Загрузка...

AI-разбор доступен после входа

Суть книги, пересказ, главный конфликт, ключевые идеи, вывод, кому полезна, главные темы, персонажи и цитаты можно получить после входа в BookRa.

auto_awesomeПолучить AI-разбор

О книге

Ciesz się klasyką! Miłego czytania!

Дата написания1970-01-01
Язык книгиpl
Возрастное ограничение12+

Читать онлайн

Страница 6 из 9

XXV

„Jestem nie winien, ale nie wiem czemu W pamięci jestem podobny winnemu. Bo wyznam tobie, żem tej śmierci żądał, Nawet spodziewał się, czekał, wyglądał; Bo i wieść o niej chwyciłem łakomą Myślą, lecz zimno – jak rzecz już wiadomą. Coś we krwi miałem, coś w myśli ustrzegło, Co mi o śmierci tej pierwej przysięgło. To kiedy przyszli zwiastować mi smutni Ludzie, co chciwi męczyć i okrutni Lubią posępnych słów oglądać skutek, Wzgardziłem dumnie pokazać im smutek; Lecz pokazałem lice zimne, szczere, Już podniesione nad zwyczajną sferę; Już w tej krainie cichej, wnętrznej burzy, Gdzie nawet czoła śmierć ojca nie chmurzy, Ale przechodzi wszystko ziemskie, mija, Jady nie trują i miecz nie zabija. Pokazałem im tę niezmienność czoła, Które zmroziło dotknięcie anioła. Wytłumaczyli to ludzie inaczej, Ten marmur bólu – tę ciszę rozpaczy.

XXVI

„Ty wiesz, że dumni nieszczęściem nie mogą Za innych śladem iść tą samą drogą. A gdy się duma z nieszczęścia wylęgnie, To i Bóg czoła takiego nie sięgnie, To nawet wiara nie pochyli głowy; A cóż dopiero piorun, miecz, okowy, A nawet ludzkie przekleństwo i wzgarda: Tak była ciemna, taka była harda Duma w tym sercu. Na co mnie przywiodła, Ty wiesz – lecz duszy nie sądź, bo nie podła. Jam się nie rzucił jak koń do zawodu, Ja sam stanąłem przeciwko narodu, A gdym się oprzeć musiał w rzeczy ciągu, To się na wielkim oparłem posągu. I nie szukałbym był podpory wroga, Gdybym większego znalazł w sercu – Boga.

XXVII

„Nie uniewinniam ja siebie, o księże! Jakie mię gryzły tu w tej piersi węże, Jakie po nocach walki obłąkane Z pamięcią, dumą, zaczęte, wytrwane, Aż sumnieniowi25 uczyniłem zadość: Świadczą te oczy, te czoło, ta bladość. O! trzeba było siadać nad mym łożem, Gdy we śnie serce mi coś pruło nożem; Gdy się budziłem w noc bezksiężycową W ciemności, ze krwi piorunem nad głową Albo widm okiem do łoża przybity, Zimny, i łzami, i potem okryty, Nie wiedząc, czemu serce drży boleśnie. Mówią, żem chodził po pałacu we śnie, Nie wiem, lecz nieraz, gdy sen ciężki spadał, Możem wstał, chodził, płakał, jęczał, gadał, Możem z krwi rękę o rękę ocierał, Możem zabijał i trumny otwierał, Możem się dzielił z kim jaką mogiłą, Nie wiem: – bo o tym mi się wszystkim śniło… I nawet dzisiaj na mnie krew czerwona Na głowie… Gdzie jest moja druga żona? …

XXVIII

„Stój! stój! Nie szukaj tej kobiety, ojcze. Od innych ciosy okropne, zabójcze, Lecz od niej gorsze ja rany poniosłem. Ona zrobiła, że śmierć kraju zniosłem. Anioł piękności i wróg nieodstępny, Stała, gdy z hańbą walczyłem posępny. Com cierpiał w sobie i com czuł – nie czuła, Co w sercu moim zmartwychwstało – struła, Aż przyszło wreszcie, że dziś, jędza blada… Lecz z tego niechaj ona się spowiada, To na jej sercu, to je kiedyś zrani — Patrz! ja ten ogród zasadziłem dla niéj, Te drzewa, łąki, tam niby w obłędzie Strumienie i na błękitach łabędzie, I ta z marmuru Karary łazienka, To dla niej… Patrzę i serce mi pęka; Bo to zostanie po mnie wszystko – długo… O! gdybym to mógł jaką krwawą strugą Zalać i zniszczyć, i duszę wyzionąć, I z zamkiem, i z nią, i z wszystkim utonąć; Zostawić gruzy leżące na pował, Których by człowiek nie znał, nie żałował, Nie myślał o mnie tu błądząc, nie gadał, Że tutaj zdrajca chodził, dumał, siadał, Tu się śmiał z Boga, a tutaj łzy ronił; A tu się w grocie kaskadą zasłonił Bojąc się słońca, co tę ziemię złoci, I żył jak węże w zimnie i w wilgoci.

XXIX

„Miłość ojczyzny – o! to słońce świetne Dla serc, co dumne, sieroce, szlachetne, Całe się czystym miłościom oddadzą. Jako żurawie, co łańcuch prowadzą, Świetniejsze serca wylatują przodem; Umrą – ich duchy lecą przed narodem, Ich wrzask, ich imię, ich lament to hasła. Gdy matka po nich zapłakana wrzasła, Ojczyzna cała słyszy, leci, mści się; W gołębiach wtenczas są serca tygrysie. Umrą wygnani – to naród wysyła Posłów zapraszać, niech wróci mogiła. A choćby nawet zapomnienie, nędza, Jednego pacierz nad mogiłą księdza I wieczna cisza w grobie niepłakanym. O! ja zazdroszczę tym czystym, nieznanym, Ja, co się aż tam, aż do słońca darłem — O czemu ja też dzieckiem nie umarłem!? Czemu!? … Ach wtenczas, księże, nie dla sławy, Lecz przyleciałem był raz na bój krwawy, Ażeby umrzeć. – Na Boga żywego, Ja bym się teraz nie miał chełpić z czego… Szyki się biły pod Maciejowicą26, Wleciałem ściśle zamknięty przyłbicą; Dziwny był ubiór, ale to miał zyskiem, Że nie witano mię zdrajcy nazwiskiem, Wreszcie i harmat zakryłem się błyskiem; I smutny w sobie wpadłem we krwi morze. Słyszałeś o tym żelaznym upiorze? Długo to było między ludźmi sporem, Kto był tym w ogniu rąbiącym upiorem. O śmierci! ludzi tysiącznych morderca! Nie chciałaś wtenczas tej krwi, tego serca. Lont nie chciał harmat przede mną zapalać; Kule się bały we krwi mojej zwalać, Lecz omijały świszcząc koło ucha; Miecz mój po kaskach dzwonił jak miecz ducha. Los miał okropną zbawić mię bezczelność, Jam był ubrany w straszną nieśmiertelność. Jaka w tym wola boska, nie odgadnę I nie chcę myśleć – lecz gdy myślę, bladnę. Sam na tym polu, gdzie psów wściekłych kupa, Na koniu, na kształt siedzącego trupa, Gdy z ciał wychodził obłok krwawy, dymny, Gdy księżyc wschodził straszny, blady, zimny, Stałem; wtem jeden z niedomarłych, blisko, Wymówił moje przeklęte nazwisko; Schylam się z konia – patrzę: krwią się broczy, I krew mi swoją ten człek rzucił w oczy… Dobyłem miecza – o! nie bladnij, księże — Choć syknął na mnie ten gorzej niż węże, Chociaż mię taką pieczęcią naznaczył, Jam go nie dobił – alem nie przebaczył.

Страница 6 из 9

Вам также может понравиться

Страница 1 из 4

Назад124Далее