Загрузка...

AI-разбор доступен после входа

Суть книги, пересказ, главный конфликт, ключевые идеи, вывод, кому полезна, главные темы, персонажи и цитаты можно получить после входа в BookRa.

auto_awesomeПолучить AI-разбор

О книге

Ciesz się klasyką! Miłego czytania!

Дата написания1970-01-01
Язык книгиpl
Возрастное ограничение0+

Читать онлайн

Страница 2 из 3

VI

Nocował z bracią, a nazajutrz rano Nie poszedł w drogę, – dni za dniami biega, Dziad nie odchodzi, bo i nié ma czego, Gdy mu tak dobrze za kratą furcianą. Pod bokiem kościoł, korzystając z pory, Starzec się modli od samego ranka, Daléj obiadek, a daléj nieszpory, I przyjacielska z ojcy pogadanka; Ma czysty siennik i wygodną celę, Ma w refektarzu5 swój stolik, gdzie jada, Nawet w drewnianym i szczupłym kościele Jest wedle kruchty ławeczka dla dziada. Tydzień i drugi dziad bawi z rozkoszą, Lecz być natrętnym nie wypada dłużéj, Już by i poszedł, lecz go księża proszą: «Pozostań starcze! wypocznij z podróży!» I tak do siebie przywykli nawzajem, Że kiedy przyszło pożegnanie rzewne, Dziad się nie kłaniał żebrackim zwyczajem, Lecz ściskał ojców jakby swe pokrewne — Przełożonemu oddał ze swéj szyi, Krzyż Chrystusowy i medal Maryi.

VII

Dziad powędrował – i wieść przepada, I zapomniano starego dziada; Aż oto… minął miesiąc, nie daléj, Pańska karoca po bruku pali, A za nią wozów ładownych w zboże, Wąska ulica objąć nie może. Strojny w bogate z futrém czamary, W karocy siedzi pan jakiś stary; On skinął ręką – i wozy staną Przed trynitarską furtą drewnianą; Pan wysiadł z wozu i przed kościołem, Zdjąwszy swój kołpak, uderzył czołem, A jako dobrze świadom téj strony, Poszedł do celi, gdzie przełożony. Widząc, że postać tak znakomita, Ksiądz przełożony u progu wita, Prosi do celi, jeżeli łaska; Pan się uśmiécha i brodę głaska: «Ej dobry księże! czyż w nowéj szacie Starych znajomych już nie poznacie? Patrzaj – jaż przecię żebrak ten samy, Coś sprzed kościelnéj przywiódł mię bramy, Coście tak długo ojcowie mili, Chlebem karmili, winem poili; Dziś znów przychodzę do was gościną, Lecz niosę z sobą mój chléb i wino, I was zapraszam do mego stołu; Co Bóg udzielił, jedzmy pospołu, A co zostanie, użyjem godnie, Zjedzą ubodzy albo przychodnie!» — Ksiądz przełożony patrzy ciekawie, Nie wie, czy we śnie, czy to na jawie, Nie śmie zadawać pytań starcowi. Ten się uśmiechnął i daléj mówi:

VIII

«Nazwisko moje: Paweł Majkowski, Bóg mię na długie błogosławił lecie, Mam piękny dworzec, przy nim cztéry wioski, Miłość u ludzi i urząd w powiecie. Byłem szczęśliwy wpośród dziatwy grona, Lecz sądów bożych nikt nie zna, nikt nie wié. Umarła dziatwa, umarła mi żona, Zostałem jeden jako liść na drzéwie: Gdy drodzy sercu, gdy zmarli jedyni, Tęskno mi było w mym złoconym gmachu; Jęczałem smutnie jak ptak na pustyni, Jako kruk nocny, co czuwa na dachu, I rzekłem w duchu: dopomoż mi Panie! Dolę, niedolę złożyć w Twoje ręce, Niech dusza moja spokojną zostanie, Na chwałę Twoją me włości poświęcę! Bóg mię wysłuchał w utrapieniu mojém I duszę świętym nawiedził spokojem. A więc skwapliwy ze śluby mojemi, Przed Sakramentem przysiągłem w kościele, Grosz mego skarbca i majątek ziemi, Oddać na dobre dla ludzkości cele; Na jakiś zakon, co w świętéj pokorze, Z otwartém sercém jako zbawca stoi, Pełni nad bliźnim miłosierdzie boże, Łaknących karmi, pragnących napoi, Co garnie ludzi jako Chrystus dzieci, Słabych umocni, a ciemnych oświeci. Jest pełno mnichów, wszystko niebogaci, Wszyscy gorliwi i święci być mogą; Jak zrobić wybór między tylu braci? I kogo wesprzeć moją zapomogą? Więc jąłem czytać zakonnicze prawa, I patryjarchów klasztornych statuta, Widzę, że wszędzie zbawienna ustawa, Jeśli występkiem ludzkim nie popsuta. Jakiż tu wybór? I różnica jaka? Duch Święty środek poszepnął mi na to: Przywdzieję szmaty prostego żebraka, Sam się przekonam za klasztorną kratą, Gdzie ludzie bardziéj w zakonie zupełni? Kto piękniéj cnotę miłosierdzia pełni?»

IX

«Więc z kijem w ręku, w żebraczéj odzieży, Szedłem do miasta w pokornéj postaci; Zliczyłem krzyże od kościelnych wieży, I zapukałem do najpiérwszych braci. Ojcze, szanując ich sukienkę świętą, Tego klasztoru głośno nie nazowę — Dość, że mię stamtąd zelżywie wypchnięto, Gdym prosił chleba w Imię Chrystusowe. Poszedłem daléj – przed memi oczyma, Stanął klasztorek świętego Bernarda, I tam do zbytku uprzejmości nié ma, I tam mię gorzka spotkała pogarda, Tylko mi dała ręka litościwa, Krajankę chleba i szklanicę piwa. Tak mię to zimne przyjęcie odstrasza, Że w waszą furtę nie pukałem zgoła — Tylko ukląkłem, a uprzejmość wasza, Sama żebraka wzięła spod kościoła, Wyście mi dali ojcowską gościną Chléb i gospodę, i serce, i wino. Ślub mój spełniony – niech w waszym klasztorze Zostanie moja posiadłość ojczysta; Tu się wypełnia miłosierdzie boże, Tu z moich darów społeczność skorzysta; Skorzysta więzień, co wykupu czeka, Stary przechodzień i żebrak kaleka.

X

«Oto mój ojcze, przyznany w urzędzie Akt fundacyjny księży trynitarzy, Ze czterech wiosek dostatecznie będzie Przyjąć żebraka, kiedy się nadarzy, I dźwignąć z muru kościelną budowę, I monastéru korytarze nowe: Ja wszystek grosz mój składam w twoje ręce, To będzie dla mnie starego na kaszę — Bo ja się do was na gościnność wnęcę. Dawny znajomy, wiém porządki wasze, Dacie mi ciepłą, choć malutką celę, I w refektarzu stolik, gdzie się jada, Nawet pamiętam, że w waszym kościele Jest wedle kruchty ławeczka dla dziada. Potém mię pogrześć będziecie łaskawi, Bo już przeczuwam mój kres niedaleki; Niech się co roku kilka mszy odprawi, Za mego życia i w potomne wieki. A gdy z mych wiosek będziecie bogaci, Spełnić wam jeden warunek potrzeba: Złóżcie corocznie bernardyńskiéj braci, Beczułkę piwa i bochenek chleba, Bo oni w kuchni swego refektarza, Chlebem i piwem przyjęli nędzarza».

Страница 2 из 3

Вам также может понравиться

Страница 1 из 2

Назад12Далее