Загрузка...

AI-разбор доступен после входа

Суть книги, пересказ, главный конфликт, ключевые идеи, вывод, кому полезна, главные темы, персонажи и цитаты можно получить после входа в BookRa.

auto_awesomeПолучить AI-разбор

О книге

Ciesz się klasyką! Miłego czytania!

Дата написания1970-01-01
Язык книгиpl
Возрастное ограничение0+

Читать онлайн

Страница 7 из 11

VIII

Straszna twarz Lambra łamana cierpieniem, Otworzył usta, chciał mówić – i nie mógł… A potem słowo złamane westchnieniem, To słowo „żyję” rzucił z głębi łona… I wstał z dywanu – wyciągnął ramiona, Widać, że walczył ze snem i sen przemógł. Spojrzał wokoło… „Paziu! daj mi czarę; Za mało trucizn zapalonych piłem, Bo myślą ziemską we śnie się rozbiłem… Że nie zginąłem, życie mam za karę; A to piekielna kara niebios – życie… Być w świecie dźwiękiem rozwiązanej struny, Co razi serca tonące w zachwycie! Być jako wieko przysypanej truny, Co zrazu każdej garści zapomnienia Posępnym, głuchym jękiem odpowiada; A potem milczy… Paziu, chcę marzenia! Lej mi trucizny, pić będę – pić będę, Póki się wszystkich myśli nie pozbędę, I tej ostatniej, co serce przejada. Paziu, daj czarę…” — „Próżno błagasz, panie; Tej czary żadna nie zdobędzie siła; Bo dziś, jak niosło twoje rozkazanie, Jam czarę (kłamał) do morza wrzuci…” — Nie skończył, Lambra przerażony wzrokiem; Bo korsarz drżące wyciągnął ramiona I pochylony naprzód stąpił krokiem, Patrzał w twarz pazia i krzyknął: „To ona… O nie! to widmo z piekielnej otchłani, To mi upiora przysłali szatani, Aby tak za mną wiecznie szedł po świecie… Ha! wy anieli piekieł! wy nie wiecie, Że ona żyje – i tylko dziś rano W jej szaty lalkę ubrałem słomianą; I tym podstępem omyliłem straże, Palnego statku Turcy nie poznali…56 O! gdyby ona spłonęła w pożarze, Chciałżebym z morskiej wynurzyć się fali? … Po cóż te widmo? … we mnie – lub koło mnie Wiecznie i wiecznie – czemuż ludzi twarze W jej twarz się mienią? Paziu! chodź tu do mnie, Chodź! niech przy lampie…” Lecz paź nieprzytomnie Nalewał napój w pozłacaną czarę I z drżącej ręki nie liczonych wiele Kropel trucizny upadło nad miarę. I szedł zachwiany, i stąpał nieśmiele, Jakby od blasku ręką zakrył oczy; I tak przed lampą stanął – że ją cieniem Swojej postaci nachylonej mroczy… Lambro miał usta spalone pragnieniem; Oczy, sennymi tłoczone ciężary, Z oblicza pazia – upadły w głąb czary.

IX

Wypił. Wnet całe spłonęło mu lice, W tym blasku, w oka obłąkanym rzucie Nieodgadnioną widać tajemnicę; Jakby niepewne boleści przeczucie. Znów mu się senne ukazały barwy, Ciemno-ognista i miesięcznej bieli: I znów te same widział Kleftów larwy. Stanął w ich kole, słuchał – lecz milczeli. A przed Kleftami stali dwaj anieli; Jeden ognisty jak piorunu strzała, Bezkarnie wzrokiem człowieka nie tknięty, Był w Lambra myśli jako płód poczęty I nie mógł w zmysłów narodzić się świecie. Drugiego istność księżycowa – biała — Miał skrzydła u głów, u rąk, u stóp trzecie57. Widać, że kiedyś był Boga aniołem, Lecz barwy skrzydeł spłowiały, pobladły, Musiał je zrosić ów anioł upadły We łzach człowieka nad świata padołem. Ma w ręku czarę, z której błękitnawy Płomyk wytryska i lice mu bieli… I w ciszy Lambra marzeń dwaj anieli Śpiewali razem hymn straszny i krwawy.

Hymn anioła

Falo ludzi! falo ludzi! Przewracasz się, pienisz i mętna Bez wiatru usypiasz… któż ciebie obudzi? Czy sława paląca – czy miłość namiętna? Falo ludzi! falo ludzi! Przed tronami niższa czołem, Przerzedzona mieczem wroga; Gdy chciałaś się modlić i modlić do Boga, Modliłaś się do mnie, jam zemsty aniołem. O! byłem ja nieraz w ostatnim pacierzu Na ustach zmarłego… Ja stoję przy grobach, Gdy krewni przychodzą ubrani w żałobach, A kiedy się modlą po zmarłym rycerzu, Wzywają mnie więcej i więcej niż Boga. Płynęła od wschodu Szarańcza złowroga. Niszczona od głodu Na Stambuł upadła; Z tej chmury lazuru Jak ciemne widziadła Wybiło się wieży tysiące; I rzekłbyś, że wielkie olbrzymy milczące Szarańcze rozgniotły stopami z marmuru. A potem te mrące na głazach owady Stworzyły myśl w chmurze, co duszą jej była. I gryzły bezsilne z marmuru posady, I marły – a mrących myśl we mnie ożyła, Myśl zemsty mrącego narodu. A kto chce iść za mną, gdy nie śmie lud cały, Na inne uczucia niech lice58 ma z lodu; Gdy lud będzie milczał, do zemsty nieśmiały, Gdy grobów gęściejsze porosną cyprysy, Gdy głośne łez będą rozpacze; Ja śmiechem złamane pokażę mu rysy, Aż póki w nim śmiechu nie wzbudzę szatana; I będzie go zgraja przeklinać spłakana, Że z nimi na grobach nie płacze. Wylany ze łzami Mój duch obumiera, Mnie światło dnia plami, Mnie księżyc otwiera Jak kwiaty, co kwitną nocami. Ja czekam, aż Turki wychodzą z meczetu, I płynę w ich serca przed Bogiem otwarte. Ja jestem modlitwą na stali sztyletu. Ja mieczem ognistym anioła Wśród księgi wspomnienia zaginam tę kartę, Co o krew woła.

Hymn anioła

Gdzie kilka palm pustyni, gdzie wrące powietrze Drży przebiegane falą żółtawą płomyków, Tam ja byłem na spiekłym urodzony wietrze, Tam jak szakal pilnuję gryzących się szyków. A kiedy trupami pustynię pokryją, Nim księżyc się w niebie wyśrebrzy dwa razy, Szakale nocami pieśń sławy im wyją, Ja mszczę się umarłych – jam anioł zarazy59, I lecę ich żony zabijać i dzieci, Ażeby niedługo umarłych płakały. A moje skrzydło krwi plamami świeci, Ani ich w morza opłucze kryształy. I lecę miasta zamieniać w pustynie; A w miastach ludzie czują, że ja lecę W srebrnobłękitnej – w nadpowietrznej rzece, Co nad krętymi ulicami płynie. Z sułtana powracam ja grodu, Sto głów dziś sułtański ściął miecznik: A każda na postrach narodu Z bram miasta jak żółty słonecznik Spogląda za słońcem zachodu. I oczy wlepiły w mgłę białą, Co kraj im rodzinny zakrywa; I każda się zda jakby żywa, Krwią płaczą, gdy łez im nie stało. Zemsty natchnąłem je duchem, „Mścijcie się” – rzekłem – „dam broni…” Czarnym zarazy łańcuchem Sułtańskie grody związały, W meczetów zakradły się woni. Za bramy wybiegł lud cały, Na bramach była zaraza; Lud martwe dał jej pokłony. Głowy – jak królów korony Świecą na słupach z żelaza I mają poddanych – trupy. Z syryjskimi łupy, Ja okręt przez wały Po morza błękicie Do portu zawiałem. I stał oniemiały, Nie spuścił szalupy, A na żaglu szczycie, Nad cichymi trupy, Ja, anioł, siedziałem. Lud widząc bitny W grobów popiele, Chciałem, by groby otwarli. „Złoty aniele!” — Rzekli umarli — „Weź z naszych grobów płomyk błękitny I mścij się za nas”… Duch grobów wziąłem I lecę mściwy, Bo lud nieżywy Nazwał mnie zemsty aniołem. Skonały dzikie dwóch aniołów pienia. Lambro je we snach gorączkowych składał. Hymn ostatniego tak rymami spadał, Jak gdyby w piersi marzeń brakło tchnienia. Wstał – chciał się zbudzić – lecz padł na dywany. Usta mu tylko drżały blade, sine, Jakby chciał mówić – i wzrok obłąkany Przebiegał marzeń zamgloną krainę. A jego twarzy powleczonej w bieli Nawet szatani marzeń się przelękną. I rzekł: „O duchy! – o ciemni anieli! Wyście mi zemstę malowali piękną, Jak najpiękniejszą ze wschodnich odalisk60; Bo w moim sercu miłość zapaliła. Choć sny wygasną – ona będzie żyła, Dla niej utworzę – pośród myśli zwalisk Krainę czucia, brylantowy Eden… I nie sam będę… choć klasztorna krata Już mię na wieki rozdzieliła z Idą… Szalona zemsta! … burzę świat sam jeden; Mamże być znowu piekieł Danaidą61 I krew lać wiecznie do tej czary świata, Co się krwią nigdy napełnić nie może? — Czyż się beze mnie sam nie zemścisz, Boże? To są anieli twoi… ci… przede mną, Przynieśli na świat myśl wielką i ciemną, Całą na czołach ogniem wypisaną, Ale nie mogę wyłamać z niej słowa… Słuchajcie, ludy… mścić się nie za rano… Nie… dziś nie mogę – dziś mi cięży głowa… Jutro – dziś w marzeń upływam potopie… Jutro. – Lecz dzisiaj sennym wydrę cudom Myśl wielką… potem tę myśl zmartwychwstania Jak Kleopatry perłę w krwi roztopię W czarze z kryształu i dam czarę ludom… A one może w chwili obłąkania Odepchną czarę… wieczna im mogiła! Jeżeli czarę od siebie odrzucą, Jeżeli usta dlatego odwrócą, Że się w krwi ludzkiej myśl ta roztopiła, Chociaż tak była bezcenna i droga, Że o niej dotąd nie śnił nikt – prócz Boga… Lecz niech ją pojmę – niech przeniknę jasno, Niech mi z posianych rozkwitnie zarodów Zemsta człowieka i zemsta narodów… Jest w sercu… w myślach… moje myśli gasną… Znów mię ogniste porywa marzenie; Widzę je sercem i okiem zamkniętem, Powietrze zda się wielkim dyjamentem, W którym kolory grają i płomienie. Szatani! o ciemni szatani! Jak płyną wirem obrazy! To mój okręt korsarski na ciemnej otchłani W skrzydlate widmo się mieni; A z prawej strony anioł zarazy, A z lewej anioł ognisty, Liny z promieni… I morza obrus błękitno szklisty Nie łamie się w pianę pod statku piersiami, I okręt białymi nie szumi żaglami; I tylko czuję, że płynę Jak duchy w północną godzinę, Posępny, okryty mgłami. I mgła błękitna pobiela Uciekające wstecz brzegi, Topią się, nikną jak śniegi. Znów widne… tam palma drząca Jako kapłan Izraela Do cichej twarzy miesiąca Wznosi dłonie – twarz odwraca I mówi modlitwy szmerem. Anioł zemsty kieruje okrętowym sterem, Odbłyskiem swego lica ciemny brzeg pozłaca. Palmy się zamieniają w ogniste kolumny I brzeg cały przeraża pożarów ogromem, Tylko czarne cyprysy nie dotknięte gromem Stoją, zmarłego świata pilnujące trumny… A tam… Kolonny wybrzeże, Białe posągów narody. Wśród kolumn tureckie wieże, Na gmachach las ostów szumi Jak babilońskie ogrody, I szmerem głos modlitwy Mahometa tłumi, Głos, co się smutnym dźwiękiem po fali rozlewa. A tam, gdzie laur różowy, gdzie oliwne drzewa, Wybłysła jedna – druga i czwarta kolumna, Szczęty62 gmachów Jowisza63 ściętą mają głowę. Jakaż to jaskółka dumna Na te gzymsy marmurowe Zaniosła gniazdo? – Skonała W tych gmachach wiara i chwała, A ta jaskółka nie skona? O nie… to chata Santona64 Na gzymsów zawisła szczycie. Posępna wokoło cisza… Przed chatą postać derwisza W nieba skreślona błękicie, Jako posąg nieruchoma… Modli się… depcąc świątynie”. Lambro marzył… a w twarzy zgryzota widoma Czerni się i łza wstydu po licach mu płynie. Patrzał w anioła zemsty, w anioła zarazy, I oba stali cicho – posępnie jak głazy, I w ich postawach ogień potępieńców bladnie. „Gdy cały kraj powstanie, ta chata upadnie” — Rzekli… i okręt płynął na błękitne morze. „Tam z dala okryta mgłami Turków stolica w Bosforze. Tysiące gmachów – meczetów I tysiące minaretów Jakby złotymi głoskami Jakiś napis Alkoranu65 Pisały w nieba błękicie. „Zemstę będziemy winni przedwiecznemu Panu, Anioł zarazy siada na sofijskim szczycie I patrzy na stolicę… Gdzież sen mój? – ciemnieje. — Paziu, ty rozbić musiałeś zwierciadło, W którym czytałem wszystko na te oczy. Rozbić musiałeś – bo wszystko tak mgleje, Czerni się – pierżcha – rozbija – pobladło, I coraz grubiej wzrok mi się zamroczy, Tak że nie widzę nic, prócz myśli własnych… O męka! męka z tych obrazów jasnych W ciemność myślenia nagle wpaść oczyma! O jak głęboko pośród myśli tłumu Wzrok mój zabiega – jeszcze dna nie trzyma, To wzrok ocknienia… to promień rozumu Budzi się z marzeń piekielnych rozkuty…” Tu korsarz zamilkł – sam w sobie zamknięty, Długo na łożu leżał rozciągnięty, Potem się zerwał, krzyknął: „Jam otruty”.

Страница 7 из 11

Вам также может понравиться

Страница 1 из 4

Назад124Далее