Загрузка...

AI-разбор доступен после входа

Суть книги, пересказ, главный конфликт, ключевые идеи, вывод, кому полезна, главные темы, персонажи и цитаты можно получить после входа в BookRa.

auto_awesomeПолучить AI-разбор

О книге

Do dwórek królowej Anny dołącza Marysia Krupska, by kontyunować naukę i służyć jej. Marysia nie przybywa jednak sama – towarzyszy jej kilkuletnia Krysia, której pochodzenie jest nieznane.Dziewczynka początkowo jest nieodłączną towarzyszką dwórki, jednak z biegiem czasu zaczyna się usamodzielniać i staje się ulubienicą królowej. Pewnego dnia tylko dzięki natychmiastowej reakcji dworskiego pieska zostaje wyratowana od porwania przez tajemniczego mężczyznę. Wygląda na to, że ktoś dybie na życie Krysi…Krysia Bezimienna to jedna z powieści historycznych dla dzieci autorstwa Antoniny Domańskiej, tworzącej na początku I połowy XX wieku. Utwór powstał w 1914 roku. Pisarka zasłynęła jako autorka tego typu utworów prozatorskich, w których przystępną fabułę, bliską dziecięcej rzeczywistości, łączyła z faktami historycznymi.

Дата написания1970-01-01
Язык книгиpl
Возрастное ограничение0+

Читать онлайн

Страница 3 из 38

– Miłościwa królewno, zezwólcie, bym was przestrzegł – rzekł ksiądz – noc zapadła, miesiąc na przednówku, wyboje okrutne; ino za wrota wyjedziecie, konie nogi połamią.

– Nie zdzierżę, siedzący w miejscu, gdy on mnie może pilno wygląda.

– Nic wasza miłość nie zyszcze50; owszem, przygoda w drodze trafić się może samej nawet waszej miłości i odwlec widzenie z królem, a tu każda godzina waży.

– Cóż tedy robić?

– Udać się niezabawem na spoczynek, a jutro wczesnym rankiem wyjedziemy.

Nie dzwoniono jeszcze na wotywę51 u fary, gdy obie kolasy zajeżdżały przed zamek królewski. Z jednej wysiadł ksiądz Roguski, z kozła drugiej zeskoczył Jaś Chojnacki, otworzył wysokie, zasuwane na rygiel drzwiczki i odwalił stopień. Pierwsza zeszła Kasia Leszczyńska, podała rękę królewnie, która blada i wzruszona, z pełnymi łez oczyma, łatwo się mogła potknąć na oślizgłych od deszczu granitowych schodach.

– Raczcie, miłościwa pani, poskromić swą żałość i z wesołym, a przynajmniej spokojnym obliczem powitać króla – prosił ksiądz Roguski. – Jak już wspomniałem, nie świadom jest niebezpieczeństwa. Obaj z księdzem Piotrem przyrzekamy mu rychłe ozdrowienie, a śmiertelnej niemocy racje mienimy ustąpieniem gorączki. Pójdę do sypialni oznajmić ostrożnie wasze przybycie miłościwemu panu.

Widać Zygmunt August bardzo niecierpliwie oczekiwał siostry, bo zaledwie usiadła w antykamerze52, wszedł śpiesznie dworzanin i prosił z pokłonem, by raczyła potrudzić się za nim.

Minęli dwie obszerne komnaty, trzecie drzwi były tylko przymknięte; dworzanin potrącił je lekko i usunął się, czyniąc miejsce jej miłości.

Stanęła w progu.

Deszcz ustał niedawno, a gorące słońce wpadało przez trzy wysokie okna do sypialni królewskiej. Niosło na swych promieniach woń kwiecia lipcowego i rzeźwe tchnienie ziemi przepojonej ulewą.

Łoże królewskie odwrócone głowami od okien, by światło nie raziło oczu chorego, osłonięte było amarantową kotarą na kółkach, zawieszoną w czworobok. W nogach, na adamaszkowej ścianie baldachimu – srebrny krucyfiks na wprost oczu króla, za nim zatknięta palmowa gałąź z ostatniej Wielkiejnocy.

W tej chwili kotara rozsunięta była na boki. Na wysoko spiętrzonych poduszkach, w postawie siedzącej spoczywał Zygmunt August. Rzedniejące włosy, przycięte krótko, srebrzyły się nad czołem; szara bladość na twarzy, oczy głęboko zapadłe, na wyschłych, wklęsłych skroniach sieć żył niebieskawych, usta na wpół otwarte… oto był brat ukochany, na którego patrzyła przez łzy Anna Jagiellonka. Jedynie ciemna broda starannie rozczesana, z charakterystycznym przedziałem, przypominała dawnego, młodego króla.

Anna opuściła ręce wzdłuż szaty i stała sztywna, z zaciśniętymi ustami, by głośnym płaczem nie wybuchnąć.

– Otrzyjcie oczy, wasza miłość – szepnął jej ktoś do ucha – król się przerazi.

Chory, nie poruszając głową, zwrócił oczy ku drzwiom.

– Hanusia… dobrze, żeś przyjechała… szczerym sercem cię witam.

– Miłościwy bracie…

– Pójdź bliżej… usiądź przy mnie… tak dawnośmy się nie widzieli…

Mówił cicho, krótki oddech głos mu przerywał.

Paź podsunął krzesło, królewna przystąpiła na palcach do łoża, przyklękła i pocałowała brata w rękę.

Uśmiechnął się. Przygasłe oczy spojrzały dobrotliwie.

– Przecz53 nie siadasz?

– Powiedzcie mi pierwej, miłościwy panie, że mi odpuszczacie winy.

– Ty mi przebacz wzajem, rzućmy wszystkie urazy w niepamięć.

Usiadła.

– Słabym jest54 nieco; było już nawet bardzo źle… teraz gorączka ustąpiła dzięki skutecznym lekom, ino siły nadto powoli wracają.

– Wielebni księża, lekarze waszej królewskiej miłości, zalecają wam zapewne wzmacniające mięsiwa, stare wino – odpowiedziała Anna, udając, że poprawia włosy, by król nie dojrzał, jak ręką łzy ocierała.

– Właśnie bieda, że mi co najsmaczniejsze podsuwają, a ja patrzeć na jadło nie mogę.

– Trza się przymusić dla zdrowia.

– Radzić łacno, zmusić się trudno. Wiesz… wyjeżdżam jutro do Wilna.

Anna drgnęła. Czyżby mówił nieprzytomnie?

– Wstrzymajcie się jeszcze, miłościwy bracie, aż lepsze zdrowie pozwoli.

– Tak, tak, oni obaj mi to samo powtarzają… ale mnie się już sprzykrzyło słuchać. Jadę. Powietrze tutaj szkodzi mi… gdzie indziej będzie lepsze.

– Tak daleko!

– Co? Jużci daleko? ale można jechać powoli, wygodnie, spieszyć się nie będę, po drodze mam Tykocin, Knyszyn… płaczesz? A to czemu?

– Boję się, panie, o was; ledwie się ku lepszemu obróciło, trzeba szanować słabych sił.

– Właśnie po siły jadę w insze strony, skoro je tutaj postradałem. Nie lękajże się jak dziecko – mówił król coraz głośniej z ożywieniem. – Cóż mi grozi? Jeszcze śmierć daleka ode mnie; wszak pamiętasz, co nam obojgu Cyganka wróżyła? 55

– Nie pomnę.

– Jak to? Przyjechałaś do Wilna na wesele Kasi z Janem Finlandzkim, to chyba zapamiętałaś, żeśmy na drugi dzień byli na łowach u Krzysztofa Radziwiłła?

– Ach tak, tak; wracaliśmy lasem, wyszła ku nam Cyganka, nawet mój koń się spłoszył, omal nie spadłam.

– No, widzisz. Dałem sobie czytać z dłoni, tyś się niby sromała, przecie białogłowska ciekawość przemogła…

– Teraz mi wstyd.

– Nie wielkić to grzech; a dziś się człek tej myśli ima i jakoś go ona krzepi.

– Cóż gadała Cyganka?

– Tobie wróżyła wielkiego króla za męża.

– Widzicie, że się nie sprawdziło.

– Cale nie wątpię; każdej godziny stać się to może.

– A wam?

– A mnie, że do siedemdziesiątego drugiego roku dożyję. Dwadzieścia jeszcze lat przede mną… kęs czasu.

Zamilkł zmęczony, głowa opadła na poduszki, drzemał. Anna wstała ostrożnie i usunęła się w najdalszy kąt sypialni, gdzie na ławie siedział ksiądz Roguski.

– Straszno słuchać – szepnęła – tyle nadziei, a tu śmierć u wezgłowia stoi.

– Dwóch nas czuwa bacznie – odparł ksiądz – nie dozwolimy odejść duszy z ciała bez pojednania z Bogiem; opatrzymy naszego miłościwego pana świętościami na ostatnią drogę. Możesz wasza miłość być spokojna. A że się chory łudzi, to ino lżej dla niego i dla nas. Łacniej zdolimy otuchę okazować.

– Słuszne słowa waszej wielebności. Zresztą, cygańskie plemię czarów uczone, może ta stara prawdę gadała.

– Miłościwa królewna raczy porachować, ile ubiegło lat od narodzenia Pańskiego.

– Tysiąc pięćsetny siedemdziesiąty drugi przekroczył połowę, o co wam chodzi?

– Siedemdziesiąty drugi – z naciskiem powtórzył ksiądz.

– Hanusiu… – szepnął Zygmunt nie podnosząc ciężkich powiek.

Stanęła przy łożu, król ujął ją za rękę.

– Przespałem się… usiądź jeszcze… mam ci coś powiedzieć… Kto tu jest krom ciebie?

– Jego wielebność ksiądz Roguski i jego wielmożność pan oboźny Karwicki.

Страница 3 из 38

Вам также может понравиться

Страница 1 из 7

Назад127Далее