Загрузка...

AI-разбор доступен после входа

Суть книги, пересказ, главный конфликт, ключевые идеи, вывод, кому полезна, главные темы, персонажи и цитаты можно получить после входа в BookRa.

auto_awesomeПолучить AI-разбор

О книге

Ująwszy się za uderzoną przez policjanta obcą dziewczyną, student Misza trafia do więzienia, gdzie zadziwia wszystkich uśmiechem i pogodą ducha.W miarę upływu czasu zaczyna jednak coraz głębiej zastanawiać się nad systemem, w którym każdy jest albo oprawcą, albo ofiarą. Słucha ponurych opowieści zastraszonych, zobojętniałych strażników, mocno przeżywa okrucieństwo współwięźniów wobec najsłabszych i czuje, że to zamknięte, patologiczne środowisko jak w soczewce ukazuje niesprawiedliwość społeczną carskiego imperium.Pewnego dnia w celi obok pojawia się intrygujący sąsiad: więzień polityczny. Misza nie zna brzmienia jego głosu, ale dzięki stukaniu w ścianę alfabetem Morse'a poznaje jego poglądy. Teraz musi podjąć decyzję.

Дата написания1970-01-01
Язык книгиpl
Возрастное ограничение0+

Читать онлайн

Страница 3 из 12

III

W nieruchomej ciszy, jakby czatującej na dźwięki i każdej chwili gotowej je wydać, Misza uczuł, że znowu rośnie w nim duma.

…Śród setki ludzi on tylko jeden potrafił znaleźć w sobie męstwo, śmiało wystąpić do walki z przemocą! Przypomniały mu się wilgotne oczy dziewczęcia – gdzie ona teraz? 6 Zapewne zdążyła ujść i w tej chwili może, siedząc w swym maleńkim pokoiku, opowiada przyjaciółkom o tym, jak wysoki płowowłosy student, sypiąc iskry gniewu z niebieskich oczu, mówił, wzywając do walki z przemocą, i jak jego mowa zapaliła w ludziach żądzę walki… I blada twarz dziewczęcia płonie zachwytem…

– Czy ją kiedy spotkam? – zapytał samego siebie Misza, uśmiechając się w zamyśleniu. Wysoko na czarnym niebie paliły się migocące, maleńkie, okropnie dalekie gwiazdy – poprzez brudną szybą okna źle było je widać. Misza wyciągnął rękę przez kratę, otworzył lufcik – noc oblała twarz jego strugą zimnego powietrza. Do celi wleciał twardy, spokojny odgłos kroków.

– Warta… więzienie… wcale to nie przykre, ani straszne – pomyślał Misza, wspominając ponure opowiadania o więzieniach i, wstrząsnąwszy głową, dodał uśmiechając się wzgardliwie:

– Neurastenicy7…

Przyjemnie mu było stwierdzić, że nie czuje ciężaru więzienia; serce biło w nim równo, spokojnie.

– Gdyby wszyscy ludzie wspólnymi siłami, równie śmiało jak ja oto, rzucili się na wszystko, co krępuje ich życie… – gorąco pomyślał młodzieniec, i wydało mu się, że wnet po tym wysiłku życie stałoby się wesołe, piękne i mile spokojne… Później przyszła mu na myśl jego gospodyni – lubiła go za jego prosty, zawsze równy charakter i traktowała go jak syna. Jak się dowie o jego aresztowaniu, na pewno bardzo się zmartwi… Ale, czy się domyśli przysłać mu pościel, bieliznę i obiad? Pieniądze ma zapłacone za miesiąc z góry. I siostra się przestraszy. A mąż jej, jak zwykle, mocno potrze łysinę i, westchnąwszy, powie:

– No, cóż? Można się było tego spodziewać…

– Wstrętnym człowiekiem jest ten mąż siostry… A i ona też nie lepsza od niego. Mieszkają w swojej Kałudze8, mają trzy tysiące rocznej pensji i niczego więcej nie pragną…

Szybko płynęły czarne postrzępione chmury, gwiazdy chowały się za nie i znów migotały na ciemnogranatowych skrawkach zimnego nieba. Nie mrużąc oczu, Misza patrzał w górę, i myśli jego, zmieniając jedna drugą, krążyły wolnym korowodem.

– Przyjemnie będzie opowiadać o więzieniu, jak się wydostanę na wolność… – myślał sobie. – Może spotkam to dziewczę… Znów ukazała się przed nim jej blada twarz, obramowana falą czarnych włosów, z zadumą i gniewem w spojrzeniu. I zapragnął napisać do niej wiersz. Mocno zamknął oczy, zamyślił się i za chwilę szeptał gorączkowo:

– Z nieba przez żelazną kratę Zaglądają w okna gwiazdy, Ach! że w Rosji nawet gwiazdy Patrzą z nieba spoza kraty…

Czterowiersz wydał mu się ładny i dowcipny. Uradowany, zeskoczył z okna i, chodząc po celi, zaczął głośno deklamować, uśmiechając się podniecony:

– Ach, że w Rosji nawet gwiazdy Spoza kraty patrzą z nieba!

– Mówić nie wolno! – rozległ się trwożliwy, głośny szept.

Misza przystanął i parę sekund milcząc patrzał w oko dozorcy, błyszczące pośrodku drzwi.

– Dlaczego nie wolno? – spytał wreszcie, mimo woli zniżając głos.

– Zakazano! – wyszeptał dozorca. – Niech się pan ustatkuje! – dodał również szeptem.

Miszy zdawało się, że teraz oko dozorcy patrzy inaczej, jakby ożyło i błyszczy jakimś śmiesznym przestrachem.

– Ależ, dlaczego? – zapytał, podchodząc do drzwi i śmiejąc się z cicha. – Przecież prócz was nikt nie słyszy… a czyż ja wam przeszkadzam?

Nachylił się ku drzwiom i wespół z ciepłym oddechem, otarły się o jego twarz dziwne, surowe słowa:

– Czego się pan śmieje, panie studencie? Ech! … przecież pana wsadzono tutaj nie dla śmiechu?

– Ale powiedzcie… – zaczął Misza.

Lecz oko dozorcy zniknęło, i znów za drzwiami przyczaiła się cisza. Misza spojrzał w otwór i ujrzał w półmroku korytarza ścianę pomalowaną żółtą farbą, na niej zaś ciemną plamę drzwi, okutych grubym żelazem i zamkniętych na wielki zamek, a pośrodku drzwi – okrągły jasny otwór…

– Posłuchajcie! – rzekł młodzieniec – zaczekał i nie otrzymał odpowiedzi. – Co za… dziwak! – pomyślał. I znów uczuł w duszy głuchy ból.

– Baczność! – głucho rozległ się za oknem leniwy, szorstki głos. Brzęknął karabin złożony do nogi. Misza znów wskoczył na okno. W mroku wartownik spiesznie i niezbyt głośno mruczał:

– Dwanaście okien… dwie budki…

– Te, Czuwaszu9! – powiedział ktoś ochryple. – Jak zobaczysz, że się łeb z okna wysunie, abo10 ręka, pamiętaj, nie strzelaj! …

– Wedle rozkazu!

– Właśnie! Bo bęcniesz znów, jak niedawno… Bykow, wytłumacz mu to dokładnie…

W ciszy każde słowo błyska, jak iskra w mroku.

– Jakbyś zobaczył, że patrzą w okno – nie strzelaj! Rozumiesz? – mówi tęgi bas.

– Tach toczyno…11

Dwa słowa wyrzeczone łamanym językiem, dźwięczą bojaźliwie i smutnie.

– No, a jak kto wylezie przez okno, albo poleci, tu, abo tam – widzisz?

– Tach toczyno…

– To wołaj zaraz: kto idzie? I raz wołaj, i drugi, a za trzecim – strzelaj, ale tylko w górę, na alarm… I wtenczas do tego, co leci, też strzelaj… abo bij kolbą, abo bagnetem… jak ci dogodniej, rozumiesz?

– Tach toczyno…

– No, chodźże teraz stąd dotąd… a patrz w okna… a nie waż się zdrzemnąć!

– Nie…

– Otóż to… bałwanie! A powiedz no – kiedy masz strzelać?

– Jak kark wysunie…

– No, a jeżeli od razu przez mur?

Milczenie. Słychać jak ktoś ciężko dyszy i czyjeś nogi niecierpliwie tupią o wilgotną ziemię.

– No-o, do stu diabłów! …

– To – bić… – rozlega się lękliwy głos.

– A jak – głowa w oknie – to wtedy co?

Znowu milczenie. Brzęka karabin. Ktoś pluje rozjuszony…

– No-o, zakuty łbie! …

Głośno brzmi niecenzuralna obelga i wstrętny dźwięk, jakby ktoś uderzył dłonią w ciasto…

– Wtedy – nic… – jak westchnienie dolatuje ledwo dosłyszalna odpowiedź.

– Łżesz! – ryczy bas. – Wtenczas masz powiedzieć – schowaj głowę… Rozumiesz? Eh, ropusza mordo… Marsz!

…Misza szczelnie przylgnął do kraty, usiłując zobaczyć wartownika, który mówił tak smutnie i bojaźliwie. Wąska przestrzeń między ścianą więzienia i wysokim murowanym ogrodzeniem przepełniona była gęstym mrokiem, w niej zaś wolno, prawie bezgłośnie poruszała się niewielka, szara figurka z głową zadartą do góry. Cienkie pasemko bagnetu, błyszczące w ciemnościach, podobne było do ryby w wodzie.

– Schowaj łeb! – zadźwięczał szybki przestraszony okrzyk.

Misza ostrożnie zlazł z okna, rozejrzał się. W celi było duszno… Wpadł mu w oczy cyniczny wymysł, mocno wypisany ołówkiem na szarym tle ściany… Przeczytał i po chwili milczenia powtórzył głośno… Następnie spojrzał na drzwi, legł na pryczy i zamknął oczy…

W tej samej chwili we drzwiach mętnie zabłysło rybie oko.

Страница 3 из 12

Вам также может понравиться

Страница 1 из 402

Назад12402Далее