Загрузка...

AI-разбор доступен после входа

Суть книги, пересказ, главный конфликт, ключевые идеи, вывод, кому полезна, главные темы, персонажи и цитаты можно получить после входа в BookRa.

auto_awesomeПолучить AI-разбор

О книге

Demon ruchu to zbiór nowel Stefana Grabińskiego, wydany po raz pierwszy w 1919 roku.Grabiński, polski mistrz grozy, porównywany niekiedy do E. A. Poego i H. P. Lovecrafta, akcję swoich nowel osadza na stacjach kolejowych, w pociągach, na torach, a za bohaterów obiera kolejarzy, dróżników, podróżnych. Konfrontuje ich ze światem demonów i widm, a także zjawisk nadprzyrodzonych, z pogranicza życia i śmierci, normalności i obłędu. Nowele Grabińskiego to nie tylko niesamowity nastrój i dreszcz emocji, lecz także doskonale wyrażona fascynacja – z dozą niepokoju – postępującym światem, uwikłanym w niezliczone tajemnice, a także gloryfikacja ciągłego ruchu i zmienności oraz poznawania świata instynktownie, intuicyjnie.

Дата написания1970-01-01
Язык книгиpl
Возрастное ограничение16+

Читать онлайн

Страница 36 из 38

Nareszcie pojawiły się pierwsze słowa w długich, minutowych odstępach, wyrazy ciemne jak zagadka, złożone z trudem wielkim i wysiłkiem, ręką drżącą i niepewną…

„…Chaos… mroczno… bezład snu… daleko… szary… świt… och! … jak ciężko! … jak ciężko… wyzwolić się… wstręt! wstręt! … szara masa… gęsta… cuchnąca… nareszcie… oderwałem się… Jestem…”

Po ostatnim słowie nastąpiła dłuższa, paruminutowa przerwa; lecz papier snuł się dalej leniwą falą. I znów pojawiły się znaki – teraz już pewniej stawiane, śmielsze:

„…Jestem! Jestem! Jestem!” On… mój kształt leży tam… na sofie… zimny, brr… rozpada się powoli… od wnętrza… Obojętny mi już… Przychodzą jakieś fale… duże, jasne fale… wir! … Czujesz ten ogromny wir! … Nie! Ty go czuć nie możesz… I wszystko przede mną obecne… wszystko teraz… Cudowny odmęt! … Porywa mnie! … z sobą! … porwał! … Idę już, idę… Żegnaj… Rom…”

Depesza nagle urwała się; aparat stanął. Wtedy prawdopodobnie zachwiałem się i upadłem na posadzkę. Tak przynajmniej utrzymywał asystent przybyły koło trzeciej nad ranem; wszedłszy do biura, zastał mnie bez pamięci na ziemi z ręką owiniętą szarfami papieru.

Oprzytomniawszy, zapytałem o pociąg towarowy. Nie przybył. Wtedy bez wahania wsiadłem na drezynę i wśród pierzchających mroków puściłem motor w stronę Szczytnisk. Po półgodzinnej jeździe byłem na miejscu.

Zaraz u wstępu spostrzegłem, że zaszło coś niezwykłego. Zwykle spokojną i samotną stację zalegał tłum ludzi cisnących się do lokalu służbowego.

Gwałtownie rozpychając gawiedź, utorowałem sobie drogę do wnętrza. Tu zobaczyłem paru mężczyzn pochylonych nad sofą, na której leżał z przymkniętymi oczyma Joszt.

Odtrąciłem jednego i przypadłem do przyjaciela, chwytając go za rękę. Lecz ręka Joszta zimna i sztywna jak marmur wysunęła się z mojej i opadła bezwładnie poza brzeg posłania. Na twarzy ściętej mrozem śmierci, w wichurze bujnych, popielatych włosów rozlany był cichy, błogi uśmiech…

– Udar serca – wytłumaczył stojący obok lekarz. – Dziś o północy.

Uczułem ostry, kłujący ból w lewej piersi. Odruchowo podniosłem oczy na zegar ścienny nad sofą. – I on stanął w tragicznej chwili, i on wskazywał dwunastą.

Usiadłem na sofie przy zmarłym.

– Czy zaraz stracił przytomność? – zwróciłem się do lekarza.

– Na miejscu, śmierć nastąpiła równo o dwunastej w nocy w chwili nadawania depeszy przez telefon. Gdy dziesięć minut po północy przybyłem zawezwany przez drożnika, pan naczelnik już nie żył.

– Czy kto telegrafował do mnie między drugą a trzecią? – zapytałem wpatrzony w twarz Joszta.

Obecni spojrzeli po sobie zdumieni.

– Nie – odpowiedział asystent – to wykluczone. Wszedłem do tego pokoju koło pierwszej, by objąć funkcje po zmarłym, i odtąd nie opuściłem lokalu służbowego ani na chwilę. Nie, panie naczelniku – ani ja, ani nikt inny ze służby tej nocy nie używał telegraficznego aparatu.

– A jednak – rzekłem półgłosem – dziś w nocy między drugą a trzecią odebrałem depeszę ze Szczytnisk.

Zapadło głuche, kamienne milczenie.

Jakaś słaba, niedołężna myśl przebierała się z trudem do świadomości…

– List!

Sięgnąłem do kieszeni, rozdarłem kopertę. – Był przeznaczony dla mnie. Oto, co pisał Joszt:

„Ultima Thule, 13 lipca.

Drogi Romku!

Mam zginąć wkrótce, nagle. Człowiekiem, którego dziś we śnie widziałem w jednym z okien rudery, byłem ja sam. Może niebawem spełnię swą misję, a ciebie wybiorę na pośrednika. Opowiesz ludziom, dasz świadectwo prawdzie. Może uwierzą, że jest świat inny… Jeśli zdołam. – Żegnaj! Nie! Do widzenia – kiedyś po tamtej stronie…

Kazimierz”

1

stawidło – zwrotnica. [przypis edytorski]

Do tyłu

2

relsy – szyny. [przypis edytorski]

Do tyłu

3

pensja – tu: renta. [przypis edytorski]

Do tyłu

4

staje – daw. miara odległości. [przypis edytorski]

Do tyłu

5

jeno (daw.) – tylko. [przypis edytorski]

Do tyłu

6

szuter – drobno pokruszone kamienie. [przypis edytorski]

Do tyłu

7

czerwy – dziś popr. forma B.lm: czerwie. [przypis edytorski]

Do tyłu

8

szynel – rodzaj płaszcza męskiego z przełomu XIX i XX w. [przypis edytorski]

Do tyłu

9

szynel – rodzaj męskiego płaszcza, popularnego w Rosji na przełomie XIX i XX w. [przypis edytorski]

Do tyłu

10

Szygoń – bohater opowiadania St. Grabińskiego Demon ruchu. [przypis edytorski]

Do tyłu

11

mimo (daw.) – obok. [przypis edytorski]

Do tyłu

12

lubo (daw.) – chociaż. [przypis edytorski]

Do tyłu

13

coupé (fr.) – przedział kolejowy. [przypis edytorski]

Do tyłu

14

kuluar (z fr.) – korytarz. [przypis edytorski]

Do tyłu

15

kresowy – tu: końcowy. [przypis edytorski]

Do tyłu

16

chyżość – dziś: prędkość. [przypis edytorski]

Do tyłu

17

stawidło – zwrotnica. [przypis edytorski]

Do tyłu

18

jaszczyk – wóz z okutą skrzynią. [przypis edytorski]

Do tyłu

Страница 36 из 38

Вам также может понравиться

Страница 1 из 7

Назад127Далее