Загрузка...

AI-разбор доступен после входа

Суть книги, пересказ, главный конфликт, ключевые идеи, вывод, кому полезна, главные темы, персонажи и цитаты можно получить после входа в BookRa.

auto_awesomeПолучить AI-разбор

О книге

Ująwszy się za uderzoną przez policjanta obcą dziewczyną, student Misza trafia do więzienia, gdzie zadziwia wszystkich uśmiechem i pogodą ducha.W miarę upływu czasu zaczyna jednak coraz głębiej zastanawiać się nad systemem, w którym każdy jest albo oprawcą, albo ofiarą. Słucha ponurych opowieści zastraszonych, zobojętniałych strażników, mocno przeżywa okrucieństwo współwięźniów wobec najsłabszych i czuje, że to zamknięte, patologiczne środowisko jak w soczewce ukazuje niesprawiedliwość społeczną carskiego imperium.Pewnego dnia w celi obok pojawia się intrygujący sąsiad: więzień polityczny. Misza nie zna brzmienia jego głosu, ale dzięki stukaniu w ścianę alfabetem Morse'a poznaje jego poglądy. Teraz musi podjąć decyzję.

Дата написания1970-01-01
Язык книгиpl
Возрастное ограничение0+

Читать онлайн

Страница 10 из 12

– Była długa… teraz już ją zapomniałem… Wie pan – ja bardzo lubię wiersze… zupełnie nie podobne do tego, co mówią ludzie…

Misza widział, że oczy dozorcy uważnie patrzą na niego; słyszał szelest za drzwiami i jednostajne, smutne dźwięki śpiewu za oknem…

Piec grzał go w plecy, ale w piersiach było mu ciasno i zimno.

– Czy pan niezdrów? – zapytał dozorca. – Pogoda taka nieznośna…

– Nie, nic mi nie jest… – głucho odparł Misza.

Zdawało mu się, że w celi jest duszno, powietrze jakoś dziwnie gęste, przesycone ciężkim, ciepłym szeptem, że trudno oddychać tym powietrzem.

– Niech się pan położy – poradził mu Oficerów. – Czas spać.

I wtem dodał:

– Wiem, kogo wsadzono obok pana…

Misza nic nie odpowiedział. Oczy Oficerowa błysnęły łagodnie i zniknęły.

Teraz, na ich miejscu, pozostał tylko okrągły mały otwór pośrodku drzwi, a przezeń widniał na ścianie martwy, szary krążek, oświecony równym, nieruchomym światłem. Misza patrzał nań z czołem boleśnie zmarszczonym i mówił sam do siebie:

Nigdzie więc nad głową dachu Nie znajdował sobie człek…

Za oknem ledwo dosłyszalna wiła się i drżała pieśń… jakby tułając się w pomroce… Jak gdyby ten, co ją zaczął śpiewać, nie mógł już się powstrzymać, poddał się bez woli jej władzy, i zrywał sobie pierś w tej monotonnej skardze…

Później o uszy jego odbiło się niezrozumiałe, urywane stukanie… jakby gdzieś spadło parę kropel deszczu…

X

Misza zdjął kurtkę i chciał się położyć, ale rzuciła mu się w oczy ciemna plama pleśni w kącie, i raptem przypomniał sobie bezkształtne, zmięte od uderzeń, szare ciało aresztanta pod więzienną ścianą. Owładnięty gorącą falą litości i wstrętu, szybko parę razy przebiegł celę, a potem wskoczył na okno, przywarł głową do żelaznej kraty i, cicho stukając palcami po ścianie, zamyślił się pełen ciężkiej bojaźni.

Z zewnątrz do okiennych szyb ściśle przylgnął gęsty mrok nocy, w milczeniu oglądając bladą, zmizerowaną twarz młodzieńca. Rzadkie, suche płatki śniegu, na mgnienie wynurzające się z ciemności, smutnie szeleściały o szkło i ginęły pochłaniane mrokiem…

Miszy wydało się, że całe życie ludzkie spowite jest gęstą, brudnożółtą chmurą chorobliwie natężonego okrucieństwa. Wszystkie czyny ludzi są jakby przesycone niezrozumiałym bezmyślnym uczuciem wzajemnej nienawiści i wstrętną żądzą tortur, znęcania się, męki. To uczucie otwarte i proste, głęboko ukryte w głębi ludzkiej duszy, chytre, drapieżne lub tępe – ciemne uczucie to nadaje całemu życiu ów ponury ton pełnego tęsknoty jesiennego zmierzchu i przygniatającego chłodu. A wśród tych dzikich zapasów rozjuszonych ludzi, jak płatki śniegu wśród nocy, snują się mili, dobrzy i słabi w rodzaju Oficerowa i jego matki… W głowie Miszy wyraźnie zadźwięczała łagodna skarga:

– Panie, Boże mój! Czemu w ludziach tak wiele okrucieństwa i złości? Boże, czemu?

W jego wyobraźni stanęli wesoło uśmiechnięci „dwaj andrusi” z Wiaźmy, przypomniał sobie Jakuba Usowa, głęboko przekonanego o prawie do zabijania ludzi…

I nie wiadomo skąd, pojedynczo, mężnie, jak ognie w ciemnościach nocy zjawiają się surowi, silni ludzie. Chodzą wzdłuż więziennej ściany, i „niezgadzający się z niczym”, w skupieniu zajęci jedną myślą, wypełniającą im całe życie…

– O czym oni myślą?

Misza ciężko zeskoczył z okna i znów zaczął chodzić po celi.

Za drzwiami, w nieruchomej ciszy korytarza kołysał się z wolna dziwny dźwięk, podobny do wrzenia wody. Misza zatrzymał się, nasłuchując… W celi na wprost niego ktoś majaczył, ktoś pośpiesznie mamrotał niewyraźne słowa, dławiąc się nimi, i w słowach tych – też słychać było skargę… W końcu korytarza cicho rozmawiali dozorcy.

– Ot i koniec – usłyszał Misza zadumany okrzyk Oficerowa.

Znów w celi rozległo się jakieś dziwne stukanie; kilka prędkich uderzeń, przedzielonych nieprawidłowymi pauzami. Misza obejrzał się zachmurzony – po podłodze bez hałasu przebiegła mysz – tak jakby przetoczył się maleńki kłębek wełny – i znikła pod pryczą. I jeszcze raz nalegająco zadźwięczało to nerwowe stukanie. Misza domyślił się, drgnął, nie wiadomo po co przycisnął mocno do ściany dłoń swojej ręki i zaczął nią gładzić chropowaty tynk, jakby usiłując pochwycić to stukanie.

Zdało mu się, że dźwięki rodzą się w tym oto punkcie ściany; wtedy ukląkł, zasępił się dziwnie, podniósł rękę, gniewny opuścił ją i bezładnie zabębnił paznokciami w mur… Następnie począł nasłuchiwać – było cicho…

Zerwał się, rzucił się do drzwi i przyłożywszy wargi do okienka, trwożnie, błagalnie, ale niezbyt głośno zawołał:

– Oficerow! Dozorca…

I kiedy Oficerow znalazł się u drzwi, Misza jął szeptać śpiesznie, nerwowo:

– Posłuchajcie… drogi mój! on stuka…

– Wasyl Nikitycz?

– Tak? To on?

– On… ale…

– Powiedzcie mu… szepnijcie – ja nie umiem!

– Boję się…

– To nic! My będziemy – ostrożnie…

– No, a jak się dowiedzą… to mnie…

– Ależ nie! Powiedzcie mu, żeby alfabet… ja nie umiem…

Oficerow odchylił się ode drzwi i z korytarza doleciał jego pokorny szept:

– Dobrze… powiem…

I poszedł… A potem znów się zjawił, błysnęły jego smutne oczy i rozległ się szept:

– Niech pan słucha…

Nie mówiąc więcej ani słowa, Misza podbiegł do ściany, zatrzymał się przed nią z naprężoną uwagą i, uśmiechając się, zastygł, cały ogarnięty dreszczem żądzy mówienia, mówienia!

Z na pół otwartymi ustami stał przed szarą potężną ścianą, gotów ją uścisnąć, patrzał na nią chciwie rozpalonymi oczyma.

Spoza ściany leciały urywane i wyraźne uderzenia jedno po drugim, niezbyt głośne, ale twarde, natrętne, suche dźwięki muru, i palce prawej ręki Miszy, mimo woli drgając, posłusznie je powtarzały…

Страница 10 из 12

Вам также может понравиться

Страница 1 из 402

Назад12402Далее