Загрузка...

AI-разбор доступен после входа

Суть книги, пересказ, главный конфликт, ключевые идеи, вывод, кому полезна, главные темы, персонажи и цитаты можно получить после входа в BookRa.

auto_awesomeПолучить AI-разбор

О книге

Ciesz się klasyką! Miłego czytania!

Дата написания1970-01-01
Язык книгиpl
Возрастное ограничение0+

Читать онлайн

Страница 9 из 11

XIV

Bogini nocy przed blaskami świtu Gwiazdy z rozwianych strząsała warkoczy; Deszczem spadały do morza błękitu, Inne blask zorzy płonącej pochłonął. Lambro otworzył mgliste snami oczy: Półową czucia jeszcze we śnie tonął, Półową myśli sen przenikał zdradny, Rozkołysany pośród burzy wrażeń. Lecz boleść była nicią Aryjadny69, Po której wyszedł z labiryntu marzeń. A szatan ciemny, co się karmi łzami, Skąpy swych darów, żadnych nie uronił; I chwil boleściom ukradzionych snami Większym cierpieniem i bolem dogonił. Skoro w komnaty dzień przeniknął jasny, Lambro krew ujrzał, stał nad martwym ciałem I rzekł: „Sztyletu głowicę poznałem. To jam go zabił, to mój sztylet własny. Boże! czyż w świecie byłem tak splątany Z tym tłumem ludzi, że nawet samotny Umrzeć nie mogę? ale w tłum wmięszany Konam – i ludzie koło mnie padają Jak oberwany z drzewa liść stokrotny. O! boleść! boleść umierać ze zgrają Jak pod gruzami zawalonej ściany! Gdzie nawet śmierci ostatnie westchnienie Głośnymi jęki ludzi zagłuszone; Gdzie i ostatnie o zmarłym wspomnienie Nie na człowieka, lecz na tłum upada… Wzniosę ten zawój – pióra zakrwawione, Ujrzę twarz pazia, czy mściwa i blada?”

XV

Lambro schylony z drzeniem i nieśmiało Zdjął zawój pazia ze strusimi pióry… I uderzony jak gromem, o mało Nie padł na ziemię, gdy spotkał oczyma Na pół otwartej zrennicy lazury. Upuścił zawój – sztyletu się ima… Potem przypomniał śmierć… sztylet odrzucił… Bo miał na ustach gorycze napoju. I z obłąkaniem odszedł – i znów wrócił, I znów rękami od śmierci drzącemi Zdejmował zawój – wtenczas spod zawoju Włos uwolniony sypał się po ziemi Ze smutnym szmerem i dokoła twarzy Kładł się w tysiączne pierścienie rozwity. Okropny widok! Ta krew, co się warzy, Co poplamiła jej szat aksamity, Na twarzy smutek i miękka omdlałość, I przezroczysta alabastru białość; Kilka uwiędłych kwiatów w martwej dłoni Trzyma na piersiach – a drugą dłoń dała Jak spiące dziecko za węzgłowie skroni, W takiej postawie martwa, jakby spała.

XVI

Siły korsarza na pomoc zwołane, W serce wrzucone, z boleścią się łamią. On tak jak ludzie, co przed sobą kłamią Moc wielką duszy – wstydzi się cierpienia. A gdy mu własne serce zlitowane Niosło jałmużnę łez i użalenia; On ją odrzucił – on sercem hartownie Boleści ciała brał i nie wydawał. Ale po chwili – nowych cierpień nawał Wszystkie mu członki połamał gwałtownie. Straszna to boleść! Rwał na czole włosy, Ręką bił w piersi – i krwawymi ciosy Rozdzierał w bojach odebrane blizny. Skądże ta rozpacz? – Oto w głębi łona Uczuł niknące cierpienie trucizny, I myśl okropna – że siłami ciała Bole zwycięży – trucizny pokona, Że się wyłamie śmierci – zabijała. „Tak” – rzekł posępny – „pochowam ją święcie W grób mój rodzinny, w ciche fal błękity. Sam dałem rozkaz – aby na okręcie Pod tą zasłoną pawilonu krwawą Nie przeszła stopa ani cień kobiéty Miałżebym pierwszy łamać dane prawo? Mogliby ze mnie urągać niegodni! Przed nimi trzeba kryć wszystko – prócz zbrodni”. —

XVII

Otworzył okna kajuty kratowe, Siadł nad cichymi morza zwierciadłami. Morze się lśniło ciemno-lazurowe, Złociste słońcem – osrebrzone mgłami; I wiatr po żaglach okrętowych szumiał. Korsarz na łonie złożył Idy zwłoki I długo z martwą rozstać się nie umiał. To patrzał w odmęt ciemny i głęboki, To na jej lice zwracał smutne oczy; A wiatr mu ranny przesłaniał oblicze Mgłą rozwiewaną jej długich warkoczy; Wtenczas czuł włosa wonie tajemnicze I dumał długo cichym wspomnień żalem, Ani go zmarłej twarz raziła zbladła. Na płeć jej, niegdyś płonącą koralem, Śmierć bledsze barwy, ale piękne kładła. Widząc jej kształty, zda się, że upadła W uściski Lambra zachwyceniem żywa; I tylko drząca tuli się do łona, O nadto skore rozstanie lękliwa. Zda się, że szumem morza przerażona, Od grobu lice odwrócone trzyma; I z okiem Lambra wiąże się oczyma, I dłoń mu błędną kładzie na ramiona. O! patrząc na nią musiał czuciom kłamać, Jeśli łzy nie miał na cierpienia nowe! Gdy przyszło z objęć martwych się wyłamać, Odrzucić z szyi ręce lilijowe I twarz odsłonić z wonnej włosów chmury. Przebył męczarnie wszystkie, wszystko przeżył… Rzucił ją w morze i patrzał ponury, Jak się krąg fali złamanej rozszerzył; Patrzał, jak odmęt zrastał się rozbity, A martwe ciało, na poły widome, Na pół morskimi przykryte błękity, Wzruszonej morza fali się broniło, Łamiąc się w kształty życiem nieruchome; I utonęło pod morza mogiłą. A Lambro… on był szatanem – czy głazem? Lambro schylony nad takim obrazem Śmiech miał na licach, wesołość na czole. Ten śmiech, ustami wydany blademi, To były trucizn wracające bole, Był to śmiech Lambra – ostatni na ziemi.

Страница 9 из 11

Вам также может понравиться

Страница 1 из 4

Назад124Далее