Загрузка...

AI-разбор доступен после входа

Суть книги, пересказ, главный конфликт, ключевые идеи, вывод, кому полезна, главные темы, персонажи и цитаты можно получить после входа в BookRa.

auto_awesomeПолучить AI-разбор

О книге

Ciesz się klasyką! Miłego czytania!

Дата написания1970-01-01
Язык книгиpl
Возрастное ограничение0+

Читать онлайн

Страница 3 из 6

VI

Robocze lato wyzwało nas z domu, Po ukraińsku rozrosło się żyto; Kłos z niebem gada i chleba obfito, Tylko pracować i jeść nié ma komu; — Kilku staruszków, ot cała drużyna. Dziad chce pracować, lecz mu ręka mdleje, Tylko by śpiéwał godzinki za syna Lub przypominał starodawne dzieje; — Kilku młodzieńców, co niby to skoro Rwą się do pracy, by rozerwać serce, Ale na polu do kółka się zbiorą, Gwarzą o bitwach, mundurach, żołnierce, A pora schodzi – przeminął czas suszy. Mgłami jesieni powlekło się słońce, Zboże niezżęte sypie się i kruszy, Trawy stwardniały i zeschły na łące — Ledwie gdzieniegdzie wytykają głowę Kopice siana lub mendle zbożowe; — Nastała jesień, cały plon się kwasi, I tak zmarniała całoroczna praca: A gdzie pan hrabia? Gdzie rycerze nasi? Nie masz i wieści, gdzie kto się obraca. Nastała zima o niezwykłéj porze, Pan Bóg na ziemię zagniéwał się biédną — Śniegi głębokie wypadły na dworze, W białéj zawiei i świata nie widno, A mróz ognisty z jesieni jak chwyci, To trwa do wiosny ku ludzkiéj zagubie, Niejeden zginął i w rysiowéj szubie, A cóż nędzarze łachmanem okryci? Włóczą się wszędy i o każdéj chwili Przemarzłe dziady, żołnierze, Żydziska, I częste wieści od pobojowiska: Tu zbili jednych, tam drudzy pobili, Owdzie wygrana, ówdzie straszna klęska, Owdzie pod tego, tam owego wodzą, Spod Borysowa, Możajska, Smoleńska, Wieści po wieściach jak gromy dochodzą, — Jeden im wierzy, a drugi nie wierzy, Lecz pełno westchnień, postów i pacierzy, Co dzień pod kościoł ciśnie się gromada, Modli się z płaczem i ofiary składa. —

VII

W początkach adwentu18 o szaréj godzinie, Do naszéj chałupy zeszła się gromada, I wkoło zasiadłszy przy ciepłym kominie, Ten szczepie łuczywo, ten wzdycha, ów gada, Mój ojciec przy oknie, w płóciennéj opończy, Sieć wiąże na rybę i pacierz swój kończy, A był to czas mroźnéj zamieci i słoty — Wiatr silny – aż ściany łamią się i trzeszczą, A wicher śniég skręca i składa w sumioty, I świszcze w kominie piosenkę złowieszczą — Wtém drzwi się rozpadły: któś zziębły, wąsaty, Przy szabli i w burce wtoczył się do chaty. Przeraził nas wszystkich ten napad znienacka, Wiadomo, jak w wojnie żołnierze zuchwali; Czy szajka westfalska, czy sotnia kozacka, Zrabuje, spustoszy; a może i spali. — «Niech będzie pochwalon!» – zawołał przybyły, – «Na wieki i amen» – odrzekła gromada. —. Ot jakoś nieznacznie przybyło nam siły: «Kto chwali Chrystusa, kto tak do nas gada, Nie może być rabuś – rzekł ojciec spokojnie — Ot dzięki Ci Boże, są wieści o wojnie!» — I zatknął u pasa święcone paciórki — A żołnierz śniég otrząsł z kaszkieta i burki, I z lodu ocisnął namarzłe wąsiska, – To Stefan – to brat mój – z pochmurném obliczem, Podbieżał do ojca, kolana mu ściska, I wita się z nami – my bieżym i krzyczym: Witamy, ściskamy radością wzruszeni, «No cóż tam? Jak idzie? Jak się wam powodzi?» Tysiące zapytań jak z procy kamieni Rzucają z pośpiechem i starzy, i młodzi. «Źle idzie – rzekł Stefan – skończyła się praca, Już nasze rojenia minęły, uciekły, Już Francuz w cieplejsze krainy powraca, Przemarzły, przelękły, pobity i wściekły, Bóg z niemi – mój ojcze! Ja u was w gościnie, Konika popasę i ruszam z kopyta; Za Wisłą, za Niemnem, na cudzéj krainie, Być może, że słońce nam jeszcze zaświta; O wtedy to z hrabią rachunek uczynim — On stchórzył na polu, gdzie ogień się krzesze, Porzucił nas wszystkich, co byliśmy przy nim, Zapragnął Paryża i powiózł depesze. I żołd nasz zagarnął na domiar swéj zbrodni. Ej hrabio, nie ujdziesz pałasza lub kija! My tutaj krew lejem i głodni, i chłodni, A wasze w Paryżu gdzieś winko popija! Jedź z Bogiem, pij z Bogiem wesoły i zdrowy, Nie zginiem bez ciebie, kochany sąsiedzie, Nas wzięto po pułkach – a szlachcie z Podkowy Ze strzelbą czy z lancą niezgorzéj się wiedzie, Bo Pan Bóg nad nami litować się raczy. Zwyczajnie jak wojna – wszelako się zdarzy. Piotr został raniony od piki kozaczéj, Jan krzyżyk otrzymał za wzięcie bagaży, Franciszek w szpitalu, bo rąbał się szczérze, (Nie lękaj się ojcze, nie będzie kaleką), Mikołaj kapralem przy głownéj kwaterze; O reszcie ja nie wiém, bo pułki daleko. Dziś idziem do Niemiec, choć pędzą za nami, Posłyszycie wkrótce nowiny rozgłośne, A śladem za wieścią my do was, my sami, Z jaskółką, z bocianem powrócim na wiosnę».

VIII

Ale wiosna nie chybia jak człowiecza dola, Przyszło cieplejsze słońce, śnieg otopniał z pola, Strumień otrząsł się z lodu i swobodnie płynie, I bocian zaklekotał… ot na téj olszynie! — I przyleciała czarnych jaskółek gromada. A każda cóś szczebioce, każda rozpowiada. Któż tam proszę potrafi dowiedzieć się od niéj, Może pokłon przynosi z krainy zachodniéj? Ale gdzie tam… dla Boga? – och! ku naszéj strzesie Czarny kruk chyba z wojny wiadomość przyniesie, I rozpowié krakaniem żarłocznego gardła: Matka głos ten pojęła i szatę rozdarła, I załamała ręce – serce matki zgadnie, Choć wojna za górami, gdzie kula upadnie — Sprawdził się przestrach ojców i matek w Podkowie, Sprawdziło się, co czarni krakali krukowie, Bo wszystka niemal młodzież, cała nasza siła, Gdzieś w niemieckiéj krainie głowę położyła — Kilku jeno wróciło poranionych srodze, Z krzyżykami u piersi, na drewnianéj nodze, Lub na szczudłach żebraczych – mała z nich usługa, Okaleczałe ręce niezdolne do pługa, Młode jeszcze, lecz kulą zgruchotane barki, Nie podźwigną ciężaru chatniéj gospodarki. Stary ojcze i matko! To cóż że wy starzy? Idźcie na chléb pracować dla biédnych nędzarzy, — Nie każdemu sądzono w jednostajnej mierze Wypoczywać na starość szeptając pacierze. — Ojcze bierz się do pługa, matko idź do żniwa, Pracujcie i na syna, co z ran dogorywa, I na czynsze dworową zakréślone kartą — – «Co tam czynsze? Wszak hrabia powrócił już słyszę, Wspomni na swojéj broni wierne towarzysze — On kiedyś grosz ich zabrał, dziś w potrzebnéj porze I młodych pożałuje, i starych wspomoże». — Tak starcy pocieszając swój frasunek srogi, Powlekli się do zamku żebrzeć zapomogi.

Страница 3 из 6

Вам также может понравиться

Страница 1 из 2

Назад12Далее