Загрузка...

AI-разбор доступен после входа

Суть книги, пересказ, главный конфликт, ключевые идеи, вывод, кому полезна, главные темы, персонажи и цитаты можно получить после входа в BookRa.

auto_awesomeПолучить AI-разбор

О книге

Rody Trzasków i Zbrojów zwaśnione są od dawna. Basia, najstarsza córka Trzaski, i Staszek, jedyny syn Zbroi, są w sobie zakochani, ale ich rodzice nie zgadzają się na ten związek.Trzaska w końcu odsyła Basię do Krakowa, rodzi mu się też kolejna córeczka. W dniu jej narodzin, wieczorem, zjawia się tajemniczy przybysz. Zadowolony z gościny obiecuje zostać ojcem chrzestnym dziecka. Zbroja i Trzaska złorzeczą sobie nadal, ale nie wiedzą, że los niebawem wystawi ich na próbę. Czy Basia i Staszek otrzymają swoją szansę?Trzaska i Zbroja to jedna z powieści historycznych dla dzieci autorstwa Antoniny Domańskiej, tworzącej na początku I połowy XX wieku. Utwór powstał w 1913 roku. Pisarka zasłynęła jako autorka tego typu utworów prozatorskich, w których przystępną fabułę, bliską dziecięcej rzeczywistości, łączyła z faktami historycznymi.

Дата написания1970-01-01
Язык книгиpl
Возрастное ограничение0+

Читать онлайн

Страница 14 из 16

– E, gorzej.

– Kiej nie widzę nikogo.

– A ja?

Wielkie szczęście, że Jacentowa nie odebrała była jeszcze dziecka z rąk Zbroiny, bo by je niechybnie puściła na ziemię z przerażenia.

Weszli wszyscy za księdzem do przedsionka, a po wstępnych modlitwach do kościoła, ku chrzcielnicy.

Staszek, ma się rozumieć, musiał zostać przy koniach, a Basia pośliznęła się na progu i tak się jej coś zrobiło w nogę, że ani kroku nie mogła postąpić. Zły to człowiek, co nie czuje litości w sercu, widząc ból bliźniego. Młody Zbroja miał serce strasznie miłosierne, jednym susem już był przy dziewczynie.

– Baśka, cudności moje, rozłączyli nas!

– Rozłączyli nas!

– Cnęło ci się beze mnie?

– Jużci.

– Rada byś wrócić na Łobzów?

– Oj, rada!

– Może się teraz jako odmieni na lepsze, bo po tym nieszczęściu ojcowie się pogodzili.

– Po jakim nieszczęściu?

– Nie ma czasu, nie ma czasu. Ochrzczą dziecko, wyjdą z kościoła, a my się nie nagadamy.

– Jużci.

– Wiesz, a gdybyśmy się tak oboje rzucili do nóg najpierw twemu tatusiowi, a potem mojemu.

– Rzućmy się oboje!

– Może ich Pan Jezus nakłoni ku nam.

– Może nakłoni.

– Żebyś ty wiedziała, jakie jam bicie dostał wczoraj, skroś ciebie125!

– O, ludzie na świecie!

– Ale to było jeszcze przed rozwaleniem chałupy.

– Rany. Jakiej chałupy?!

– Nie stójmy tu, ludzie na nas patrzą.

Cofnęli się w głąb kruchty, gdzie nie było żywej duszy.

– A konie?

– Podsypalem im owsa, nie ruszą.

– O, mójeś ty biedny! …

– O, mojaś ty biedna! …

Basia oparła czoło po prawej stronie nagrobka Zuzanny Tursowej, żony sławetnego majstra bednarskiego126, Staszek oparł czoło po lewej stronie nagrobka Zuzanny Tursowej i rozbeczeli się jak małe dzieci.

Od chrzcielnicy szedł król, parę kroków poza nim chłopi. Zatrzymał się na najwyższym schodzie cichutko i patrzył. Gdy jednak płacz nie ustawał, owszem, zanosiło się na dłuższą ulewę, odchrząknął srogim głosem.

Rozskoczyli się bardzo zawstydzeni.

– Czy to ci, coście o nich śpiewali, wójtowa? – zapytał Zbroiny.

– A jakże, miłościwy panie. Żal serce ściska nad onymi dzieciarni.

– A zuchwalce jedne nieopamiętane! Tom ja was na to rozdzielił, cobyście się aż w kościele szukali?! – krzyknął Wojciech, teraz dopiero spostrzegając winowajców, których mu król swoją osobą zasłonił. – Wracaj mi zaraz do ciotki i siedź tam kamieniem, póki nie przyjdę!

– Poczekajcie no, kumie, chwileczkę. Kiedym poznał najmłodszą córusię waszą, niechże się przyjrzę i starszej – rzekł król, biorąc Basię za rękę. – Cale foremna Trzaseczka, jakże ci to?

– Ba… Baśka…

– Przyznaj no się, Basiu, ale szczerze. Czegoście płakali tam, w kącie?

– Bo…

– Wstydać się nie trzeba, ino kłamać nie wolno.

– Bo… bo się… miłujemy! – I zakryła twarz łokciem.

– Niechże mi kto powie, o co tu łzy wylewać? Prawda, Pawłowa?

– Miłościwy panie, z tego nic być nie może, nic nie będzie, to już dawno zakończone, nie warto kłopotać królewskiej osoby – rzekł Trzaska tonem stanowczym, kłaniając się do ziemi.

– Pawłowa, powiadajcież, o co tu chodzi?

– Ano tedy pierwej tak było, że mój nie chciał za nic dziewuchy Trzasków za synowę. Potem Paweł spokorniał i sam o nią prosił dla Staszka, to zasię Wojciech ani o tym słuchać nie chce. Wiadomo każdemu, że co chłop, to kozioł127.

– Więc jakże będzie? – pytał król.

– Panie najdobrotliwszy – rzekł Trzaska pokornie – moja upartość nie z głupoty, ino z zastanowienia i z rozmysłu. Zbroja pan całą gębą i jedynaka syna ma, a my biedaki. W łaty się odziewamy, głodem przymieramy, niedola nas uciska. Nie dam dziecka i nie dam, boby mógł przyjść taki dzień, Coby jej kto nędzę rodzicielów wypominał. Ja ojciec, nie odbierajcie mi, królu, ojcowskiego prawa.

– Niech mię Bóg broni, abym was chciał przymuszać. Ja ino proszę. A ku pamięci dzisiejszego świętego obrządku darowuję wam dziesięć morgów pola w Łobzowie i drzewo z moich lasów na nową chałupę.

– O, raju! Tolim niegodzien takiej łaski… Za co mnie, królu, darzycie, kiedy, się wam sprzeciwiam i od swego nie ustępuję?

– To ustąpcie ten jeden raz, ino ten jeden. Słyszeliście, co gadała Zbroina? Że każdy chłop, to kozioł. Królowi też się zdarza niekiedy, że chce postawić na swoim. Jak by się tedy przytrafiło, żeby wasza Baśka szła za mąż, na co się cale nie zanosi, to w dzień pierwszej zapowiedzi dostanie trzy kopy czeskich groszy i dwie krowy na zaczątek gospodarstwa.

Zbroja szturchnął Trzaskę pod bok.

– No, Wojciechu, nie zacinajcie zębów po swojemu. Padnijmy na kolana proch ucałować przed stopami króla miłościwego i niechże będzie pierwsza zapowiedź na przyszłą niedzielę.

– Zgadzam się, ino…

– Cóżeście se nowego umyślili?

Trzaska przypadł do nóg królewskich.

– Jednego się domagam, panie najmiłościwszy: nie dawajcie ani groszy, ani krówek. Ja woli swojej za nijakie pieniądze, za nijakie podarunki nie przedam, ino wam, panu, królowi, ojcu, z miłującego, pokornego serca to swoje bogactwo za darmo podaruję.

– A ja przyjmuję bardzo wdzięcznie – odparł król.

– Baśka, Staszek! Tutaj, przed oblicznością królewską zezwalam na wasze zaślubiny. A że bez pół128 niczego nie umiem czynić, tedy przypominam, że do adwentu ino trzy tygodnie. Kiej wam pilno, to się śpieszcie.

– Ale, ale, kumo – rzekł Kazimierz, jakby sobie coś przypominając – nie dziwujcie się ani se głowy nie kłopotajcie, gdy ujrzycie jutro rano przed swoim progiem dwie kury i woreczek z grosiwem. Nie może przyjąć siostrzenica, musi brać ciotka. Co raz darowane, tego się nie cofa.

– Rety! A gdzież ja bydlątka podzieję? Matko święta! …

– Wiem, że stajenki nie macie. Dajcie krówki Basi na chowanie, a czeskie zatrzymajcie dla siebie.

– Ee, miłościwy królu-kumotrze, to niech już idzie jedno za drugim. Na co mnie, starej, tyle grosza!

– Wola wasza. Ja tu nic nie rozsądzam. Róbcie, jak się wam zda.

– Takeście mnie szpetnie podeszli, miłościwy panie – odezwał się Trzaska, drapiąc się w głowę. – A ja was prosiłem…

– Strzeżcie się zuchwałej mowy. Musiałbym was ukarać i jeszcze jaką parę koni Jacentowej podarować.

Podanie ludowe wspomina krótko, że król Kazimierz Wielki trzymał raz do chrztu dziecko Trzaski, chłopa z Łobzowa. Drugie podanie opowiada, że za krzywdę wyrządzoną Zbroi, któremu kazała chatę rozwalić, wypędził król Rokiczanę precz z Polski.

Potomkowie owych Zbrojów i Trzasków żyją do dnia dzisiejszego licznie rozrodzeni w Łobzowie i Bronowicach, a jakiś prawnuk Pawła był w roku 1912 wójtem na Krowodrzy.

Страница 14 из 16

Вам также может понравиться

Страница 1 из 7

Назад127Далее