Удобнее читать в приложении
AI-разбор доступен после входа
Суть книги, пересказ, главный конфликт, ключевые идеи, вывод, кому полезна, главные темы, персонажи и цитаты можно получить после входа в BookRa.
auto_awesomeПолучить AI-разборО книге
Ciesz się klasyką! Miłego czytania!
Дата написания1970-01-01
Язык книгиpl
Возрастное ограничение12+
Читать онлайн
Страница 3 из 5Po tak świetnem33 zwycięstwie wszedł pan Sawa do Zakroczymia, gdzie mnóstwo było obywateli uwięzionych po klasztorach, którym natychmiast wrota otworzono; a nie tracąc czasu zgromadził szlachtę, aby co prędzej sporządziła akt powstania. Tak się podniosła konfederacyja w Zakroczymiu, której marszałkiem Sawa jednomyślnie ogłoszonym został, a regimentarzami obrani byli pan Potocki, wojewodzic wołyński i Pan Lelewel, burgrabia zakroczymski.
– Bójcie się Boga, panowie – mówił pan Sawa. – Ja, prosty Kozak, jakże wam szlachcie mam marszałkować?
– Innego marszałka nie chcemy! – krzyknęła szlachta – Pan Bóg i twoje zasługi naśliniły cię polskim szlachcicem, nim sejm za takiego przyzna.
Przy tem34 nie byłem, ale tak o tem wiem, jakbym na to patrzał; bo wiem to i od samego pana marszałka Sawy, i od pana Dzierżanowskiego, i od pana Lelewela, i od wielu innych, z którymi później służyłem, a każdego relacyja na jedno godziła. Dość że ta sama szlachta, co nie tylko urzędziku, ale wioski dzierżeć by nie pozwoliła nieszlachcicowi, marszałkiem swoim ogłosiła Kozaka: bo nasza duma szlachecka nie była ad destruendum, sed ad oedificandum patriae. A sam widziałem, jak inni marszałkowie, nawet JW. Pac, co był nad nimi wszystkimi, obcowali z panem Sawą jak z równym i tyle go szanowali, że gdyby był wyniesiony nie tylko na marszałka, ale i na kasztelana krakowskiego, nikt by z poczciwych przeciw temu słowa nie powiedział: taki z niego był i wielki wojownik, i dobry Polak. I ciągle się odtąd wsławiał marszałek zakroczymski; gdzie było największe niebezpieczeństwo, można było iść o zakład, że i on tam jest. A że ludzie obok niego i za nim padali, że kule ustawicznie robiły mu dziury w odzieniu, tak że zawsze łatany chodził, a sam nigdy ranny nie był; Rusini jako są zabobonni, między jego Kozakami urosło przekonanie, że on był charakternikiem, jak mówią na Ukrainie, to jest, że umiał kule zamawiać, aby go żadna trafić nie mogła. Od nich i do nas ta pogłoska się rozeszła, co go bardzo obrażało; raz, że był dobrym katolikiem, po wtóre, że jako rycerz miał sobie za krzywdę, gdy o nim myślano, jakoby dlatego na niebezpieczeństwo śmiało się narażał, że wiedział, iż mu się nic nie stanie; i nieraz byłem świadkiem, jak przeklinał swoje szczęście, co mu rany dostać nie pozwalało. Ale na biedę ojczyźnie i nam wszystkim, przekonałem się, że nie wiedzieć, co wymyślono. Bo kiedy Pan Sawa później chciał jeszcze spróbować, czy mu się nie uda wziąć Warszawy, zebrał z różnych komend do tysiąca koni (i ja mu się wtedy dostałem), szliśmy lasami powiatu radomskiego, gdzie często po drodze udawało nam się gromić oddziały moskiewskie. Pod Jankowicami nawet Drewiczaśmy zbili i może byśmy go samego żywcem schwytali, gdyby pan regimentarz Potocki nie był się o pół godziny spóźnił; wszelako wzięliśmy przeszło dwieście Drewiczowskich huzarów, których wszystkich pan marszałek kazał zakłuć: pastwiono się nad nimi. Pan Sawa był ludzki i z niewolnikami moskiewskimi zawsze się łagodnie obchodził; ale że Drewicz żonom konfederatów piersi odrzynał, niewolnikom naszym skóry z ramion zdzierał, a robiąc niby wyloty wiszące, mówił, że im kontusze sprawuje, i podobne okrucieństwa wymyślał, więc pan Sawa dla żołnierzy pułku Drewicza był bez litości. Poszliśmy dalej, zawsze dążąc do Warszawy, a Wejmarn, jenerał moskiewski, na czele sześciu tysięcy ludzi oddzielił się, by nas ścigać, i zastąpił nam drogę pod Mszczonowem. Sawa, choć nierówny w sile, odwagi nie stracił. Mszczonów był w ręku Moskali: wielki staw przedzielał ich od nas, a grobla długa prowadziła do miasteczka. Już część jazdy moskiewskiej przeszła była groblę i od naszej strony zaczęła się szykować. Pan marszałek umyślił napaść na nią, nim reszta wojska przejdzie, aby skrzydłem atakując, od grobli ją oderznął. Uszykował tedy do boju swoje wojsko i pana wojewodzica wołyńskiego zostawiwszy w odwodzie z półtorasta końmi, na Moskali uderzył. Pierzchnęli oni w nieporządku i już byłby ich odciął; ale nad samą groblą, na wzgórku stały armaty moskiewskie, które jak dały ognia, od pierwszego wystrzału pan marszałek dostał kartaczem w udo i spadł z konia. Kozacy, co byli do niego jak do ojca przywiązani, a mieli go za charakternika, widząc go rannym, bardzo się przelękli, jednak rzucili się ku niemu na ratunek. Skoro go podźwignięto, z największą przytomnością oddał dowództwo regimentarzowi zakroczymskiemu Lelewelowi, zlecając mu, by ścigał rozproszoną jazdę moskiewską, a sam dał się Kozakom zanieść na rękach pod karczmę, przy której stał wojewodzic wołyński z odwodem, gdzie i ja się znajdowałem.
Zaczęliśmy obwiązywać, jak mogli, udo pana marszałka: poznać było po twarzy, że mocno cierpiał, jednak najmniejszego jęku nie wydał, tylko wszystko patrzał na komendę swoją, którą panu Lelewelowi poruczył, ale ten jej rady dać nie mógł; bo jak spostrzegli ludzie, że już nie Sawa ich prowadzi, tak zaczęli pierzchać, że uciekający Moskale, opatrzywszy się, wrócili do szyku i pędzili naszych, a tu coraz więcej jazdy moskiewskiej przechodziło przez groblę. Pan Sawa widząc, że dobrowolnie nasi się gubią, choć udręczony boleściami, chciał, by go na konia posadzono, ale nie mógł siedzieć. Kazał więc wynieść kołyskę z karczmy, przywiązać ją do dwóch najlepszych swoich koni, na których posadził doświadczonych Kozaków, a samego siebie w nią włożyć, okręcić pasami i końce ich do terlic kozackich przymocować. Tak niewygodnie i niebezpiecznie wisząc na powietrzu między Kozakami, wziął w rękę proporzec i prowadził nas do ataku. Opamiętał uciekających naszych żołnierzy, zawrócił ich z sobą i pomimo najokropniejszych boleści dając niesłychany przykład męstwa, złamał szyk Moskali i zmusił ich do ucieczki. Ale wszystko było późno: już piechota moskiewska i armaty przeprawiły się przez groblę. Jak zaczęli ognia do nas dawać, sam pan marszałek pomiarkował, że nie ma nic do czynienia, tylko albo uciekać, albo doczekać się, że do jednego wszystkich nas wystrzelają. Lubo boleści jego coraz więcej się wzmagały, że ledwo od rozumu nie odchodził, z największą przytomnością prowadził nasz odwrót przez Mszczonowską Wolę. Przedzieliwszy się wsią od ścigającej nas jazdy, którą dwa razy był przewrócił, a która trzeci raz gotowała się siąść nam na karku, z dwóch stron razem kazał wioskę zapalić. Ponieważ wiatr był silny, w momencie cała stanęła w płomieniach i to wstrzymało Moskali. Dopiero pan marszałek rozdzielił swoje wojsko na dwie połowy. Dowództwo jednej oddał wojewodzicowi wołyńskiemu, a drugą poruczył panu Lelewelowi; nakazując im najusilniej, aby każdy inną drogą cofał się ku krakowskiemu województwu i nigdy nie łączyli się z sobą; sam zaś z dwoma Kozakami i ze mną, który go nie chciałem odstąpić, zostając na miejscu, pożegnał swoich i pocieszył przyrzeczeniem, że jak tylko ranę wyleczy, znajdzie ich gdziebykolwiek byli. Wszystkie konie zostawiliśmy przy komendzie, a pana marszałka piechotą na rękach naszych zanieśliśmy w głąb lasu i całą noc przepędziliśmy w krzewinach, ratując go, jak było można. Coraz bardziej jednak upadał na siłach i czasem nawet omdlewał. Nazajutrz rano, zawsze z szanownym naszym ciężarem, puściliśmy się dalej w las na wolą bożą. Błąkając się po lesie, trafiliśmy na chałupę, jak się potem pokazało, podleśniczego mszczonowskiej puszczy, i oddawszy się Bogu, na oślep do chałupyśmy weszli: bo trzeba było koniecznie w spokojnem35 miejscu złożyć pana marszałka, inaczej byłby nam skonał w ręku. Podleśniczy okazał się poczciwym szlachcicem i wiernym ojczyźnie; bo choć ubogi i obarczony dziećmi, ostatkiem się z nami dzielił. Mnie i Kozaków poprzebierał za gajowych, a własną pościel w zamkniętej komórce oddał panu marszałkowi, którego podleśniczyna pielęgnowała. Potem sam w nocy wózkiem udał się do Mszczonowa i przywiózł cerulika. Ten opatrzył ranę pana marszałka: udo tak mu było spuchłe, że wszystko musieliśmy pruć na nim. Boleści odnowiły się okropnie przy pierwszem36 opatrywaniu: już nie mógł wytrzymać, jęknął kilka razy i zemdlał, żeśmy go ledwo odtarli; a przyszedłszy do siebie powiedział nam : „A co? Prawda, żem nie charakternik – i pokazując swój szkaplerz dodał – cały mój inkluz, innego nigdy nie miałem”.
Вам также может понравиться
{"page":{"canonicalUrl":"https://bookra.app/books/3qXUEnC8","pageTitle":"Sawa (Rzewuski Henryk) — полный текст, краткое содержание, анализ и герои","metaDescription":"Полный текст книги «Sawa». А также краткое содержание, главные мысли, конфликт, темы, персонажи, цитаты и ответы на вопросы.","headingTitle":"«Sawa». Читать бесплатно онлайн","headingSubtitle":"Rzewuski Henryk","structuredData":[{"@context":"https://schema.org","@type":"BreadcrumbList","@id":"https://bookra.app/books/3qXUEnC8#breadcrumb","itemListElement":[{"@type":"ListItem","position":1,"name":"BookRa","item":"https://bookra.app/"},{"@type":"ListItem","position":2,"name":"литература 18 века","item":"https://bookra.app/genre/5306"},{"@type":"ListItem","position":3,"name":"Sawa","item":"https://bookra.app/books/3qXUEnC8"}]},{"@context":"https://schema.org","@type":"WebPage","@id":"https://bookra.app/books/3qXUEnC8","url":"https://bookra.app/books/3qXUEnC8","name":"«Sawa». Читать бесплатно онлайн","description":"Полный текст книги «Sawa». А также краткое содержание, главные мысли, конфликт, темы, персонажи, цитаты и ответы на вопросы.","breadcrumb":{"@id":"https://bookra.app/books/3qXUEnC8#breadcrumb"},"mainEntity":{"@id":"https://bookra.app/books/3qXUEnC8#work"},"primaryImageOfPage":{"@type":"ImageObject","url":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-pd-public/content/355eb3cc-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba/thumbs/1200.webp"}},{"@context":"https://schema.org","@type":"Book","@id":"https://bookra.app/books/3qXUEnC8#work","name":"Sawa","url":"https://bookra.app/books/3qXUEnC8","description":"Ciesz się klasyką! Miłego czytania!","image":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-pd-public/content/355eb3cc-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba/thumbs/1200.webp","inLanguage":"pl","genre":["литература 18 века","литература 19 века","мифы / легенды / эпос"],"keywords":"рассказы","sameAs":["https://litres.ru/book/rzewuski-henryk/sawa-23524082/"],"author":[{"@type":"Person","@id":"https://bookra.app/author/1c8459df-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba#person","name":"Rzewuski Henryk","url":"https://bookra.app/author/1c8459df-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba"}],"about":[{"@type":"Thing","name":"литература 18 века"},{"@type":"Thing","name":"литература 19 века"},{"@type":"Thing","name":"мифы / легенды / эпос"},{"@type":"Thing","name":"рассказы"},{"@type":"Thing","name":"чтение онлайн"},{"@type":"Thing","name":"саммари"},{"@type":"Thing","name":"AI-разбор"},{"@type":"Thing","name":"персонажи"},{"@type":"Thing","name":"цитаты"}],"workExample":{"@type":"Book","@id":"https://bookra.app/books/3qXUEnC8#edition","url":"https://bookra.app/books/3qXUEnC8","bookFormat":"https://schema.org/EBook","inLanguage":"pl","sameAs":["https://litres.ru/book/rzewuski-henryk/sawa-23524082/"],"isAccessibleForFree":true,"potentialAction":{"@type":"ReadAction","name":"Читать бесплатно онлайн «Sawa»","target":{"@type":"EntryPoint","urlTemplate":"https://bookra.app/books/3qXUEnC8","actionPlatform":["https://schema.org/DesktopWebPlatform"]},"expectsAcceptanceOf":{"@type":"Offer","category":"nologinrequired"}}}}],"book":{"idCatalog":761954,"shortId":"3qXUEnC8","title":"Sawa","coverUrl":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-pd-public/content/355eb3cc-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba/thumbs/1200.webp","annotationText":"Ciesz się klasyką! Miłego czytania!","catalogType":"PUBLIC_DOMAIN","catalogTypeLabel":"Общественное достояние","authorLine":"Rzewuski Henryk","authors":[{"id":"1c8459df-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba","displayName":"Rzewuski Henryk","protectedUrl":"/author/1c8459df-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba","wikipediaUrl":null,"wikidataUrl":null}],"genres":[{"id":5306,"title":"литература 18 века","token":null,"publicUrl":"https://bookra.app/genre/5306"},{"id":5305,"title":"литература 19 века","token":null,"publicUrl":"https://bookra.app/genre/5305"},{"id":5299,"title":"мифы / легенды / эпос","token":null,"publicUrl":"https://bookra.app/genre/5299"}],"keywords":["рассказы"],"facts":[{"key":"dateWritten","label":"Дата написания","value":"1970-01-01"},{"key":"bookLanguage","label":"Язык книги","value":"pl"},{"key":"adult","label":"Возрастное ограничение","value":"12+"}],"seoSections":[],"authorSummary":null,"hasArtifacts":false,"canReadInApp":true,"readUrl":"https://web.bookra.app/?startapp=r_761954","artifactsUrl":"https://web.bookra.app/?startapp=b_761954","readCtaLabel":"Читать бесплатно","artifactsCtaLabel":"AI-разбор","appReadLinks":{"tg":"https://t.me/bookra_lib_bot/BookRa?startapp=r_761954","vk":"https://vk.com/app54470698#startapp=r_761954","max":"https://max.ru/id7751370047_bot?startapp=r_761954","web":"https://web.bookra.app/?startapp=r_761954"},"appAnalysisLinks":{"tg":"https://t.me/bookra_lib_bot/BookRa?startapp=b_761954","vk":"https://vk.com/app54470698#startapp=b_761954","max":"https://max.ru/id7751370047_bot?startapp=b_761954","web":"https://web.bookra.app/?startapp=b_761954"},"guestReaderUrl":"/books/3qXUEnC8?page=3#reader-content","authorCtaLabel":"Все книги автора","authorProtectedUrl":"/author/1c8459df-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba","readersCount":0,"adultLabel":"12+","yearLabel":null,"datePublished":null,"publisherLabel":null,"isbn":null,"oclc":null,"lccn":null,"partnerUrl":null,"accessNote":"Полный текст книги и AI-разбор откроются на защищенных страницах BookRa после входа."},"reader":{"page":3,"totalPages":5,"hasPrev":true,"hasNext":true,"prevPageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=2#reader-content","nextPageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=4#reader-content","progressLabel":"Страница 3 из 5","sections":[{"id":"content0:7","kind":"paragraph","text":"Po tak świetnem33 zwycięstwie wszedł pan Sawa do Zakroczymia, gdzie mnóstwo było obywateli uwięzionych po klasztorach, którym natychmiast wrota otworzono; a nie tracąc czasu zgromadził szlachtę, aby co prędzej sporządziła akt powstania. Tak się podniosła konfederacyja w Zakroczymiu, której marszałkiem Sawa jednomyślnie ogłoszonym został, a regimentarzami obrani byli pan Potocki, wojewodzic wołyński i Pan Lelewel, burgrabia zakroczymski."},{"id":"content0:8","kind":"paragraph","text":"– Bójcie się Boga, panowie – mówił pan Sawa. – Ja, prosty Kozak, jakże wam szlachcie mam marszałkować?"},{"id":"content0:9","kind":"paragraph","text":"– Innego marszałka nie chcemy! – krzyknęła szlachta – Pan Bóg i twoje zasługi naśliniły cię polskim szlachcicem, nim sejm za takiego przyzna."},{"id":"content0:10","kind":"paragraph","text":"Przy tem34 nie byłem, ale tak o tem wiem, jakbym na to patrzał; bo wiem to i od samego pana marszałka Sawy, i od pana Dzierżanowskiego, i od pana Lelewela, i od wielu innych, z którymi później służyłem, a każdego relacyja na jedno godziła. Dość że ta sama szlachta, co nie tylko urzędziku, ale wioski dzierżeć by nie pozwoliła nieszlachcicowi, marszałkiem swoim ogłosiła Kozaka: bo nasza duma szlachecka nie była ad destruendum, sed ad oedificandum patriae. A sam widziałem, jak inni marszałkowie, nawet JW. Pac, co był nad nimi wszystkimi, obcowali z panem Sawą jak z równym i tyle go szanowali, że gdyby był wyniesiony nie tylko na marszałka, ale i na kasztelana krakowskiego, nikt by z poczciwych przeciw temu słowa nie powiedział: taki z niego był i wielki wojownik, i dobry Polak. I ciągle się odtąd wsławiał marszałek zakroczymski; gdzie było największe niebezpieczeństwo, można było iść o zakład, że i on tam jest. A że ludzie obok niego i za nim padali, że kule ustawicznie robiły mu dziury w odzieniu, tak że zawsze łatany chodził, a sam nigdy ranny nie był; Rusini jako są zabobonni, między jego Kozakami urosło przekonanie, że on był charakternikiem, jak mówią na Ukrainie, to jest, że umiał kule zamawiać, aby go żadna trafić nie mogła. Od nich i do nas ta pogłoska się rozeszła, co go bardzo obrażało; raz, że był dobrym katolikiem, po wtóre, że jako rycerz miał sobie za krzywdę, gdy o nim myślano, jakoby dlatego na niebezpieczeństwo śmiało się narażał, że wiedział, iż mu się nic nie stanie; i nieraz byłem świadkiem, jak przeklinał swoje szczęście, co mu rany dostać nie pozwalało. Ale na biedę ojczyźnie i nam wszystkim, przekonałem się, że nie wiedzieć, co wymyślono. Bo kiedy Pan Sawa później chciał jeszcze spróbować, czy mu się nie uda wziąć Warszawy, zebrał z różnych komend do tysiąca koni (i ja mu się wtedy dostałem), szliśmy lasami powiatu radomskiego, gdzie często po drodze udawało nam się gromić oddziały moskiewskie. Pod Jankowicami nawet Drewiczaśmy zbili i może byśmy go samego żywcem schwytali, gdyby pan regimentarz Potocki nie był się o pół godziny spóźnił; wszelako wzięliśmy przeszło dwieście Drewiczowskich huzarów, których wszystkich pan marszałek kazał zakłuć: pastwiono się nad nimi. Pan Sawa był ludzki i z niewolnikami moskiewskimi zawsze się łagodnie obchodził; ale że Drewicz żonom konfederatów piersi odrzynał, niewolnikom naszym skóry z ramion zdzierał, a robiąc niby wyloty wiszące, mówił, że im kontusze sprawuje, i podobne okrucieństwa wymyślał, więc pan Sawa dla żołnierzy pułku Drewicza był bez litości. Poszliśmy dalej, zawsze dążąc do Warszawy, a Wejmarn, jenerał moskiewski, na czele sześciu tysięcy ludzi oddzielił się, by nas ścigać, i zastąpił nam drogę pod Mszczonowem. Sawa, choć nierówny w sile, odwagi nie stracił. Mszczonów był w ręku Moskali: wielki staw przedzielał ich od nas, a grobla długa prowadziła do miasteczka. Już część jazdy moskiewskiej przeszła była groblę i od naszej strony zaczęła się szykować. Pan marszałek umyślił napaść na nią, nim reszta wojska przejdzie, aby skrzydłem atakując, od grobli ją oderznął. Uszykował tedy do boju swoje wojsko i pana wojewodzica wołyńskiego zostawiwszy w odwodzie z półtorasta końmi, na Moskali uderzył. Pierzchnęli oni w nieporządku i już byłby ich odciął; ale nad samą groblą, na wzgórku stały armaty moskiewskie, które jak dały ognia, od pierwszego wystrzału pan marszałek dostał kartaczem w udo i spadł z konia. Kozacy, co byli do niego jak do ojca przywiązani, a mieli go za charakternika, widząc go rannym, bardzo się przelękli, jednak rzucili się ku niemu na ratunek. Skoro go podźwignięto, z największą przytomnością oddał dowództwo regimentarzowi zakroczymskiemu Lelewelowi, zlecając mu, by ścigał rozproszoną jazdę moskiewską, a sam dał się Kozakom zanieść na rękach pod karczmę, przy której stał wojewodzic wołyński z odwodem, gdzie i ja się znajdowałem."},{"id":"content0:11","kind":"paragraph","text":"Zaczęliśmy obwiązywać, jak mogli, udo pana marszałka: poznać było po twarzy, że mocno cierpiał, jednak najmniejszego jęku nie wydał, tylko wszystko patrzał na komendę swoją, którą panu Lelewelowi poruczył, ale ten jej rady dać nie mógł; bo jak spostrzegli ludzie, że już nie Sawa ich prowadzi, tak zaczęli pierzchać, że uciekający Moskale, opatrzywszy się, wrócili do szyku i pędzili naszych, a tu coraz więcej jazdy moskiewskiej przechodziło przez groblę. Pan Sawa widząc, że dobrowolnie nasi się gubią, choć udręczony boleściami, chciał, by go na konia posadzono, ale nie mógł siedzieć. Kazał więc wynieść kołyskę z karczmy, przywiązać ją do dwóch najlepszych swoich koni, na których posadził doświadczonych Kozaków, a samego siebie w nią włożyć, okręcić pasami i końce ich do terlic kozackich przymocować. Tak niewygodnie i niebezpiecznie wisząc na powietrzu między Kozakami, wziął w rękę proporzec i prowadził nas do ataku. Opamiętał uciekających naszych żołnierzy, zawrócił ich z sobą i pomimo najokropniejszych boleści dając niesłychany przykład męstwa, złamał szyk Moskali i zmusił ich do ucieczki. Ale wszystko było późno: już piechota moskiewska i armaty przeprawiły się przez groblę. Jak zaczęli ognia do nas dawać, sam pan marszałek pomiarkował, że nie ma nic do czynienia, tylko albo uciekać, albo doczekać się, że do jednego wszystkich nas wystrzelają. Lubo boleści jego coraz więcej się wzmagały, że ledwo od rozumu nie odchodził, z największą przytomnością prowadził nasz odwrót przez Mszczonowską Wolę. Przedzieliwszy się wsią od ścigającej nas jazdy, którą dwa razy był przewrócił, a która trzeci raz gotowała się siąść nam na karku, z dwóch stron razem kazał wioskę zapalić. Ponieważ wiatr był silny, w momencie cała stanęła w płomieniach i to wstrzymało Moskali. Dopiero pan marszałek rozdzielił swoje wojsko na dwie połowy. Dowództwo jednej oddał wojewodzicowi wołyńskiemu, a drugą poruczył panu Lelewelowi; nakazując im najusilniej, aby każdy inną drogą cofał się ku krakowskiemu województwu i nigdy nie łączyli się z sobą; sam zaś z dwoma Kozakami i ze mną, który go nie chciałem odstąpić, zostając na miejscu, pożegnał swoich i pocieszył przyrzeczeniem, że jak tylko ranę wyleczy, znajdzie ich gdziebykolwiek byli. Wszystkie konie zostawiliśmy przy komendzie, a pana marszałka piechotą na rękach naszych zanieśliśmy w głąb lasu i całą noc przepędziliśmy w krzewinach, ratując go, jak było można. Coraz bardziej jednak upadał na siłach i czasem nawet omdlewał. Nazajutrz rano, zawsze z szanownym naszym ciężarem, puściliśmy się dalej w las na wolą bożą. Błąkając się po lesie, trafiliśmy na chałupę, jak się potem pokazało, podleśniczego mszczonowskiej puszczy, i oddawszy się Bogu, na oślep do chałupyśmy weszli: bo trzeba było koniecznie w spokojnem35 miejscu złożyć pana marszałka, inaczej byłby nam skonał w ręku. Podleśniczy okazał się poczciwym szlachcicem i wiernym ojczyźnie; bo choć ubogi i obarczony dziećmi, ostatkiem się z nami dzielił. Mnie i Kozaków poprzebierał za gajowych, a własną pościel w zamkniętej komórce oddał panu marszałkowi, którego podleśniczyna pielęgnowała. Potem sam w nocy wózkiem udał się do Mszczonowa i przywiózł cerulika. Ten opatrzył ranę pana marszałka: udo tak mu było spuchłe, że wszystko musieliśmy pruć na nim. Boleści odnowiły się okropnie przy pierwszem36 opatrywaniu: już nie mógł wytrzymać, jęknął kilka razy i zemdlał, żeśmy go ledwo odtarli; a przyszedłszy do siebie powiedział nam : „A co? Prawda, żem nie charakternik – i pokazując swój szkaplerz dodał – cały mój inkluz, innego nigdy nie miałem”."}],"toc":[{"id":"content0:0:1","label":"Henryk Rzewuski Sawa","page":1,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8#reader-content"},{"id":"contentnotes0:0:5","label":"1","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"},{"id":"contentnotes0:3:5","label":"2","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"},{"id":"contentnotes0:6:5","label":"3","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"},{"id":"contentnotes0:9:5","label":"4","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"},{"id":"contentnotes0:12:5","label":"5","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"},{"id":"contentnotes0:15:5","label":"6","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"},{"id":"contentnotes0:18:5","label":"7","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"},{"id":"contentnotes0:21:5","label":"8","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"},{"id":"contentnotes0:24:5","label":"9","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"},{"id":"contentnotes0:27:5","label":"10","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"},{"id":"contentnotes0:30:5","label":"11","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"},{"id":"contentnotes0:33:5","label":"12","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"},{"id":"contentnotes0:36:5","label":"13","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"},{"id":"contentnotes0:39:5","label":"14","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"},{"id":"contentnotes0:42:5","label":"15","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"},{"id":"contentnotes0:45:5","label":"16","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"},{"id":"contentnotes0:48:5","label":"17","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"},{"id":"contentnotes0:51:5","label":"18","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"},{"id":"contentnotes0:54:5","label":"19","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"},{"id":"contentnotes0:57:5","label":"20","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"},{"id":"contentnotes0:60:5","label":"21","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"},{"id":"contentnotes0:63:5","label":"22","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"},{"id":"contentnotes0:66:5","label":"23","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"},{"id":"contentnotes0:69:5","label":"24","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"},{"id":"contentnotes0:72:5","label":"25","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"},{"id":"contentnotes0:75:5","label":"26","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"},{"id":"contentnotes0:78:5","label":"27","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"},{"id":"contentnotes0:81:5","label":"28","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"},{"id":"contentnotes0:84:5","label":"29","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"},{"id":"contentnotes0:87:5","label":"30","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"},{"id":"contentnotes0:90:5","label":"31","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"},{"id":"contentnotes0:93:5","label":"32","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"},{"id":"contentnotes0:96:5","label":"33","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"},{"id":"contentnotes0:99:5","label":"34","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"},{"id":"contentnotes0:102:5","label":"35","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"},{"id":"contentnotes0:105:5","label":"36","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"},{"id":"contentnotes0:108:5","label":"37","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"},{"id":"contentnotes0:111:5","label":"38","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"},{"id":"contentnotes0:114:5","label":"39","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"},{"id":"contentnotes0:117:5","label":"40","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"},{"id":"contentnotes0:120:5","label":"41","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"},{"id":"contentnotes0:123:5","label":"42","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"},{"id":"contentnotes0:126:5","label":"43","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"},{"id":"contentnotes0:129:5","label":"44","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"},{"id":"contentnotes0:132:5","label":"45","page":5,"pageUrl":"/books/3qXUEnC8?page=5#reader-content"}]},"similarBooks":[{"idCatalog":763431,"shortId":"4FRQv2Xl","title":"Do czytelników i do autora kilka słów wydawcy","authorLine":"Rzewuski Henryk","primaryAuthorId":"1c8459df-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba","coverUrl":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-pd-public/content/77bee5ec-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba/thumbs/400.webp","publicUrl":"https://bookra.app/books/4FRQv2Xl"},{"idCatalog":763432,"shortId":"1LsMBDL8","title":"Kazanie konfederackie","authorLine":"Rzewuski Henryk","primaryAuthorId":"1c8459df-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba","coverUrl":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-pd-public/content/77c56368-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba/thumbs/400.webp","publicUrl":"https://bookra.app/books/1LsMBDL8"},{"idCatalog":763435,"shortId":"1oZA2GR7","title":"Pan Bielecki","authorLine":"Rzewuski Henryk","primaryAuthorId":"1c8459df-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba","coverUrl":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-pd-public/content/77e4f34a-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba/thumbs/400.webp","publicUrl":"https://bookra.app/books/1oZA2GR7"},{"idCatalog":763438,"shortId":"059msDVo","title":"Pan Dzierżanowski","authorLine":"Rzewuski Henryk","primaryAuthorId":"1c8459df-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba","coverUrl":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-pd-public/content/77ee4a76-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba/thumbs/400.webp","publicUrl":"https://bookra.app/books/059msDVo"},{"idCatalog":763437,"shortId":"33HYIEWl","title":"Pan Czapski","authorLine":"Rzewuski Henryk","primaryAuthorId":"1c8459df-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba","coverUrl":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-pd-public/content/77eb6590-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba/thumbs/400.webp","publicUrl":"https://bookra.app/books/33HYIEWl"},{"idCatalog":763439,"shortId":"2p98ZMWX","title":"Pan Ogiński","authorLine":"Rzewuski Henryk","primaryAuthorId":"1c8459df-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba","coverUrl":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-pd-public/content/77f83939-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba/thumbs/400.webp","publicUrl":"https://bookra.app/books/2p98ZMWX"},{"idCatalog":763539,"shortId":"35WpJkrt","title":"Błogosławiony Sadoch","authorLine":"Władysław Syrokomla","primaryAuthorId":"260e6f92-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba","coverUrl":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-pd-public/content/7bc7f58a-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba/thumbs/400.webp","publicUrl":"https://bookra.app/books/35WpJkrt"},{"idCatalog":763555,"shortId":"1YgMMuXR","title":"Pocztylion","authorLine":"Władysław Syrokomla","primaryAuthorId":"260e6f92-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba","coverUrl":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-pd-public/content/7c3f4e3d-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba/thumbs/400.webp","publicUrl":"https://bookra.app/books/1YgMMuXR"},{"idCatalog":763562,"shortId":"48EDevQm","title":"Zalotnicy","authorLine":"Władysław Syrokomla","primaryAuthorId":"260e6f92-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba","coverUrl":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-pd-public/content/7c83855b-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba/thumbs/400.webp","publicUrl":"https://bookra.app/books/48EDevQm"},{"idCatalog":761953,"shortId":"2HDQ5mhL","title":"Pawlik","authorLine":"Rzewuski Henryk","primaryAuthorId":"1c8459df-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba","coverUrl":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-pd-public/content/3558e552-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba/thumbs/400.webp","publicUrl":"https://bookra.app/books/2HDQ5mhL"},{"idCatalog":763557,"shortId":"2VDOMsx9","title":"Trzy gwiazdki","authorLine":"Władysław Syrokomla","primaryAuthorId":"260e6f92-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba","coverUrl":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-pd-public/content/7c58a3e8-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba/thumbs/400.webp","publicUrl":"https://bookra.app/books/2VDOMsx9"},{"idCatalog":763433,"shortId":"0s27w6xb","title":"Klasztor Surlański","authorLine":"Rzewuski Henryk","primaryAuthorId":"1c8459df-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba","coverUrl":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-pd-public/content/77ca278c-1079-11e7-9b47-0cc47a5203ba/thumbs/400.webp","publicUrl":"https://bookra.app/books/0s27w6xb"}],"similarBooksPagination":{"page":1,"pageSize":12,"totalItems":22,"totalPages":2,"hasPrev":false,"hasNext":true}},"notFound":false}