Загрузка...

AI-разбор доступен после входа

Суть книги, пересказ, главный конфликт, ключевые идеи, вывод, кому полезна, главные темы, персонажи и цитаты можно получить после входа в BookRa.

auto_awesomeПолучить AI-разбор

О книге

Ciesz się klasyką! Miłego czytania!

Дата написания1970-01-01
Язык книгиpl
Возрастное ограничение12+

Читать онлайн

Страница 8 из 9

XXXIII

„Nie mów nikomu o mnie, sługo boży, Niech mój grobowiec ludzi długo trwoży. Weź i tę chustę… choć krwią powalana, Możesz ją złożyć przed ołtarzem Pana Albo… Dlaczegoś drgnął przed tym rozkazem? Powieś tę chustę przed Panny obrazem, Musi być święta ta krew, co ją broczy, Bo mi ją kiedyś naród rzucił w oczy. Więc te męczeństwo pobladłego czoła, To mój ostatni jest dar dla kościoła. I jam cóś ciernia czuł w mojej rozpaczy, Może Bóg wspomni na to i przebaczy. Żalu mojego najlepszą jest próbą To upodlenie się moje – przed sobą. Co będzie z moim duchem nad mogiłą? Pewnie nie gorzej jak to, co już było. W dumie mej jeszcze przynajmniej znachodzę28, Że mię przed śmiercią broni ulec trwodze, Gdy przy tym łożu nic, tylko rozpacze. Gdyby mniej dumny, płakałbym – nie płaczę; Lecz coś jest we mnie, gdy w grób muszę wchodzić, Z czym by się żadne łzy nie mogły zgodzić: Wściekłość na siebie, żar, co się nie studzi, A nawet, księże, jakiś żal do ludzi: Jak gdyby oni byli winni z dawna, Że się krew we mnie zaczerniła sławna. Lecz nie – i myśl ta nie może pocieszyć. — To wszystko… Księże, czy śmiesz mię rozgrzeszyć? Olej, co czyni w Bogu śmierć wesołą, Czy się odważysz lać na zdrajcy czoło? Jam nie żałował i nic nie naprawił; Kraj jeszcze we krwi – a jam go zakrwawił; I długo będzie ta krew po mnie płynąć; Tysiące walczyć i tysiące ginąć, Po mnie nieszczęścia, więzienia i wojny — I mógłżebym ja w grobie spać spokojny? O nie! nadzieja jest szaleństwem dla mnie — A jednak – starcze, ty! módl się ty za mnie!”

XXXIV

Graf Wacław skonał. O! domysłów płonność! Na lice wyszła trucizny zieloność: Ale krew jego już dawno zepsuta; Ciągła samotność, łzy, wzgarda, pokuta, To nieraz także te trucizny duszy Wyjdą na ciało zwiędłe od katuszy I nieraz lice trupowi odmienia, Połamią, poskrzą, zsinią, pozielenią: Więc może i te splamienia Wacława Nie z gwałtu poszły, lecz z natury prawa; Lepiej tak wierzyć niż oskarżać ludzi. Niech się podstępna ciekawość nie trudzi; Gdy ziemia z siebie rzecz przeklętą zrzuci, Niechaj spokojność w tłum zmieszany wróci. Lecz nie, ten zamek wre skargą i gwarem, Domysły rosną z niepokojem, swarem, Mówią, że pani chciała ukryć winę, Mówią, że miała otrucia przyczynę — Jaką? – Nie można wierzyć w takie baśnie. Miałażby otruć małżonka – a właśnie Zadatek nowej miłości i wiary W jej łonie – po cóż przy kołysce mary?

XXXV

Po ukraińskich stepach syczą żmije, Pogrzeb się czarny z pochodniami wije, A za pogrzebem groźny wicher wyje. Smutno, posępnie przez kurhany płynie Pogrzeb możnego pana w Ukrainie. Z każdej mogiły ognista kolumna Wytryska w niebo, gdy nadchodzi trumna. Już przeminęła, a jeszcze czerwono Wszystkie kurhany w Ukrainie płoną I rozmawiają cicho o pogrzebie. Gwar na tym stepie, a cisza na niebie. W ziemi grobowej głucha trupów wrzawa, Bo między nimi stanął trup Wacława.

XXXVI

Człowiek? czy widmo? – Jakiś duch z burzanu Wyszedł na czoło ogniste kurhanu, Pogroził ręką: „Zdrajco! otóż tobie Trucizna w przodków wypróchniałym grobie. Idź, trumno czarna z ohydnym człowiekiem, Z trupem, co moim wykarmiony mlekiem. Idź w ogień piekła za narodu zdradę! W kołyskę kładłam i w prochy cię kładę. Dzieciątko moje ty i moja żmijo, Ziemia cię zmrozi, robaki spowiją. A choć krew twoja kiedyś winę zmaże, Tego ci Pan Bóg zwiastować nie każe. Choć Ukraina kiedyś zmartwychwstanie, Ty się nie dowiesz w piekle, ty szatanie! Nic się nie zmieni, wieczność się zaczyna, A wieczność taka jak śmierci godzina”. Tak pożegnawszy resztki pana zgniłe, Zapadła wiedźma w burzan czy w mogiłę.

XXXVII

I znów na zamku jasnych świateł krocie, Księżyc w ogrodach, szum kaskady w grocie; I znów tam cicho, i kaskada grzmiąca Znowu się srebrzy na blasku miesiąca. Mówią, że łabędź i róża czerwona Szepcą w powietrzu imię Eoliona, Gdy wszystko ścichnie wieczorną godziną, Gdy róże płaczą i łabędzie płyną. A o dzieciątku tym z twarzyczką ducha Została jakaś ciemna powieść, głucha. Mówią, że raz go widziano w tej grocie, Całego w gwiazdach, w promienistym złocie; Duchy powietrzne za tęczową szarfę Przyniosły jemu zapaloną harfę; Usiadł… do ognia strun przybliżył ręki: A pierwsze z harfy westchnienia i dźwięki Zwołały wszystkie łabędzie z ogrodu; A drugie tony jak jęki narodu, Co cicho konać i cierpieć nie umie, Zrobiły szelest w tym łabędzi tłumie; A gdy śpiewaka pieśń i tony rosły, Wszystkie się razem łabędzie podniosły I poleciały płaczącym orszakiem W niebo gwiaździste, z harfą, ze śpiewakiem, I znikły, długo widziane na górze, Jak girlandami spięte białe róże, Ulatujące w niebieskie krainy, Dosłuchać harfy tej i tej dzieciny. Nie wiem, czy wierzyć – lecz cudy są wszędzie… I odtąd znikły w ogrodach łabędzie, I szafirowych wód nie krają łonem, Bo poleciały wszystkie z Eolionem. A Bóg nam wieszczów zostawiać nie raczy, Odkąd zabrakło już białych słuchaczy.

Страница 8 из 9

Вам также может понравиться

Страница 1 из 4

Назад124Далее