Загрузка...

AI-разбор доступен после входа

Суть книги, пересказ, главный конфликт, ключевые идеи, вывод, кому полезна, главные темы, персонажи и цитаты можно получить после входа в BookRa.

auto_awesomeПолучить AI-разбор

О книге

W powieści poetyckiej Konrad Wallenrod Adam Mickiewicz wykorzystał tzw. historyzm maski – dzięki temu mógł wyrażać swoją patriotyczną postawe wobec Polski, nie obawiając się cenzury.Akcję powieści przeniósł na średniowieczną Litwę, której zagrażał najazd Krzyżaków. W zakonie jednak wychowywał się – pod czujnym okiem litewskiego wajdeloty imieniem Halban – Walter Alf, rycerz, który miał zemścić się na najeźdźcach. Podczas jednej z walk Walter i Halban przedzierają się na stronę litewską. Dla Waltera, który później przyjmie nazwisko Konrad Wallenrod, rozpoczyna się nowe życie, pełne wątpliwości i trudnych decyzji.Od postawy tytułowego bohatera wywodzi się termin wallenrodyzm, charakteryzujący postawę polskich walk narodowowyzwoleńczych, mających zakorzenienie w myśli Machiavellego – byciem zarówno lisem, jak i lwem. Powieśc po raz pierwszy ukazała się w 1828 roku.

Дата написания1970-01-01
Язык книгиpl
Возрастное ограничение0+

Читать онлайн

Страница 4 из 15

*

Nadzieję, cichym powtórzyły echem Brzegi jeziora, doliny i knieje. Zbudził się Konrad i z dzikim uśmiechem: «Gdzież jestem – wołał – tu słychać – nadzieje?! … Na co te pieśni? … Pomnę38 twoje szczęście: Trzy piękne córki było was u matki, Ciebie najpierwej żądano w zamęście… Biada, o biada wam, nadobne kwiatki! Straszliwa żmija wkradła się do sadu, A kędy piersią prześliźnie się błędną, Usechną trawy i róże uwiędną, I będą żółte jako piersi gadu! Uciekaj myślą i dni przypominaj, Które byś dotąd pędziła wesoło, Gdyby… Ty milczysz? … Śpiewaj i przeklinaj; Niechaj łza straszna, co głazy przecieka, Nie ginie darmo; zdejmę szyszak z głowy, Tu niechaj spadnie, niech mi pali czoło; Tu niechaj spadnie, jam cierpieć gotowy: Chcę znać zawczasu, co mię w piekle czeka».

Głos z wieży

«Daruj, mój miły, daruj mi, jam winna. Przyszedłeś późno, tęskno było czekać, I mimowolnie jakaś pieśń dziecinna… Precz mi z tą pieśnią! … Miałaż bym39 narzekać? Z tobą, mój luby, z tobąśmy przeżyli40 Znikomą chwilę: lecz tej jednej chwili Nie będę mieniać41 z całą ziemian zgrają Na ciche życie przepędzone w nudzie! Ty sam mówiłeś, że zwyczajni ludzie Są jako konchy42, co się w bagnie tają: Ledwie raz na rok, falą niepogody Wypchnięte, z mętnej pokażą się wody, Otworzą usta, raz westchną ku niebu I znowu wrócą do swego pogrzebu43. Nie, jam na takie szczęście nie stworzona! Jeszcze w ojczyźnie ciche pędząc życie, Nieraz w pośrodku towarzyszek grona Za czymś tęskniłam i wzdychałam skrycie, I czułam serca niespokojne bicie. Nieraz z poziomej uciekałam łąki, I na najwyższym stanąwszy pagórku, Myśliłam sobie: gdyby te skowronki Ze skrzydeł swoich dały mi po piórku, Poszłabym z nimi i tylko z tej góry Chciałabym jeden mały kwiat uszczyknąć, Kwiat niezabudki, a potem za chmury Lecieć wysoko! wysoko! i – zniknąć… Tyś mię wysłuchał! Ty, skrzydły orlemi, Monarcho ptaków, wzniosłeś mię do siebie!.. Teraz, skowronki, o nic was nie proszę: Bo gdzież ma lecieć, po jakie rozkosze, Kto poznał Boga wielkiego na niebie I kochał męża wielkiego na ziemi?»

Konrad

«Wielkość! i znowu wielkość, mój aniele! Wielkość dla której jęczymy w niedoli! … Kilka dni jeszcze, niech serce przeboli, Kilka dni tylko – już ich tak niewiele… Stało się! Próżno po czasie żałować; Płaczmy – lecz niechaj drżą nieprzyjaciele: Bo Konrad płakał – ażeby mordować. Po coś tu przyszła, po co, moja droga! Z klasztornych murów, z świątyni pokoju? Jam się poświęcił na usługi Boga: Nie lepiejż było w świętych jego murach Z dala ode mnie płakać i umierać, Niż tu, w krainie kłamstwa i rozboju, W grobowej wieży, w powolnych torturach Konać i oczy samotne otwierać, I przez niezłomne tej kraty okucia Pomocy żebrać… a ja słuchać muszę, Patrzeć na długą skonania katuszę, Stojąc z daleka, i kląć moję duszę, Że w niej są jeszcze ostatki uczucia! …»

Głos z wieży

«Jeśli narzekasz, nie przychodź tu więcej! Chociażbyś przyszedł, błagał najgoręcej, Już nie usłyszysz! Już okno zamykam: Spuszczę się znowu w moją wieżę ciemną, Niechaj w milczeniu gorzkie łzy połykam. Bądź zdrów na wieki, bądź zdrów, mój jedyny! I niech zaginie pamięć tej godziny, W której nie miałeś litości nade mną!»

Konrad

«Więc ty miej litość! Ty jesteś aniołem! Stój! A jeżeli prośba cię nie wstrzyma, O ten róg wieży uderzę się czołem, Będę cię błagał skonaniem Kaima…»

Głos z wieży

«O, miejmy litość, nad sobą samemi! … Pomnij, mój luby, że jak ten świat wielki, Dwoje nas tylko na ogromnej ziemi, Na morzach piasku dwie rosy kropelki; Że lada wietrzyk, z ziemnego padołu Znikniem na zawsze: ach, gińmyż pospołu! … Nie na to przyszłam, ażeby cię dręczyć: Nie chciałam przyjąć święcenia kapłanek, Bo niebu serca nie śmiałam zaręczyć, Póki w nim ziemski panował kochanek. Pragnęłam zostać w klasztorze i skromnie Oddać dni moje zakonnic usłudze: Lecz tam, bez ciebie, wszystko wokoło mnie Było tak nowe, tak dzikie, tak cudze… Wspomniałam sobie, że po latach wielu, Miałeś powrócić do Maryi-grodu, Szukając zemsty na nieprzyjacielu I broniąc sprawy biednego narodu… Kto czeka, lata myślami ukraca; Mówiłam sobie: on już może wraca, Może już wrócił… czyż nie wolno żądać, Gdy mam żyjąca zakopać się w grobie, Abym cię mogła raz jeszcze oglądać, Abym przynajmniej umarła przy tobie? … Pójdę więc, rzekłam, w pustelniczym domku, Około drogi, na skały ułomku, Zamknę się sama: może rycerz jaki Koło mej chatki przechodzący blisko, Wymówi czasem kochanka nazwisko; Może pomiędzy obcymi szyszaki Ujrzę znak jego; niech odmieni zbroje, Niechaj na tarczy obce godła kładnie, Niech twarz odmieni… jeszcze serce moje, Z daleka nawet, kochanka odgadnie; I gdy go ciężka powinność przymusza Wszystko dokoła wyniszczać i krwawić, Wszyscy go przeklną – będzie jedna dusza, Co mu z daleka śmie pobłogosławić! … Tu mój obrałam domek i grobowiec, W cichej ustroni, kędy świętokradzki Mych jęków nie śmie podsłuchać wędrowiec. Ty, wiem, że lubisz samotne przechadzki; Myśliłam44 sobie: on może z wieczora Wybieży z dala od swych towarzyszy, Pomówić z wiatrem i z falą jeziora, Pomyśli o mnie i głos mój usłyszy… Niebo spełniło niewinne życzenia! Przyszedłeś, moje zrozumiałeś pienia! … Dawniej prosiłam, by mię twym obrazem Sny pocieszały, choć obraz był niemy: Dziś, ile szczęścia! Dziś, możemy razem — Razem zapłakać…»

Страница 4 из 15

Вам также может понравиться

Страница 1 из 11

Назад1211Далее