza nie mniej rozszerzyła się po miejscowościach okolicznych. Nie wspominam o zamkach, bowiem te do małych grodów podobieństwo mają, chcę natomiast powiedzieć o wsiach, gdzie nieszczęśliwi kmiecie wraz z rodzinami, pozbawieni pomocy medyków i jakiejkolwiek pieczy, marli na polach, drogach i w domach nie jak ludzie, ale jak bydlęta. We wsiach nastąpiło to samo, co i w miastach, a więc obyczajów rozwiązłość i brak dbałości na obowiązki swoje i sprawy. Ludzie jakby na śmierć każdego dnia czekali i dlatego też nie przykładali nijakiej pilności do uprawy pól, do utrzymywania trzód i dobytku swego; przeciwnie całkiem, starali się roztrwonić płody swej pracy.
Вам также может понравиться
{"page":{"canonicalUrl":"https://bookra.app/books/1aOBXrtK","pageTitle":"Dekameron, Prolog (Джованни Боккаччо) — полный текст, краткое содержание, анализ и герои","metaDescription":"Полный текст книги «Dekameron, Prolog». А также краткое содержание, главные мысли, конфликт, темы, персонажи, цитаты и ответы на вопросы.","headingTitle":"«Dekameron, Prolog». Читать бесплатно онлайн","headingSubtitle":"Джованни Боккаччо","structuredData":[{"@context":"https://schema.org","@type":"BreadcrumbList","@id":"https://bookra.app/books/1aOBXrtK#breadcrumb","itemListElement":[{"@type":"ListItem","position":1,"name":"BookRa","item":"https://bookra.app/"},{"@type":"ListItem","position":2,"name":"европейская старинная литература","item":"https://bookra.app/genre/5301"},{"@type":"ListItem","position":3,"name":"Dekameron, Prolog","item":"https://bookra.app/books/1aOBXrtK"}]},{"@context":"https://schema.org","@type":"WebPage","@id":"https://bookra.app/books/1aOBXrtK","url":"https://bookra.app/books/1aOBXrtK","name":"«Dekameron, Prolog». Читать бесплатно онлайн","description":"Полный текст книги «Dekameron, Prolog». А также краткое содержание, главные мысли, конфликт, темы, персонажи, цитаты и ответы на вопросы.","breadcrumb":{"@id":"https://bookra.app/books/1aOBXrtK#breadcrumb"},"mainEntity":{"@id":"https://bookra.app/books/1aOBXrtK#work"},"primaryImageOfPage":{"@type":"ImageObject","url":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-pd-public/content/400c667c-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba/thumbs/1200.webp"}},{"@context":"https://schema.org","@type":"Book","@id":"https://bookra.app/books/1aOBXrtK#work","name":"Dekameron, Prolog","url":"https://bookra.app/books/1aOBXrtK","description":"Ciesz się klasyką! Miłego czytania!","image":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-pd-public/content/400c667c-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba/thumbs/1200.webp","inLanguage":"pl","genre":["европейская старинная литература","мифы / легенды / эпос"],"keywords":"повести","sameAs":["https://litres.ru/book/dzhovanni-bokkachcho/dekameron-prolog-23527778/"],"author":[{"@type":"Person","@id":"https://bookra.app/author/484381dc-2a83-102a-9ae1-2dfe723fe7c7#person","name":"Джованни Боккаччо","url":"https://bookra.app/author/484381dc-2a83-102a-9ae1-2dfe723fe7c7","sameAs":["https://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%94%D0%B6%D0%BE%D0%B2%D0%B0%D0%BD%D0%BD%D0%B8_%D0%91%D0%BE%D0%BA%D0%BA%D0%B0%D1%87%D1%87%D0%BE","https://www.wikidata.org/wiki/Q1402"]}],"about":[{"@type":"Thing","name":"европейская старинная литература"},{"@type":"Thing","name":"мифы / легенды / эпос"},{"@type":"Thing","name":"повести"},{"@type":"Thing","name":"чтение онлайн"},{"@type":"Thing","name":"саммари"},{"@type":"Thing","name":"AI-разбор"},{"@type":"Thing","name":"персонажи"},{"@type":"Thing","name":"цитаты"}],"workExample":{"@type":"Book","@id":"https://bookra.app/books/1aOBXrtK#edition","url":"https://bookra.app/books/1aOBXrtK","bookFormat":"https://schema.org/EBook","inLanguage":"pl","sameAs":["https://litres.ru/book/dzhovanni-bokkachcho/dekameron-prolog-23527778/"],"isAccessibleForFree":true,"potentialAction":{"@type":"ReadAction","name":"Читать бесплатно онлайн «Dekameron, Prolog»","target":{"@type":"EntryPoint","urlTemplate":"https://bookra.app/books/1aOBXrtK","actionPlatform":["https://schema.org/DesktopWebPlatform"]},"expectsAcceptanceOf":{"@type":"Offer","category":"nologinrequired"}}}}],"book":{"idCatalog":762136,"shortId":"1aOBXrtK","title":"Dekameron, Prolog","coverUrl":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-pd-public/content/400c667c-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba/thumbs/1200.webp","annotationText":"Ciesz się klasyką! Miłego czytania!","catalogType":"PUBLIC_DOMAIN","catalogTypeLabel":"Общественное достояние","authorLine":"Джованни Боккаччо","authors":[{"id":"484381dc-2a83-102a-9ae1-2dfe723fe7c7","displayName":"Джованни Боккаччо","protectedUrl":"/author/484381dc-2a83-102a-9ae1-2dfe723fe7c7","wikipediaUrl":"https://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%94%D0%B6%D0%BE%D0%B2%D0%B0%D0%BD%D0%BD%D0%B8_%D0%91%D0%BE%D0%BA%D0%BA%D0%B0%D1%87%D1%87%D0%BE","wikidataUrl":"https://www.wikidata.org/wiki/Q1402"}],"genres":[{"id":5301,"title":"европейская старинная литература","token":null,"publicUrl":"https://bookra.app/genre/5301"},{"id":5299,"title":"мифы / легенды / эпос","token":null,"publicUrl":"https://bookra.app/genre/5299"}],"keywords":["повести"],"facts":[{"key":"dateWritten","label":"Дата написания","value":"1970-01-01"},{"key":"bookLanguage","label":"Язык книги","value":"pl"},{"key":"series","label":"Серия","value":"Dekameron"},{"key":"adult","label":"Возрастное ограничение","value":"16+"}],"seoSections":[],"authorSummary":null,"hasArtifacts":false,"canReadInApp":true,"readUrl":"https://web.bookra.app/?startapp=r_762136","artifactsUrl":"https://web.bookra.app/?startapp=b_762136","readCtaLabel":"Читать бесплатно","artifactsCtaLabel":"AI-разбор","appReadLinks":{"tg":"https://t.me/bookra_lib_bot/BookRa?startapp=r_762136","vk":"https://vk.com/app54470698#startapp=r_762136","max":"https://max.ru/id7751370047_bot?startapp=r_762136","web":"https://web.bookra.app/?startapp=r_762136"},"appAnalysisLinks":{"tg":"https://t.me/bookra_lib_bot/BookRa?startapp=b_762136","vk":"https://vk.com/app54470698#startapp=b_762136","max":"https://max.ru/id7751370047_bot?startapp=b_762136","web":"https://web.bookra.app/?startapp=b_762136"},"guestReaderUrl":"/books/1aOBXrtK?page=3#reader-content","authorCtaLabel":"Все книги автора","authorProtectedUrl":"/author/484381dc-2a83-102a-9ae1-2dfe723fe7c7","readersCount":0,"adultLabel":"16+","yearLabel":null,"datePublished":null,"publisherLabel":null,"isbn":null,"oclc":null,"lccn":null,"partnerUrl":null,"accessNote":"Полный текст книги и AI-разбор откроются на защищенных страницах BookRa после входа."},"reader":{"page":3,"totalPages":7,"hasPrev":true,"hasNext":true,"prevPageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=2#reader-content","nextPageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=4#reader-content","progressLabel":"Страница 3 из 7","sections":[{"id":"content0:15","kind":"paragraph","text":"Inni wreszcie, bardziej nieużyci i bezlitośni, twierdzili, że najlepszym środkiem na zarazę jest ucieczka od niej. Myśląc tylko o sobie, siła16 mężczyzn i kobiet opuściło miasto, domy, majętności, krewniaków i przeniosło się do posiadłości swoich, za bramami grodu leżących, albo też u ludzi obcych schronu szukało. Mniemali widocznie, że gniew Boga, karzącego ludzi za ich nieprawość, dosięgnie tylko tych, co w obrębie miasta pozostaną, innych zasię17 oszczędzi, tak jakby cała ludność miasta na zagładę skazana została i jakby dla niej ostatnia godzina wybiła. Wprawdzie pomarli nie wszyscy z tych, co podobne mniemania żywili, ale i nie wszyscy zarazę przeżyli; owszem, pośród wszystkich tych stronnictw choroba szerzyła się srodze. Liczni, gdy się jeszcze zdrowiem cieszyli, opuszczali w niedoli swoich krewniaków i przyjaciół i tym dawali przykład drugim, którzy gdy na nich kolej przyszła, to samo czynili, zdając bliskich na pastwę losu. Gdyby to jeszcze sąsiad sąsiada bez pomocy ostawiał, gdyby tylko znajomi i krewniacy wystrzegali się wzajemnych odwiedzin! Niestety, powszechna klęska taką trwogę w umysłach mężczyzn i kobiet sprawiała, że brat opuszczał brata, wuj siostrzeńca, siostra brata, a często nawet żona męża swego. Gorzej jeszcze, że ojcowie i matki ostawiali dzieci swoje nie troskając się o nie zupełnie, tak jakby obcymi im były. Wielu spośród mnogich mężczyzn i białogłów, dotkniętych zarazą, mogło tylko u kilku tkliwych przyjaciół albo też u sług najętych pomocy szukać. Słudzy ci, chciwością powodowani, otrzymawszy wielką zapłatę, mieli pieczę nad chorymi. Aliści i takich niewielu znaleźć można było; byli to przy tym ludzie grubi i z podobnymi posługami wobec chorych wcale nie obeznani. Umieli jeno podać czasem to, czego chory żądał, a także po śmierci przybrać go do trumny. Zgarniali wielkie zyski, ale i sami umierali."},{"id":"content0:16","kind":"paragraph","text":"Skutkiem tego, że chorych opuszczali krewniacy, przyjaciele i sąsiedzi i że sług dostać nie można było, weszła w obyczaj rzecz dotąd niesłychana: białogłowy, choćby najpiękniejsze i z najlepszych rodów idące, nie wzdragały się, zachorowawszy, mężczyzn do posług przyjmować, nie wchodząc w to, czyli są starzy, czy też młodzi, i obnażały przed nimi najwstydliwsze części ciała swojego. Może być, że te, które później do zdrowia przyszły, z zwyczaju tego pobudkę do rozpusty wzięły. Siła umarło z tych, co gdyby pieczę nad sobą mieli, ani chybi by wyzdrowieli. Przy braku opieki i przy gwałtownym szerzeniu się zarazy codziennie tyle narodu ginęło, że strach i zgroza brała nie tylko świadków, ale i tych, co o tym słyszeli."},{"id":"content0:17","kind":"paragraph","text":"Pośród ludzi przy życiu pozostałych pojawiło się wiele nowych obyczajów, całkiem przeciwnych do tych, co dawniej istniały. Dotychczas zwyczajem było, że w domu zmarłego zbierały się krewniaczki i sąsiadki, które go pospołu z domownikami opłakiwały; przed domem zasię18 skupiali się przyjaciele i sąsiedzi oraz liczni współobywatele; do nich później, według godności zmarłego, dołączało się duchowieństwo. Zebrani brali mary na ramiona i ze śpiewem, przy blasku gromnic, zwłoki odprowadzali do kościoła, który zmarły wybrał był przed zgonem. Gdy tylko mór się pojawił, obyczaje te zanikły ustępując miejsca nowym. Umarłego nie tylko ciżba niewiast nie otaczała, ale niejeden człek samotnie z tego świata schodził, nie będąc żegnany łzami i wzdychaniami swoich krewniaków. Miast szlochów rozbrzmiewały żarty, śmiech i wesołość na stypach."},{"id":"content0:18","kind":"paragraph","text":"Nowy ten obyczaj zwłaszcza dbałym o swe zdrowie białogłowom do smaku przypadł, zadając kłam ich płci tkliwości. Rzadko się zdarzało, aby szczątki doczesne przez więcej niż dziesięć albo dwanaście osób do kościoła odprowadzane były. Orszak żałobny składał się przy tym nie z czcigodnych mieszczan, lecz z zwykłych grabarzy, którzy zwali się służbą moru i za zapłatą pracowali. Ci, trumnę jak najśpieszniej pochwyciwszy, nieśli ją zazwyczaj do najbliższego kościoła, a nie tam, gdzie zmarły pragnął, aby nad jego ciałem modły odprawiono. Czterech albo sześciu księży, z zapalonymi świecami, a czasem i bez nich, odprowadzało zwłoki do pierwszej napotkanej mogiły i powierzało je ziemi bez zbytnich modłów. Los ludzi ubogich, a nawet tych, co w miernym dostatku żyli, godzien był najżywszej litości. Ci, pozostawszy z powodu ubóstwa albo też z przyczyny ufności, jaką w miłosierdziu bożym pokładali, w domach swoich, wpośród sąsiadów, tysiącami co dnia ulegali chorobie, a nie zaznając znikąd żadnej pomocy ginęli bez ratunku. Wielu dniem i nocą na ulicach padało, inni umierali w swoich domach, a sąsiedzi po trupim zaduchu dopiero o ich śmierci się dowiadywali. Znaczna część mieszkańców, bądź to z obawy zarażenia się, bądź też z miłosierdzia dla zmarłych, przyjęła obyczaj wynoszenia zwłok przed dom własnymi rękami czy też przy pomocy grabarzy; kładli je przed progiem, tak że w tych miejscach, zwłaszcza rankiem, niezliczoną ilość zwłok obaczyć można było. Później przynoszono mary, a gdy ich brakło, proste deski; zdarzało się, że na jedne mary dwa albo trzy trupy kładziono, tak iż często można było obaczyć zwłoki męża obok zwłok żony, szczątki dwu albo trzech braci, trupa ojca pospołu z trupem syna leżącego. Za dwoma księżmi, niosącymi krzyże, trzy albo cztery mary niesiono. Duchowni, którzy sądzili, że tylko jednego zmarłego na miejsce wiecznego spoczynku wiodą, przy grzebaniu sześciu albo ośmiu trupów musieli być przytomni19. Umarłym nie okazywano czci nijakiej, nie odprowadzano ich do grobu z zapalonymi pochodniami ani też nad nimi łez nie roniono. Wreszcie k'temu20 przyszło, że równie o umarłych się troskano, co o zdechłe kozy. Jawnym się wówczas stało, że powszechna niedola uczy nawet głupców cierpliwie poddawać się losowi, czego w zwykłych czasach ludzie najmądrzejsi, małymi tylko przeciwieństwami nękani, nauczyć się nie są w stanie. Gdy z powodu mnogości trupów na cmentarzach poświęconej ziemi nie stało, tak iż nie lza21 już i myśleć było, aby każdy zmarły miał swoją mogiłę, poczęto kopać głębokie jamy, w które trupy setkami jedne na drugie rzucano na kształt towarów na okręcie. Zwłoki ledwie cienką warstwą ziemi przysypywano, póki jama po brzegi się nie napełniła."},{"id":"content0:19","kind":"paragraph","text":"Nie będę się zbytnio szerzył22 nad szczegółami tej niedoli, co nasz gród dotknęła; powiem jeno23, że zaraza nie mniej rozszerzyła się po miejscowościach okolicznych. Nie wspominam o zamkach, bowiem te do małych grodów podobieństwo mają, chcę natomiast powiedzieć o wsiach, gdzie nieszczęśliwi kmiecie wraz z rodzinami, pozbawieni pomocy medyków i jakiejkolwiek pieczy, marli na polach, drogach i w domach nie jak ludzie, ale jak bydlęta. We wsiach nastąpiło to samo, co i w miastach, a więc obyczajów rozwiązłość i brak dbałości na obowiązki swoje i sprawy. Ludzie jakby na śmierć każdego dnia czekali i dlatego też nie przykładali nijakiej pilności do uprawy pól, do utrzymywania trzód i dobytku swego; przeciwnie całkiem, starali się roztrwonić płody swej pracy."}],"toc":[{"id":"content0:0:1","label":"Giovanni Boccaccio Dekameron, Prolog","page":1,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK#reader-content"},{"id":"content0:7:2","label":"Prolog","page":2,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=2#reader-content"},{"id":"contentnotes0:0:6","label":"1","page":6,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=6#reader-content"},{"id":"contentnotes0:3:6","label":"2","page":6,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=6#reader-content"},{"id":"contentnotes0:6:7","label":"3","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:9:7","label":"4","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:12:7","label":"5","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:15:7","label":"6","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:18:7","label":"7","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:21:7","label":"8","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:24:7","label":"9","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:27:7","label":"10","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:30:7","label":"11","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:33:7","label":"12","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:36:7","label":"13","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:39:7","label":"14","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:42:7","label":"15","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:45:7","label":"16","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:48:7","label":"17","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:51:7","label":"18","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:54:7","label":"19","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:57:7","label":"20","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:60:7","label":"21","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:63:7","label":"22","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:66:7","label":"23","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:69:7","label":"24","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:72:7","label":"25","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:75:7","label":"26","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:78:7","label":"27","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:81:7","label":"28","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:84:7","label":"29","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:87:7","label":"30","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:90:7","label":"31","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:93:7","label":"32","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:96:7","label":"33","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:99:7","label":"34","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:102:7","label":"35","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:105:7","label":"36","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:108:7","label":"37","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:111:7","label":"38","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:114:7","label":"39","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:117:7","label":"40","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:120:7","label":"41","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:123:7","label":"42","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:126:7","label":"43","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:129:7","label":"44","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:132:7","label":"45","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:135:7","label":"46","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:138:7","label":"47","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:141:7","label":"48","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:144:7","label":"49","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:147:7","label":"50","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:150:7","label":"51","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"},{"id":"contentnotes0:153:7","label":"52","page":7,"pageUrl":"/books/1aOBXrtK?page=7#reader-content"}]},"similarBooks":[{"idCatalog":638722,"shortId":"1DVw6n2q","title":"Легенда о Смерти","authorLine":"Анатоль Ле Бра, Людмила Евгеньевна Торшина","primaryAuthorId":"cae2299e-d2fa-11e7-97e5-0cc47a5454c6","coverUrl":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-litres-public/content/c7a45789-f9bf-11ef-8ce3-0cc47af30fe4/thumbs/400.webp","publicUrl":"https://bookra.app/books/1DVw6n2q"},{"idCatalog":630276,"shortId":"1cmYJ1uE","title":"Кельтские мифы","authorLine":"Эпосы, легенды и сказания, Людмила И. Володарская","primaryAuthorId":"6266f9a6-f3a7-102a-9d2a-1f07c3bd69d8","coverUrl":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-litres-public/content/51056606-e267-11ef-8ce3-0cc47af30fe4/thumbs/400.webp","publicUrl":"https://bookra.app/books/1cmYJ1uE"},{"idCatalog":799862,"shortId":"1EWunp60","title":"Троянки","authorLine":"Еврипид","primaryAuthorId":"ea7155b5-889d-102d-9ab1-2309c0a91052","coverUrl":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-pd-public/content/import:fb:239218/thumbs/400.webp","publicUrl":"https://bookra.app/books/1EWunp60"},{"idCatalog":787915,"shortId":"2pFHa8LR","title":"Телемак","authorLine":"Федор Петрович Лубяновский, Франсуа де Салиньяк де Ла Мот Фенелон","primaryAuthorId":"e6bcd287-1540-11e0-8c7e-ec5afce481d9","coverUrl":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-pd-public/content/5107cd52-b153-11e3-b4aa-0025905a0812/thumbs/400.webp","publicUrl":"https://bookra.app/books/2pFHa8LR"},{"idCatalog":763408,"shortId":"3HHaxrQY","title":"Gargantua i Pantagruel","authorLine":"Rabelais François","primaryAuthorId":"21baaa17-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba","coverUrl":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-pd-public/content/76c600cd-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba/thumbs/400.webp","publicUrl":"https://bookra.app/books/3HHaxrQY"},{"idCatalog":762127,"shortId":"3dSUO0lV","title":"Dekameron, Dzień dziewiąty","authorLine":"Джованни Боккаччо","primaryAuthorId":"484381dc-2a83-102a-9ae1-2dfe723fe7c7","coverUrl":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-pd-public/content/3fe7fbf3-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba/thumbs/400.webp","publicUrl":"https://bookra.app/books/3dSUO0lV"},{"idCatalog":762128,"shortId":"30gUIJtm","title":"Dekameron, Dzień ósmy","authorLine":"Джованни Боккаччо","primaryAuthorId":"484381dc-2a83-102a-9ae1-2dfe723fe7c7","coverUrl":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-pd-public/content/3fedd5cb-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba/thumbs/400.webp","publicUrl":"https://bookra.app/books/30gUIJtm"},{"idCatalog":763269,"shortId":"2Y1NZa5H","title":"Dzieje Tristana i Izoldy","authorLine":"nieznany Autor","primaryAuthorId":"1d768169-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba","coverUrl":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-pd-public/content/6cd878d7-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba/thumbs/400.webp","publicUrl":"https://bookra.app/books/2Y1NZa5H"},{"idCatalog":762131,"shortId":"2EAGEGUr","title":"Dekameron, Dzień siódmy","authorLine":"Джованни Боккаччо","primaryAuthorId":"484381dc-2a83-102a-9ae1-2dfe723fe7c7","coverUrl":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-pd-public/content/3ffdd916-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba/thumbs/400.webp","publicUrl":"https://bookra.app/books/2EAGEGUr"},{"idCatalog":762129,"shortId":"140cXmah","title":"Dekameron, Dzień piąty","authorLine":"Джованни Боккаччо","primaryAuthorId":"484381dc-2a83-102a-9ae1-2dfe723fe7c7","coverUrl":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-pd-public/content/3ff23bb3-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba/thumbs/400.webp","publicUrl":"https://bookra.app/books/140cXmah"},{"idCatalog":763240,"shortId":"4EiXLrjK","title":"Próby. Księga pierwsza","authorLine":"Montaigne Michel","primaryAuthorId":"212464b4-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba","coverUrl":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-pd-public/content/6b7dc32c-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba/thumbs/400.webp","publicUrl":"https://bookra.app/books/4EiXLrjK"},{"idCatalog":762133,"shortId":"3SsecUmR","title":"Dekameron, Dzień szósty","authorLine":"Джованни Боккаччо","primaryAuthorId":"484381dc-2a83-102a-9ae1-2dfe723fe7c7","coverUrl":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-pd-public/content/4002c34f-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba/thumbs/400.webp","publicUrl":"https://bookra.app/books/3SsecUmR"}],"similarBooksPagination":{"page":1,"pageSize":12,"totalItems":20,"totalPages":2,"hasPrev":false,"hasNext":true}},"notFound":false}