Загрузка...

AI-разбор доступен после входа

Суть книги, пересказ, главный конфликт, ключевые идеи, вывод, кому полезна, главные темы, персонажи и цитаты можно получить после входа в BookRa.

auto_awesomeПолучить AI-разбор

О книге

Powieść dla dzieci autorstwa Janusza Korczaka, wydana po raz pierwszy w roku 1934, za pieniądze autora. Opowiada historię kilkuletniego chłopca, który zdołał wyćwiczyć w sobie umiejętność czarowania.Poza tym pozostaje jednak zwykłym dzieckiem, a swoje zdolności wykorzystuje głównie do psocenia i siania zamętu najpierw w szkole, a potem w całej Warszawie. Wkrótce musi stawić czoła konsekwencjom swoich działań: gdy dla odmiany postanowił zrobić coś pożytecznego i stworzył pałac na wiślanej wyspie, został zaatakowany przez wojsko jako osoba niebezpieczna dla porządku w kraju. W ten sposób zaczął się dla Kajtusia okres podróży zagranicznych, stanowiących zarazem jego drogę do dojrzałości. Kim nasz bohater zostanie u jej końca?

Дата написания1970-01-01
Язык книгиpl
Возрастное ограничение0+

Читать онлайн

Страница 2 из 48

„Ten nazwał mnie osłem, tamten smarkaczem. Ta wodą oblewa, tamten zerwał się do bicia. A dlaczego? Bo nie mam pieniędzy. Gdyby tak mieć złotówkę, wszyscy byliby grzeczni. I do kina wpuszczą. I wodę dadzą – nie tylko czystą, ale z sokiem”.

– Ile już było sklepów?

– Osiem.

– Nieprawda, bo dziewięć.

– Może się pomyliłem.

Zaczęli liczyć: razem z przekupką – dziewięć.

– No jazda!

Do następnego sklepu znów weszli razem.

– Proszę pokazać pasek.

Patrzy, przekłada, przymierza. Ogląda klamrę. Liczy dziurki. Chucha, wyciera. Grymasi.

Ten pasek za cienki, ten za ciemny, tamten za szeroki.

A panienka co jeden położy, to drugi zaraz chowa do pudła.

„Boi się, że ukradnę” – pomyślał Kajtuś.

Nic dziwnego. Różni się w sklepach kręcą. Przychodzą – nudzą – nie kupują. I naprawdę ukraść próbują.

Kajtuś wie, ale się gniewa, że podejrzewają.

A o koledze myśli:

„Jaki on teraz odważny. Wchodzi ze mną razem, a gęby nie umie otworzyć”.

Ano, wybrał pasek: ładny skautowski8.

– Ile kosztuje?

– Dwa złote pięćdziesiąt groszy.

– Za drogo.

– Ile kawaler myślał?

– Kolega kupił taki za czterdzieści groszy.

– To idź tam, gdzie kupił kolega.

– Dobrze, pójdziemy.

– Znaleźli się mądrale. Jeden wybiera, a drugi się rozgląda. Znamy was.

– I ja panią znam.

Nawymyślała i przegoniła.

– A co byś zrobił, gdyby oddała?

– Głupi jesteś.

Kajtuś wie, co by zrobił. Szukałby po kieszeniach, niby że zgubił pieniądze.

Ale mówić nie chce, niech się sam domyśli.

– Więc jutro fundujesz kino.

Zatrzymał się i czeka na odpowiedź.

Kolega się zawahał.

– Poproszę ojca, pewnie da.

– A jak nie da?

– To już na pewno w przyszłą niedzielę.

Kajtuś skrzywił się i machnął niechętnie ręką. Pomyślał:

„Ot, zakładaj się z takim szczeniakiem…”

W sklepie z papierosami pożałowali Kajtusia.

Stanął nieśmiało w kącie i czapkę gryzie.

– Czego chcesz, mały?

– Kiedy się wstydzę.

– Mów, nic ci nie zrobię.

– Bo majster kazał kupić trzy papierosy.

– Jakie?

– Brzydko się nazywają.

– Gadaj śmiało.

– Powiedział, że nabije9, jak nie przyniosę.

– Więc powiedz.

– „Psia morda” się nazywają.

I zakrył czapką oczy.

– Upił się twój majster. Niech się wyśpi.

– Właśnie się już obudził.

– Ty ze wsi? – zapytała się pani.

– A ze wsi, proszę pani.

– Zaraz znać: nieśmiały. Ot, wysyłają dzieciaka do miasta na poniewierkę.

– Już chyba pójdę – mówi Kajtuś.

– Ty pewnie głodny?

– Nie, nie głodny.

– Masz bułkę. Weź, sierotko.

A Kajtusiowi, czy z żalu, czy z tego zmęczenia, łzy napłynęły do oczu.

– Nie wstydź się, weź.

– Nie wezmę.

Prędko się wyniósł.

– Czego płaczesz?

– No… Mucha czy coś – wpadło mi do oka.

Nareszcie. Ostatni sklep, dwunasty. Pralnia.

Nie chciał wejść, bo woli delikatniejsze sklepy. Ale kolega namówił.

– Wejdź. Nie bój się. Już koniec.

Nie boi się. Nieostrożny.

– Przepraszam. Czy można wyprasować kota?

– Kota? – zdziwiły się panny.

– Tak. Zdechłego. Z ogonem.

A nie zauważył, że koło drzwi siedzi narzeczony panien. A ten cap go za kark.

– Poczekaj. Ciebie wyprasujemy. Dawaj, Franka, gorące żelazko.

Silny. Mocno trzyma. Położył Kajtusia na deskę do prasowania.

– Czego pan chce?

– To jest wypchany kot.

Nie wyrywa się, tylko prosi:

– Niech pan puści.

Zlitowała się panna Frania.

– Puść go, głuptasa.

– Nie głupi on. Cwaniak, struga tylko wariata.

– A ja mówię, że nie. Dobrze mu z oczu patrzy.

– Ja wszystko wytłumaczę – jęczy Kajtuś.

– Dobrze, więc co to za zdechły kot?

Patrzy Kajtuś, że drzwi otwarte.

Dobrze, że teczkę oddał koledze: lżej było uciekać.

– Poczekaj! Spotkamy się. Poznam cię. Dostaniesz za swoje.

Dogonił go kolega.

– Cóżeś tak uciekał?

– Widać, że trzeba było10.

– Nie powiesz?

– Nie wymówiłeś11, że mam opowiadać. Dawaj teczkę. I sam sobie idź do kina. Ciesz się, żeś ze mną nie wszedł: dostałbyś, łamago.

Rozeszli się pogniewani. Nie pierwsza kłótnia Kajtusia.

I nie pierwszy zakład. Bo lubi się Kajtuś zakładać.

Rozmawiali raz w szkole o meczu.

Co ciekawsze: mecz czy kino? Czy kąpiel, czy łódka? Rower czy ślizgawka?

Mówi Kajtuś, że filmy dorosłych zawsze kończą się całowaniem.

– Chodź, pokażę ci, jak się całują.

– Chłopaka nie sztuka, ty pannę pocałuj.

– Oo, mądry. Sam spróbuj.

– Myślisz, że nie? Więc dobrze: załóż się o porcję lodów.

– Dobrze: daj rękę.

Ano, ostatnia lekcja.

Dzwonek. Spakowali książki.

Podwórko. Brama. Ulica.

– Wy idźcie za mną.

A sam naprzód.

Żałuje, że się założył.

Małej nie chce zaczepiać. Przykro. Bo się nastraszy. Zresztą powiedział, że „panna”. Więc duża.

Jak to zrobić? Idzie. Rozgląda się.

Idzie. Patrzy. Myśli. Patrzy. Czeka.

– Ta nie. I ta nie.

Mniejsza o te lody, ale wstyd przegrać. Musi postawić na swoim.

Aż nareszcie są.

Dwie. Uczennice. I starsze. Śmieją się. Rozmawiają. Nie spieszą się.

Jedna drugą nazwała Zośką.

Powiada:

– Słuchaj, Zośka, jak znów przyjdziesz…

Więcej Kajtuś nie słyszał. Ale ma plan.

Dał ręką znak, że zaczyna. Przeszedł na drugą stronę, wyprzedził je i wrócił – i prosto na spotkanie.

Idzie. Głowę zwiesił, niby zamyślony.

Już je mija. Nagle staje. Spojrzał.

– Ooo, Zośka! Kiedy przyjechałaś?

Ona patrzy. Stoi zdziwiona.

A on – hop! Objął za szyję – i pac! Pocałował.

Głupia – jeszcze się nachyliła. Tak się pysznie udało.

Dopiero oprzytomniała.

– Ty co za jeden?

– Ja? Ano Kajtuś.

– Co znów za Kajtuś?

– Nic – taki chłopak.

Oblizuje się, że niby pocałunek smaczny.

I w nogi.

One patrzą, dziwią się – aż się domyśliły.

– Poczekaj, andrusie12!

– A to zuchwały chłopak!

– Skąd wiedział, jak się nazywam?

Kolega był wtedy honorowy.

Był honorowy i miał dwadzieścia groszy.

Podzielili się lodami po równo.

Trzeci też dostał, choć mu się nie należało.

Już taki jest Kajtuś.

Niecierpliwy. Odważny. W głowie różne pomysły.

Był taki, zanim jeszcze zaczął chodzić do szkoły.

Był taki, zanim jeszcze stał się czarodziejem.

Страница 2 из 48

Вам также может понравиться

Страница 1 из 7

Назад127Далее