Загрузка...

AI-разбор доступен после входа

Суть книги, пересказ, главный конфликт, ключевые идеи, вывод, кому полезна, главные темы, персонажи и цитаты можно получить после входа в BookRa.

auto_awesomeПолучить AI-разбор

О книге

Ciesz się klasyką! Miłego czytania!

Дата написания1970-01-01
Язык книгиpl
Возрастное ограничение0+

Читать онлайн

Страница 3 из 11

IX

Słucha dziewica, jej rumieniec mgławy Zrazu rozkwitał i blasku nabywał… Gdy zaczął mówić, to uśmiech ciekawy Twarz jej oświecił – we łzy się rozpływał I znów powracał tak w odcieniach zmienny, Że słów kochanka wydawał się echem; A gdy ten uśmiech gasiła zgryzota, Gdy obumierał zadumaniem senny, Podobną była do niewiasty Lota31, W chwili gdy tonie ostatnim uśmiechem W nieodgadnioną boleść, w sen kamienny, I jeszcze słucha w przeszłość odwrócona… I tak posągów brała kształt nieżywy, Tak opuściła bezwładnie ramiona, Że z ramion szata płynąca do ziemi Jakby w kamienne łamała się spływy. I Lambro bladnął, i usty drżącemi Mówił: „O luba, wybacz, że te słowa Zanadto czarną malowały duszę; Przywykłem kruszyć serca – a gdy kruszę, Patrzeć, jak cierpią, i śmiać się szalenie. Lecz twoja boleść, bladość marmurowa, To już nad moje siły, nad sumnienie! Czy wierzysz, luba? ja się wyznać wstydzę, Ja, korsarz krwawy! ja, ludzi morderca! Że się zabójstwem i zbrodniami brzydzę, Że mam myśl jedną, wielką w głębi serca, Co kiedyś zbawi nawet pamięć moją. O luba! teraz niech się ludzie boją; Niech się przed czarnym chronią pawilonem; Znajdę ich – zbudzę… jeśli nagłym zgonem Bóg wielkiej we mnie myśli nie rozłamie. Na moim czole widzisz dumy znamię, To jest przeczucie sławy; – tam – tam w dali Widzę okropną przyszłość – ale sławną; Precz te obrazy! … Luba! jakże dawno Z tobą po obcych błądziliśmy światach! Jakżeśmy dawno w przeczuciach szukali I w oberwanych po liściu róż kwiatach Naszej przyszłości! Z tobą moje losy I z tobą dotąd wiążę myśli moje. Często przed ludźmi w kajucie ukryty, Jak dziecię trefię32 przed zwierciadłem włosy, Szaty poprawiam – brylantami stroję, Bo widzę jasno – widzę w twych marzeniach Mój własny obraz wyraźnie odbity, Więc podobieństwa szukam w ukraszeniach I póty śmiechem rozjaśniam jagody, Aż póki czyste wróci mi zwierciadło Obraz twych wspomnień z twarzą mniej pobladłą, I mniej posępny i smutny – i młody. „O! świat ten gorzki, śmiechem przeraźliwy Dla tych, co płaczą czy to krwią, czy łzami. Chroń się ty świata – bo on nie był z nami W szczęścia godzinie, więc i dziś nie będzie; Bo przeciw wielkim czuciom on gniewliwy I nie przebacza tym, co toną w błędzie. Patrz, jak ten klasztor czoło w chmurach trzyma. Ja ci wynajdę mieszkanie w klasztorze; Zamknij się w cichej celi i ze skały Patrzaj nocami na rozległe morze, I błękitnymi po fali oczyma Mojego statku ścigaj żagiel biały. A gdy zagrożą fali niepokoje, Kiedy się będziesz modlić zdjęta trwogą, Razem popłyną w niebo, jedną drogą, Twoje modlitwy i przekleństwa moje. „Lecz nim obierzesz klasztorny spoczynek, Jutro, nim zorza świtem się rozpali, Przyjdź do mnie sama – tam – nad brzegi fali, Odziana płaszczem bogatych Turczynek. I miej kalemkiar ciemny z musselinu33 Lub czewrę gęsto haftowaną złotem34; Niechaj się z wiatru nie wznosi polotem, Nie zdradzi twarzy przed oczyma gminu. Jutro – pamiętaj! – tam łódź moja czeka, Gdzie się przy skale załamało morze. Ja sam, przebrany w tureckim ubiorze, Płynę na pogrzeb ostatniego Greka”. — Skończył – a kiedy z ostatnimi słowy Na piersi chylił twarz cierpieniem zbladłą, Zda się, widziałem, kilka łez upadło… Nie wiem… to może z silniejszym powiewem Opadał z drzewa kwiat pomarańczowy? Nie wiem, czy płakał – czyli zachwiał drzewem?

X

Ranek był. Morze rozpalone świtem Wre z dala, szumi i srebrzy sią w pianę, Potem portową groblą odłamane, Brzegi spokojnym oblewa błękitem; A brzeg wysoko szarzeje granitem. Wyżej palm błyszczy zieloność wesoła. Te palmy, w niebo sięgające szczytem, Jako nam istność malują anioła; W mgle mają stopy – a w błękicie czoła. O! jakże smutny fali szum bezdenny, Co się z cichego morza wydobywa! I ten las masztów jako las jesienny, Z którego burza północy gniewliwa Połowę jasnych liści poobrywa; A pozostałym da rozliczne szaty, Liść Sztatudera35 złotem się pokrywa, Róż Albijonu36 płonią się szkarłaty, Szronem się Franków osrebrzyły kwiaty. Słysząc szum żagli – słyszysz jakby we śnie Gwarzące różnym językiem narody… Rozdarte gromem skarżą się boleśnie, Jakby mówiły doznane przygody I prześcignięte z wiatrami zawody. A fala milczy – choć może w niej tonie W tej chwili okręt nadziejami młody; I jęk rozpaczy wydany przy zgonie Uczuła fala – lecz zamknęła w łonie.

XI

Okręt troistą opasany spiżą Zatknął na maszcie księżyc, trzy buńczuki37, Omglił się dymem – dział rozesłał huki: I wtenczas niby szatana był tronem; Gdy wiatr poddany dym unosił chyżo, Wszystkie go maszty witały pokłonem; A okręt ucichł, pił dumy kadzidła. Mgła ranna, hukiem potrójnym rozbita, Srebrne po masztach zawieszała skrzydła; Na wschodzie skrawo dzień wschodzący świta. Nie ma wyrazów język niezaskarbny Malować słońcem ukazane czary. Jako rozkwitłe Nilu nenufary Z kwiatów kobierzec wiążą różnofarbny; Jak odświeżone muszle i kamyki Pieszczotą fali – tak na cichej wodzie, Wiążąc się razem w jasne mozaiki, Spłynęły żaglem oskrzydlone łodzie. Tam turban kitą ozłocony świetną, Tam srebrna dziewic zasłona powiała; Od łodzi fala różny połysk brała, Barwiona złotem lub purpurą Tyru. Cała ta przestrzeń była łąką kwietną, Była doliną, szalem kaszemiru38. Łódź każda wiosłem drugą łódź prześciga Pod maszt fregaty, gdzie ma skonać Ryga. I tak jak chciwe sępy albo kruki, Gdy czują oddech śmierci, tak spłynęli W bogatych łodziach po morskiej topieli Z męczarni Greka różne brać nauki. Wielu jest w tłumie, co się śmiać nauczą, Śmiech taki wrzkomo39 wielkość serca kłamie! Wielu stąd wróci i miecze rozłamie, Co jutro w królów miały tonąć łona. Gdy tacy zemstę aniołom poruczą, Nieliczny może z męczarni wyłamie Prawdę – że skonać nietrudno – i skona.

Страница 3 из 11

Вам также может понравиться

Страница 1 из 4

Назад124Далее