Загрузка...
Hop-frog — обложка книги
Дата написания1970-01-01
Язык книгиpl
Возрастное ограничение12+

Описание

В королевском дворе клоун Хоп‑Фрог, под давлением короля, устраивает смертельный розыгрыш, превращая монарха и министров в орангутанов и погубив их в огненной ловушке.

Главный конфликт / проблема

Король использует свою власть, чтобы унижать клоуна, а клоун решает отомстить

Ключевые идеи

  • Король использует клоуна как инструмент развлечения и контроля.
  • Хоп-Фрог превращает короля и министров в орангутанов, чтобы отомстить за принуждение к питью.
  • Маскарад и цепь служат как символы власти и её разрушения.

Вывод

Книга демонстрирует, как власть может быть использована для унижения, и как даже слабый может отомстить

Кому полезна

  • Любители классической литературы
  • Исследователи власти
  • Те, кто интересуется психологией

Главные темы

  • Месть
  • Власть и унижение
  • Игра с опасностью

Персонажи

  • Король — Требует от клоуна пить вино и придумать новый розыгрыш, проявляя жестокость и безразличие к чувствам Хоп-Фрога.
  • Хоп-Фрог — Карлик, кегля, который вынужден пить вино и придумывать розыгрыш. В конце концов он использует цепь и огонь, чтобы отомстить.
  • Tripeta — Служит клоуну, помогает в организации маскарада.
  • Министры — Служат королю и участвуют в маскарадном розыгрыше.

Цитаты

  • «Пойди сюда, Хоп-Фрог! – звал король, когда клоун и его спутница вошли в комнату – подай мне эту стеклянную чашу за здоровье отсутствующих друзей ваших»
  • «Никакой другой, только я одену вас за орангутанов – продолжал клоун»

Сводка по автору из Wikidata

1809–1849. Edgar Allan Poe. американский писатель, поэт, литературный критик и редактор (1809—1849)

Читать онлайн

Страница 2 из 4

Hop-Frog usiłował swoim zwyczajem dorzucić trafne słówko ku rozbrojeniu króla, lecz wysiłek był ponad możliwości. Był to właśnie dzień urodzin nieszczęsnego karła i rozkaz picia za zdrowie nieobecnych jego przyjaciół wycisnął mu łzy z oczu. Kilka sporych a gorzkich kropli skapnęło do kielicha, który pokornie przyjmował z rąk swego tyrana.

– Cha, cha, cha! – zaryczał ten ostatni, gdy karzeł z odrazą kielich opróżnił. – Widzisz, czemu podoła jedna lampka dobrego wińska? Juści – ślepie twoje już się żarzą!

Biedne chłopaczysko! Jego szerokie źrenice skrzyły się raczej, niż żarzyły, gdyż wino na ten pobudliwy umysł działało zarównie krzepko, jak niezwłocznie. Drżącą dłonią utwierdził kubek na stole i powiódł po obecnych wzrokiem niemal obłędnym.

Całe zgromadzenie zdawało się bawić na schwał pomyślnym wynikiem królewskiego konceptu.

– A teraz – do roboty! – rzekł pierwszy minister otylec niepomierny.

– Tak! – pochwycił król – Nuże, Hop-Frog, udziel nam twej pomocy! Typów, piękny chłopcze! Charakterów! Pożądamy charakteru! Pożądamy wszyscy! Cha, cha, cha!

I ponieważ tkwiły w tych słowach poważne zabiegi dookoła kalamburu, tedy wszystkich siedmiu zawtórzyło7 chórem śmiechowi królewskiemu. Zaśmiał się też i Hop-Frog, lecz słabym i roztargnionym śmiechem.

– Prędzej, prędzej! – naglił król zniecierpliwiony. – Czyż na żaden pomysł nie wpadasz?

– Usiłuję wpaść na jakiś pomysł niepowszedni – wybąkał karzeł jak nieprzytomny, gdyż wino zgoła go obłąkało.

– Usiłujesz? – wrzasnął tyran drapieżnie. – Co rozumiesz pod tym słowem? A! pojmuję… Jegomość się dąsa, jegomość jeszcze wina się napiera! Masz, żłopnij to!

I król znowu kielich napełnił i – napełniony po brzegi podał kulawcowi, który spozierał i dychał jak zziajany.

– Pij, powtarzam! – gwałtował potwór. – Lub na szatana! …

Karzeł wahał się… Król spurpurowiał od wściekłości. Dworzanie uśmiechali się okrutnie. Tripeta trupio blada zbliżyła się do siedliska monarchy i, padłszy przed nim na kolana, jęła błagać, aby oszczędził jej przyjaciela.

Tyran przez chwil kilka mierzył ją wzrokiem, osłupiały zapewne na widok takiego rozzuchwalenia. Nie wiedział, zda się, co ma rzec i co uczynić ani też – jakich słów doborem nastarczyć swemu oburzeniu. Wreszcie, nie uroniwszy ani jednego słowa, z całą przemocą odepchnął ją precz od siebie bluznął jej w twarz zawartością pełnego po brzegi pucharu.

Biedna karlica z wysiłkiem powstała na nogi i, nie śmiejąc nawet westchnąć, powróciła na swe miejsce u podnóża stołu.

Przez pół minuty trwała cisza śmiertelna, wsród której posłyszałbyś spadanie liścia lub pierza. Ciszę ową przerwał rodzaj głuchego, lecz rdzawego i długiego zgrzytu, który się zdawał wylęgać ze wszystkich naraz kątów pokoju.

– Dlaczego – dlaczego – dlaczego tak hałasujesz? – spytał król z rozszalałym gniewem zwracając się do karła.

Ten ostatni zdawał się poniekąd trzeźwieć i tępo, lecz ze spokojem patrząc twarz w twarz tyranowi, zawołał z prostotą:

– Ja? – Ja? – A skądże takie przypuszczenie?

– Zdaje mi się, iż dźwięk od zewnątrz dolata – zauważył jeden z dworzan – mam wrażenie, że to papuga w oknie ostrzy dziób o sztaby klatki.

– Masz słuszność – odpowiedział monarcha z oznaką wielkiej ulgi wywołanej owym domysłem – wszakże, na mój honor rycerski przysiągłbym, że ów nędznik tak pozgrzytywał zębami.

Na te słowa karzeł jął się zaśmiewać (król był zbyt ślepym miłośnikiem żartów, aby pomiatał czyimkolwiek śmiechem) – i wyszczerzył szeroki, potężny i groźny sznur zębów. Co więcej – oświadczył, iż gotów jest wysączyć dowolną ilość wina. Udobruchał się monarcha, zaś Hop-Frog bez najmniejszego przymusu pochłonąwszy jeszcze jedną szklenicę, zakrzątnął się natychmiast i z zapałem dokoła pomysłów maskaradowych.

– Nie mogę wytłumaczyć – zauważył bardzo przytomnie, jakby mu wino nigdy w głowie nie szumiało – jak się ów zbieg myśli odbywa, lecz bezpośrednio po tym, jak Wasza Królewska Mość zdzieliła pięścią karlicę i twarz jej winem oplwała – bezpośrednio po tym, jak Wasza Królewska Mość dokonała wspomnianego czynu, oraz w chwili, gdy papuga na dworze wytwarzała ów zgiełk osobliwy, przyszedł mi do głowy figiel przedziwny, który stanowi jedną ze zwyczajowych mego kraju zabaw, a z którego częstokroć korzystamy dla naszych maskarad, tu zaś będzie on bezwzględną nowością. Niestety – figiel ów wymaga towarzystwa z ośmiu złożonych osób, więc…

– Tam do licha, jest nas ośmiu! – zawołał król, podkreślając śmiechem swój wytworny wynalazek. – Ośmiu – bez reszty! Ja – i siedmiu moich ministrów. Nuże, cóż to za figiel?

– Nazywamy to – rzekł kulawiec – ósemką skutych orangutanów – i jest to zaprawdę gra czarująca, o ile trafi na przednich wykonawców.

– My ją osobistym obdarzymy wykonaniem – odrzekł król prostując się i mrużąc oczy.

– Czar tej zabawy – ciągnął dalej Hop-Frog – polega na popłochu, który szerzy wśród niewiast.

– W to nam graj! – ryknęli chórem monarcha i jego ministerium.

– Nikt inny jeno ja przebiorę was za orangutany – mówił dalej karzeł – zaufajcie mi na ślepo we wszystkim. Podobieństwo będzie tak dokładne, iż wszystkie maski wezmą was za rdzenne bydlęta, i ma się rozumieć, zdradzą tyleż przerażenia, ile podziwu.

– O, to wprost porywające! – zawołał król – Hop-Frog, wykierujemy cię na ludzi!

– Kajdany mają na celu – wzmożenie rozgardiaszu swym szczękiem. Najlepiej w tym razie odpowiada wam pozór zgrai, która wymknęła się dłoniom swych pogromców. Wasza Królewska Mość nie może sobie wyobrazić owego zamętu, który ósemka skutych orangutanów, prawdziwych dla większości zgromadzenia zwierząt, wytworzy na balu maskowym swym pełnym dzikich poryków rozpędem poprzez tłumy zalotnie i zbytkownie postrojonych mężczyzn i kobiet. Kontrast, który nie ma sobie równego.

– Niechże tak będzie! – rzekł król i rada – ponieważ było już późno – powstała pośpiesznie z swych miejsc, aby przystąpić do wykonania pomysłu Hop-Froga. Pomysł przeobrażenia tych wszystkich ludzi w orangutany był wielce prosty, lecz aż nadto odpowiadał jego celom.

W czasach, o których mowa w niniejszej opowieści, rzadko widywano tego rodzaju zwierzęta w tych lub innych częściach cywilizowanego świata i ponieważ larwy, przez karła zmajstrowane, były pod dostatkiem drapieżne i bardziej niż pod dostatkiem wstrętne, tedy zdaniem wszystkich można było zaufać stopniowi podobieństwa.

Króla i jego ministrów wtłoczono najpierw w giezła i trykoty obcisłe. Potem – otynkowano ich smołą. W tym okresie kolejnych zabiegów ktoś z gromady poddał myśl opierzenia. Wszakże myśl tę bez ogródki odrzucił karzeł, który niezwłocznie i poglądowo przekonał dostojną ósemkę, iż len o wiele wierniej naśladuje sierść takich jak orangutan zwierząt. Na tej więc zasadzie do pokostu smoły dodano gruby pokost lnu. Zaopatrzono się wówczas w gruby łańcuch. Po czym okolono nim biodra królewskie i pozbawiono króla władzy. Następnie przerzucono łańcuch na innego członka ósemki i również pozbawiono go władzy, po czym kolejno i w ten sam sposób obezwładniono resztę. Gdy ukończono ową z łańcuchem mitręgę, wszystkich ośmiu utworzyło koło, usuwając się nawzajem od siebie na możliwie sporą odległość i, dla dopełnienia pozorów, Hop-Frog pozostałą resztę łańcucha przeciągnął poprzez obwód koła w kształcie dwóch pod kątem prostym skrzyżowanych średnic – zgodnie z obyczajem, który po dziś dzień uprawiają w Borneo łowcy szympansów lub innego grubego zwierza.

Страница 2 из 4

Вам также может понравиться

Страница 1 из 11

Назад1211Далее