Загрузка...

AI-разбор доступен после входа

Суть книги, пересказ, главный конфликт, ключевые идеи, вывод, кому полезна, главные темы, персонажи и цитаты можно получить после входа в BookRa.

auto_awesomeПолучить AI-разбор

О книге

Tytułowy Marcin Studzieński to młody szlachcic, który cieszy się wielkim powodzeniem u panien. Podczas imienin rajcy wileńskiego poznaje piękną Marię, córkę gospodarza.Zakochuje się w dziewczynie z wzajemnością, jednak jej rodzice nie wyrażają zgody na małżeństwo, ponieważ są stanu mieszczańskiego i nie chcą wprowadzać szlachcica do rodziny. Tymczasem Wilno zostaje zaatakowane przez Tatarów. Dzielny Marcin staje do walki w obronie ojczyzny. Czy z wojennych potyczek wyjdzie cało? I wreszcie – czy dane mu będzie poślubić Marię?Władysław Syrokomla to pisarz i tłumacz żyjący i tworzący w XIX wieku, związany z ówczesną Litwą. Znany przede wszystkim jako autor gawęd chłopskich, szlacheckich, historycznych. Syrokomla pochodził z ubogiej rodziny szlacheckiej i często w swoich utworach ukazywał ten stan, nie szczędząc irocznicznych komentarzy na temat bliskiej mu rzeczywistości.

Дата написания1970-01-01
Язык книгиpl
Возрастное ограничение0+

Читать онлайн

Страница 2 из 12

VII

«Panie szlachcicu! panie Marcinie! — Zawołał burmistrz, najpierwszy w radzie — Czy znasz przysłowie: że zła nie minie Kto między szparę w drzwi rękę kładzie? Czy znasz przysłowie sowy i kruka? Proszę na bacznym chować je względzie, Niech sobie równy równego szuka; Czem czart nie orał, tem siać nie będzie, A to się znaczy, że my choć prości, Choć naszych przodków szereg niedługi, Mieszczanie Jego Królewskiej Mości Tacyśmy dobrzy jak i kto drugi, A może lepsi… co to na świecie Nie ma szlachcianek, wojewodzianek, Że córki miejskie uwodzić chcecie? Dość tych chychotek i pogadanek! Ja wiem szlachcicu, co tobie w głowie, Że się odurzy biedna niewiasta, Wara10 tych myśli! – ja ci to mówię, Wójt wileńskiego sławnego miasta».

VIII

Marcin Studzieński powstał zdumiony, Krew mu do twarzy warem nabiegła, Wtém pisarz miejski wpadł z drugiéj strony, Groźny jak Jowisz, krasny jak cegła; Szeroko o tém gadano w mieście, Że k'pięknéj Marii11 miał afekt rzewny, Prawda czy kłamstwo – kto to wie wreszcie? Ale pan pisarz był bardzo gniewny. Poprawia pasa, czuprynę muska, A pogładziwszy ręką po głowie, Stylem statutu, po polsku z ruska Tak się odzowie: «Wszak król jegomość, Jagiełło stary Dał nam statuta i pargaminy12, Kto by niedobre knował zamiary, Ma być ukaran wedle swej winy; A waść kto taki! hej panie bracie, Co na nas wszystkich poglądasz z góry? Na miejskim gruncie, przy magistracie Do córki miejskiej stroisz konkury. Przecz się szlachice tutaj panoszą Pustą kieszenią i tarczą biedną? Możesz tańcować, kiedy cię proszą, Ale nie z jedną! … Ale nie z jedną… bo to zniewaga. Patrz, jak mu piękne smakują lica!.. To przyzwoitej kary wymaga! Precz stąd szlachcica! Precz stąd szlachcica! – wszyscyśmy równi: Nam nie potrzeba szlachty widoku!» Pan Marcin k'miecza porwał się główni, Pan pisarz szukał czegoś u boku; Przyszłaby walka słowo po słowie, Lecz pan Kotwica huknął jak z beczki: «Co to się znaczy? Mości panowie! Wara w mym domie kłótnie i sprzeczki! Ja was prosiłem panie Studzieński Podzielać z nami chleb i zabawy, Bom siła liczył na wasz duch męski, Bo byłem pewien, żeś rycerz prawy. A waść się znęcasz nad moim progiem, Czyhasz na cnotę mojego dziecka: Jakeś tu przyszedł, idź z panem Bogiem! Nam niepotrzebna łaska szlachecka. Idź i nie wracaj – albo bądź gotów, Że cię niegrzecznie za drzwi wywiodę. Ty panno córko! … dość tych zalotów, Bo cię zasadzę na chleb, na wodę».

IX

Tak mówił stary groźnie i żwawo, Aż mu źrzenice iskrami gorą; Marcin Studzieński z godną postawą Poszedł ku niemu i rzekł z pokorą: «Sławetny rajco! nie w złym zamiarze Próg waszych komnat przestępowałem; Moje sumienie wyznać mi każe, Że waszą córkę kocham z zapałem; Chciałem odłożyć moje wyznanie, Aż przyjaźniejsza chwila posłuży, Lecz mnie zmuszacie… niech się więc stanie! … Żyć bez twej córki nie mogę dłużéj: Rad, że rozmowa ku temu zmierza, A jéj sprzyjania pewien po trosze, Raczcie przebaczyć śmiałość żołnierza, Że o jej rękę przy świadkach proszę».

X

Podumał trochę Stefan Kotwica, Spojrzał na wójta i resztę gości, «Nie, panie bracie! … nie chcę szlachcica, Nam nie potrzeba waszéj zacności; My się na zięcia takiego piszem, Co go zrodziła matka mieszczanka, Co byłby w handlu mym towarzyszem, Co by po towar jeździł do Gdańska, Co by miał grosza swego dostatek, Nie patrząc na to, co mu zostawię, A na ratuszu u sądu kratek Obok mnie zasiadł na rajców ławie. A waszmość szlachcic – herbu Gryf pono; Cóż mi z waszego Gryfa czy Smoka? Masz chudą szkapkę, szablę stępioną: Ot i dostojność wasza wysoka! Pójdziesz na wojnę lub siądziesz w mieście Na teściowego kawałku chleba; Jeszcze by bracia rzekła nareszcie, Że mi szlacheckich związków potrzeba! A toż mi na co? – nie, panie bracie! Nie waż mi więcéj wdzięczyć się do niej. Lepszy cechowy przy swym warsztacie Niż lichy szlachcic, co wiatry goni». «Dobrze powiedział… czyta jak z księgi» — Krzyknęli goście już podchmieleni, «Wiwat Kotwica! mieszczanin tęgi, Co tak dostojność mieszczańską ceni!» Podano gościom miodu antały I rozpoczęto huczne wiwaty; Żalem i wstydem przejęty cały, Rycerz Studzieński wyszedł z komnaty. Zarzucił rysią delię na szyję, Hełmem płonące czoło osłania I na spłakaną w kącie Maryję Rzucił boleśny wzrok pożegnania.

Część druga. Obmurowanie Wilna

I

Stara stolica Giedyminowa, Wilno, pieszczota pięknéj natury Pomiędzy gaje, pomiędzy góry To kwiat, co w dzikiem zielsku się chowa… Gdy się na strome wdzierasz urwisko Albo brniesz piaskiem, drogą pochyłą, Nigdy byś nie zgadł, że Wilno blisko, Gdyby twe serce silniéj nie biło. Gdy przed twojemi mignie oczyma Szczyt pierwszéj wieży, pierwszego krzyża, Czujesz dreszcz święty, ów dreszcz pielgrzyma, Co się ku miejscu świętemu zbliża; Korne kolano samo się zgina, Serce uderza tętnem żałoby: Bo tu Litwina Mekka, Medyna, Tu jej proroków kolebki, groby! Tu przed wiekami Litwini starzy Palili bogom ofiarne znicze, Tu Przenajświętszéj Panny oblicze U bramy miejskiej stoi na straży, Tu Jagiellończyk, lilija dziewic, Syn uświęcony litewskiej matki, Patron-przyczyńca, książę, królewic, Złożył w świątyni ziemskie ostatki; Tu się męczeństwa pamiątka budzi, Trzy krzyże wieńczą górę pochyłą. Bo gdzież jest naród, gdzie miasto ludzi, Co by proroków swych nie zabiło? Niejednokrotnie nad miastem starém Pan różdżkę pomsty wyciągnąć raczy: Trapi je głodem, morem, pożarem, Trapi przez krwawy najazd krzyżaczy. To znów miłościw ku dzieciom swoim Daje po klęskach wytchnąć szczęśliwie; Ludzi nawiedza zdrowiem, spokojem, A urodzaje pleni na niwie, Baszty ukrzepia, mury rozszerza, Duchem mądrości nawiedza starsze, Wlewa odwagę w piersi rycerza, I zbawcze myśli w serce monarsze.

Страница 2 из 12

Вам также может понравиться