Загрузка...

AI-разбор доступен после входа

Суть книги, пересказ, главный конфликт, ключевые идеи, вывод, кому полезна, главные темы, персонажи и цитаты можно получить после входа в BookRa.

auto_awesomeПолучить AI-разбор

О книге

Powieść dla dzieci autorstwa Janusza Korczaka, wydana po raz pierwszy w roku 1934, za pieniądze autora. Opowiada historię kilkuletniego chłopca, który zdołał wyćwiczyć w sobie umiejętność czarowania.Poza tym pozostaje jednak zwykłym dzieckiem, a swoje zdolności wykorzystuje głównie do psocenia i siania zamętu najpierw w szkole, a potem w całej Warszawie. Wkrótce musi stawić czoła konsekwencjom swoich działań: gdy dla odmiany postanowił zrobić coś pożytecznego i stworzył pałac na wiślanej wyspie, został zaatakowany przez wojsko jako osoba niebezpieczna dla porządku w kraju. W ten sposób zaczął się dla Kajtusia okres podróży zagranicznych, stanowiących zarazem jego drogę do dojrzałości. Kim nasz bohater zostanie u jej końca?

Дата написания1970-01-01
Язык книгиpl
Возрастное ограничение0+

Читать онлайн

Страница 3 из 48

Rozdział drugi

Skargi na Kajtusia – Blizny – Antoś czy Kajtuś? – Papierosy pali – Mysz koło pieca

Skargi i skargi na Kajtusia.

– Utrapienie z chłopakiem – wzdycha mama.

– Nie biłem, ale jak stracę cierpliwość – grozi ojciec.

– Dobrze mu z oczu patrzy – uśmiecha się babcia.

– Głowę ma dobrą – mówi ojciec.

– Do wszystkiego ciekawy – dodaje mama.

– W dziadka się wrodził – uśmiecha się babcia.

Skargi i skargi.

Mówi stróż, że z okna rzucił śledzia na głowę gospodarza domu.

– Rzuciłeś?

– Nieprawda.

Po pierwsze: wcale nie śledź, a tylko ogon śledzia.

Po drugie: nie na głowę, a na kapelusz.

Po trzecie: nie z okna, a przez poręcz schodów.

Po czwarte: nie Kajtuś, a inny chłopak.

W dodatku nie trafił – niezdara.

Powiada stróż, że pogasił światła na wszystkich schodach.

– Nieprawda. Wcale nie na wszystkich, a tylko w jednej sieni. Skąd stróż wie, że akurat ja? Może kto inny? Może kto jeszcze? Może dziewczynka zgasiła, a nie chłopiec? Może strażak zgasił? Są przecież w Warszawie strażacy.

Mówi stróż, że Kajtuś dzwoni i ucieka.

– Dzwonię, tak, ale w innych bramach. Nie w naszej. Raz dzwoniłem, dawno.

– Dlaczego dzwonisz?

– Tak jakoś.

Bo chce wiedzieć, czy dzwonek nie zepsuty. Czasem z nudów. Czasem ze złości, że idzie do szkoły, a głupi dzwonek wisi sobie jak hrabia i nic nie robi.

Mówi stróż:

– Wyrwał kamień, powyginał rynnę.

To już zupełnie kłamstwo.

Wie nawet, kto to zrobił.

– Ja sanki zbijałem, ale młotkiem, wcale nie kamieniem. A deskę oparłem o schowek, a nie o rynnę.

Ma świadka. Może przyprowadzić chłopca, który mu młotek pożyczył i deskę trzymał.

Znów przychodzą na skargę.

– Szybę stłukł. Kamień rzucił.

– Widziałem, jak uciekał. W psa rzucił.

– Nie w psa, a w kota. Nie kamień, a kawałek cegły. Zupełnie inny chłopak wybił szybę kamieniem. – Tylko uciekli razem.

Wie kto, ale nie powie.

– Dlaczego ta pani dobrze nie widzi?

A jeszcze przychodzi na skargę i każe płacić za szybę?

Bo wygląda tak, że już nikt nic złego, tylko wszystko Kajtuś.

Są przecież gorsi od niego.

Mówią:

„Jeżeli sam nie zrobił, to jeden z jego koleżków”.

Więc co? Za wszystkich ma odpowiadać czy tylko za siebie?

Był mały.

Do szkoły jeszcze nie chodził.

Poszedł kąpać się w rzece.

Ubranie zostawił na piasku.

Ano, pływa – potem wychodzi z wody. I widzi z daleka, jak uciekają łobuzy.

Wszystko zabrali: spodnie, buty, czapkę, nawet koszulę.

Pan się zlitował, owinął w swoją marynarkę i zaniósł Kajtusia do domu.

I była awantura, że no.

Złodzieje też są między chłopakami.

A Kajtuś nie ruszy cudzego. Brzydzi się złodzieja.

Miał tylko różne przygody.

Kiedy żyła Helenka, skakali ze schodów; z jednego, z dwóch, z trzech, z czterech i z pięciu.

Chciał pokazać, że skoczy bez trzymania za poręcz.

I pokazał: skoczył z pięciu schodków. Byłoby się udało, ale miał nowe buty… śliskie podeszwy…

Potem długo leżał w łóżku.

Teraz na głowie włosy mu w tym miejscu nie rosną.

To się nazywa blizna.

Drugą bliznę ma Kajtuś na nodze, bo go pies rzeźnika pokąsał.

Bo mówili chłopcy, że pies się nie da pogłaskać.

– Zły pies.

– Spróbuję ostrożnie. Może się uda.

Spróbował ostrożnie. I nie udało się.

Założył się, że przeleci przed tramwajem.

– Możesz się przewrócić. Daj lepiej spokój.

– Czego się mam przewrócić?

– Nie zdążysz.

– To się załóż.

Ale zakład nie został rozegrany. Motorniczy w porę zatrzymał, zahamował tramwaj; ale policjant przyprowadził Kajtusia do domu.

Zabronili mu cały tydzień na podwórko wychodzić.

Raz sam został w mieszkaniu.

Chciał zrobić niespodziankę: że porąbie drzewo siekierą.

I też się nie udało.

To już trzecia blizna Kajtusia, na palcu lewej ręki.

A mogło być jeszcze gorzej. Bo znów w domu został. I chciał lampkę zapalić przed obrazem.

Zapaliła się firanka. Ale akurat babcia weszła i ogień zgasiła.

Już taką ma Kajtuś naturę, że musi widzieć, wiedzieć, a potem sam spróbować.

Opowiedziała mu mama bajkę o Ali Babie.

Ali Baba był to wódz rozbójników.

Arabski zbójca. Czterdziestu ich było. Ali Baba dowódca – herszt.

Mieli zbójcy w lesie piwnicę. Nazywała się ta piwnica – Sezam. Tam chowali skarby zrabowane. Tam worki z dukatami13 i złoto, i drogie kamienie, i brylanty.

Do piwnicy prowadzą tajemnicze drzwi.

Jeżeli powiedzieć: „Sezamie, otwórz się!”, drzwi same się otwierają.

Bajka bardzo ciekawa.

Ano.

Leży Kajtuś w łóżku i myśli o skarbach ukrytych.

Aż potem pyta się ojca:

– Czy są skarby prawdziwe?

Nie w bajce, a naprawdę.

Bo gdy mu mama i babcia dobrze nie wytłumaczą, chce sprawdzić u ojca.

– Są skarby – mówi ojciec. – Były wojny na ziemiach naszych. Nieprzyjaciel palił i rabował, a ludzie zakopywali, co cenne. Nawet niedawno pisali w gazetach, że w polu znaleźli garnek z monetami.

Mówi ojciec, że minister drukuje papierowe pieniądze, bo złoto za ciężkie do noszenia: więc sztaby złota leżą schowane w piwnicach.

Tego Kajtuś nie zrozumiał dobrze, bo było za trudne. A może był wtedy śpiący.

– No, trzeba spróbować.

Dobrze. Idzie z babcią do piwnicy po węgiel.

Schodzi się pod ziemię. A tam drzwi i długi korytarz. A tam różne małe drzwi, do każdej piwnicy osobno.

Babcia zapaliła świecę. Idą. A w kącie korytarza stoi beczka.

Schował się Kajtuś za beczkę.

Babcia wzięła węgiel do kubełka i wychodzi. A Kajtusia nie ma.

Woła babcia:

– Antoś, Antoś!

Gdzie się chłopak podział?

A on przykucnął za beczką i czeka cicho.

Myśli babcia: „Pewnie już na podwórku”. I zamknęła piwnicę na kłódkę.

Został Kajtuś w ciemnym korytarzu. Ale się nie boi. Myśli, czy aby uradzi14 ciężką sztabę złota.

Szuka w beczce: pusta.

Namacał pierwsze drzwi i mówi:

– Otwórz się, Sezamie.

Nic. Namacał drugie drzwi:

– Otwórz się, Sezamie.

Znów nic.

Idzie, wraca. Ciemno.

Kręci się, szuka. Już nawet nie wie, gdzie jest. Sam jeden tak błądzi. Ciemno, cicho.

– Sezamie, otwórz się.

Ale zaczął płakać. Przestraszył się dopiero.

Bo może duchy albo szczury?

Mały był. Do szkoły jeszcze nie chodził.

Krzyczy, wali ręką w ścianę.

Myśli, że już się nie wydostanie.

– Mamo, babciu! …

I naprawdę mógł długo siedzieć, bo babcia go nie szukała. Bo czy to pierwszy raz Kajtuś na ulicę albo gdzie do sąsiadów?

Już mu głosu zabrakło.

– Babciu, tatku, mamo!

A na schodach ludzie nie słyszą, bo stukają butami. I Kajtuś stoi nie przy drzwiach, a na końcu, gdzieś koło beczki.

Ale listonosz przyszedł i w torbie listy układa. Stoi w sieni. Usłyszał. Słucha. Co to? Ktoś tam w piwnicy zamknięty.

Dzieciak chyba.

Zawołał.

Pytają się:

– Dlaczego nie odezwałeś się, kiedy cię babcia wołała? Dlaczego za beczkę wlazłeś?

Nie odpowiada.

Nie, żeby się kary bał.

Nie chce.

Nacierpiał się. A jeszcze go wyśmieją.

Oj, Antoś, Antoś. Zawsze jakieś figle.

Prawdziwe imię Kajtusia jest Antoś. Tak nazywają go w domu.

Kajtusiem został na podwórku między chłopakami.

Bo stoi raz przed bramą i pali papierosa.

Pociągnie i dmucha, pociągnie i dmucha.

A stara się, żeby dużo dymu było. Bo zapłacił pięć groszy, więc chce, żeby było ładnie.

Mógł kupić czekoladkę, ale papieros ciekawszy.

A ulicą przechodzi żołnierz.

Zatrzymał się, patrzy, śmieje się.

Mówi:

– No! Mały taki Kajtuś, a kurzy jak stary.

– Więc co?

Zawstydził się Antoś i obraził.

A chłopcy zaraz:

– Kajtuś, mały Kajtuś!

Źli byli, że nie dał pociągnąć. Sami bali się palić, ale zazdrościli.

Страница 3 из 48

Вам также может понравиться

Страница 1 из 7

Назад127Далее