Загрузка...

AI-разбор доступен после входа

Суть книги, пересказ, главный конфликт, ключевые идеи, вывод, кому полезна, главные темы, персонажи и цитаты можно получить после входа в BookRa.

auto_awesomeПолучить AI-разбор

О книге

Ciesz się klasyką! Miłego czytania!

Дата написания1970-01-01
Язык книгиpl
Возрастное ограничение12+

Читать онлайн

Страница 3 из 9

IX

Ludzie, po drzewach szukający wszędzie, Budzą słowiki i płoszą łabędzie. Już słychać szmery, już wrzawa szalona, Że graf otruty, że cierpi, że kona. Wreszcie okropna wieść do groty wpadła: Powiernik zaśmiał się – a pani zbladła I znów skościeli oboje na długo. Lecz kto by wtenczas ją widział z tym sługą, Kto by ją widział, kiedy przez kaskadę Blaski księżyca ją oblały blade, Kto by w jej usta już nie koralowe, Ale pobladłe, otwarte, surowe Spojrzał i słuchał, gdy tak stała cicha, Jak przez te usta serce w niej oddycha; Kto by usłyszał, z jakim dzikim wrzaskiem Wybiegła z ludźmi się spotkać i z blaskiem, I z obwinieniem, co na każdej twarzy Przy migającej się pochodni żarzy; Kto by w tej chwili, nie zalane łezką, Ale pięknością jasne nadniebieską Widział jej oczy, gdy je w gwiazdach trzyma Albo o męża pyta się oczyma: Ten by ją całkiem miał nie potępioną. Zepsutą była, niewierną – lecz żoną.

X

Jedne tam okno na zamkowej sali Od czerwonego księżyca się pali. To właśnie okno grafowskiej komnaty, Jak anioł blaskiem czerwonym skrzydlaty Stoi na zamku, patrzy na katusze I czeka, by wziąć z tego ciała duszę. U bramy zamku tłum pobladły czeka. Na drodze widać konnego człowieka, Jak czarny szatan z płomykiem na głowie; Otwierać bramy, nim się człek opowie! Bo to nie diabeł ani żadna jędza, To kozak pański konno wiezie księdza. Będziesz pamiętał ty, księże Prokopie, Jak się kozaczy koń przez jary kopie, Jak parska ogniem, jak daje szczupaka, Choć ma na sobie księdza i kozaka. Hej! hej! skrzypiąca brama się odmyka, Kozak na koniu przywiózł spowiednika; Przeskoczył diaków i bab bladych wianek, Wziął go za kaptur i rzucił na ganek. Sam idzie w tłumy, gdzie ponure gwary, Że ktoś na pana rzucił śmiertne czary. Kto? – Wszystkie oczy idą ku tej stronie, Gdzie u grafini w oknie lampa płonie. Wczoraj – widziano ją w grocie z wieczora Nie samą – mówią, że trup Wernyhora Przyszedł się pomścić za Lachów ojczyznę I z grobu przyniósł dla pani truciznę.

XI

Próżno ksiądz czeka u grafa podwoi, Zamknął się Wacław i ludzi się boi, I z małym synkiem sam na sam się pieści. Widziano pierwsze trucizny boleści, Sam mówił ludziom, że otruty kona, Potem służalców wygnał; nawet żona Wejść się nie waży, gdzie spoczywa chory, Bo sam ode drzwi zasunął zapory; A bramę chyba wyłamać wypada, Jak umrze. – U drzwi słuchają. – Graf gada. Czasem się jakiś głosek serafina Niebieską skargą ojcu przypomina; Czasem dwa tylko ciężkie odetchnienia, Jakieś żałosne szmery i westchnienia; I służebników tłum się niecierpliwi, Bo słońce weszło – oni jeszcze żywi. I dzień na strasznym zszedł oczekiwaniu, Na skargach ojca, na dziecka płakaniu; I księżyc weszedł, a ci dwaj straszliwi W tajemniczości nocnej jeszcze żywi. Śmierć ich mównymi uczyniła smutnie, Ich głos w zamknięciu jak dwie zgodne lutnie. Ci, co słuchali przez grube podwoje, Mówią, że więcej tam głosów niż dwoje.

XII

Od dawna wieści są i poszept głuchy, Że z grafem jakieś są po nocach duchy. Raz go widziano, jak przez zamku cienie Wodził za sobą dwa ciche płomienie, Skrawe, czerwone, piekielne straszydła, Mające oczy i włosy, i skrzydła. Ścigany przez nie wybiegał z komnaty Tylnymi drzwiami na ogród, na kwiaty; I raz go z wody wydobyła zgraja; Było to, mówią, w dzień trzeciego maja. Widziano, jak biegł przez łąkę w zawody, Ognie go, mówią, zagnały do wody. Widziano, jak się topił cały blady: Skądże ta rozpacz? i te ognioślady? Gdy ziemia w nowe kwiaty się ustraja, Gdy wszystko ciche w dzień wiośniany maja? A już to od lat wielu takie rzeczy; Nikt nie przysięgnie i nikt nie zaprzeczy, Wszyscy się boją wierzyć w takie dziwo. W młodości, słychać, zgrzeszył bardzo krzywo, Dlatego piorun za nim się pomyka, Owiewa skrami, straszy, lecz nie tyka, Tylko grobowym okrąży zapachem, Aby go zabić krwią albo przestrachem. A mówiąc o tym ludzie z twarzą bladą Dodają: Człowiek ten przewinił zdradą I sam się dzisiaj chce karać za zbrodnie, Sam przyzwał piekieł czerwone pochodnie; A kiedy przyjdą i nad łożem staną, On się nakrywa chustą krwią zbryzganą; W tej chuście niegdyś mu kozacka spisa13 Podała w nocy sąd na infamisa14, Gdy kraj zdradzony już był i rozdarty. Ta chusta i te pargaminu15 karty Leżą przy łożu koło puginału16 — Niech Bóg go broni w rozpaczy od szału! Biada! o biada, gdy przy łożu siędzie17 Śmierci przyczyna i śmierci narzędzie. To dość dla serca, co się samo dręczy — Widm nie potrzeba – sumnienie wyręczy. A rzecz straszniejsza! sumnienie Wacława Nabyło nawet nad uśpionym prawa; On w nocy wstaje i z otwartym okiem Po zamku chodzi niesłyszanym krokiem; Czasem pochodnią sobie świeci nocną; Oczy otwarte, wyiskrzone mocno; Lecz jakby co się roiło w zrennicy18, Ani w nich mgnienia, ani błyskawicy, Ani się światła bliskiego przelękną: A gdy się wpatrzą w co – zda się, że pękną.

Страница 3 из 9

Вам также может понравиться

Страница 1 из 4

Назад124Далее