Загрузка...

AI-разбор доступен после входа

Суть книги, пересказ, главный конфликт, ключевые идеи, вывод, кому полезна, главные темы, персонажи и цитаты можно получить после входа в BookRa.

auto_awesomeПолучить AI-разбор

О книге

Miłość w Wenecji. Adam, młody Polak, udaje się do Wenecji. Tam, podczas rejsu poznaje piękną i ponętną Hiszpankę, Inez de Torrę Orpegę, młodą wdowę.Ich romantyczna wenecka przygoda rozwija się, młodzi kochankowie są szczęśliwi jak w raju. Wenecka sielanka jest jednak podszyta pewnym niepokojem – donia de Orpega ma przeszłość z samobójstwem męża w tle, a ulicami miasta snuje się obłąkana Gina Vamparone, znana jako Donna Rotonda…Utwór Namiętnosć autorstwa Stefana Grabińskiego, został opublikowany w 1930 roku. Nazywany „polskim Edgarem Allanem Poem” Grabiński był najpopularniejszym przedstawicielem nurtu fantastyki grozy w Polsce. Zasłynął jako autor mrocznych powieści i noweli, jego bohaterowie konfrontują się nie tylko z tajemniczym światem mar i demonów, lecz także z dwudziestowiecznym światem uwikłanym w nadzieje i niepokoje związane z rozowjem cywilizacyjnym.

Дата написания1970-01-01
Язык книгиpl
Возрастное ограничение16+

Читать онлайн

Страница 4 из 14

– Był pan tam już może?

– Nie, nie byłem – odpowiedziałem, patrząc na nią zamyślony – lecz widzi pani, nie lubię cmentarnych zaciszy.

– A jednak warto obejrzeć; w klasztorze obok jest podobno kilku mnichów Polaków. Cóż, sprzeciwia się pan stanowczo?

– Cóż znowu? – zaprzeczyłem. – Jak można sprzeciwiać się pani? Avanti, signor gondoliere, avanti! 59 Trochę mi tylko nieprzyjemnie, że zaczynamy nasze wycieczki od tego miejsca.

– Por Dios! 60 – rzekła, zasłaniając siebie i mnie parasolką przed natarczywymi promieniami słońca. – Nie lubię przesądnych mężczyzn. Adelante61, Beppo! Sia di lungo! 62

Gondola odbijała od brzegu. Rozcięte pałaszem wiosła fale zalśniły miriadami blasków i rozbiegły się wokół łodzi karbami fałdów w kręgach koncentrycznych.

– Ta woda czysta, odświeżana ustawicznie dopływem z pełnego morza, sprawia orzeźwiające wrażenie – przerwałem uwagą milczenie.

– Ani porównania z ospałą, gęstą i cuchnącą wodą kanałów.

– Ale za to tamta ma w sobie coś tajemniczego; jeżeli można mówić o duszy weneckiej laguny, to kryje się ona w tej czarnej, drzemiącej, przesyconej wyziewami miasta topieli.

– Patrz pan! – przerwała mi, wskazując na prawo. – Co za obraz! Jedyny motyw dla malarza!

Obok przepływała obciążona do pół burty krypa pod trójkątnym żaglem latyńskim; wiozła do Wenecji na targ jarzyny z ogrodów wyspy Le Vignole i owoce z sadów jej sąsiadki, zielonej Torcello. Cytrynowożółte płótno żagla z wizerunkiem św. Marka, patrona, wydymało się łagodnie w podmuchach zachodniego wiatru nad kopczykami czerwonoceglastych pomidorów, piramidami marchwi, buraków, rzepy i stożkami winogron, brzoskwiń, renglotów63 i oliwek.

– Barwy dobrane jak na palecie Claude Moneta64.

– Lub naszego Wyczółkowskiego65.

W perspektywie wyłonił się biały kontur cmentarnego muru.

– Tu gdzieś w pobliżu – objaśniła mnie donia Inez – uchodzi naczółek mostu pontowego, który dla wygody ludności każe rozpinać w Dnie Zaduszne zarząd miasta między Wenecją a Wyspą św. Michała.

Gondola przesunęła się popod murem obmywanym przez chlupoczącą łagodnie falę i zawinęła do przystani naprzeciw klasztornego portalu. Wysiedliśmy i przekroczywszy bramę opactwa oo. Franciszkanów, weszliśmy w krużganek. W głębi, pomiędzy filarami, przechadzało się kilku mnichów. Postacie ich ujęte w szorstkie linie habitów odrzynały się wyraziście ciemnymi plamami od rozsłonecznionego tła z murów, kolumn i posadzki. Wychylone z szerokich rękawów zakonnej sukni ręce przebierały paciorki różańca lub zanurzone palcami w miąższ brewiarzy66 przewracały szeleszczące cicho ich kartki. Z wnętrza bazyliki po lewej stronie krużganka szła woń kadzidła i płonących świec – z głębi przedsionka, z prześlicznej Capella Emiliana płynęły słodkie tony harmonium67: ktoś grał Ave Maria68Gounoda69.

Przeszliśmy zamknięty kolumnadą podwórzec i przez drugą, wewnętrzną bramę dostaliśmy się na cmentarz. Była godzina szósta po południu. Zalane potokami zachodu zacisze pławiło się w złocie i bieli: w złocie słońca i bieli marmurów. Przymknąłem na chwilę olśnione oczy. Szliśmy wzdłuż cmentarnego muru inkrustowanego płytami napisów, grobowcowych wnęk i nisz. Pod stopami dudniały nam głucho podziemne komnaty, z boku raziły oślepiająco białe refleksy słonecznych rzutów.

– Jak tu mało zieleni! – rzekłem tonem skargi. – Co za rozpaczliwa posucha bieli! Doprawdy, seniora, ta despotyczna, wszystko sobą przygłuszająca biel jest straszliwa. Zadaje mi niemal fizyczny ból.

Popatrzyła, lekko podnosząc brwi.

– Przemawia z pana syn Północy. Wasze cmentarze muszą mieć wygląd zupełnie odmienny?

– O tak. U nas w miejscach wiecznego spoczynku pełno drzew i krzewów; bujna, soczysta zieleń przegradza domy zmarłych, przykrywa festonami70 bluszczu, spławami brzóz i kalin martwą biel nagrobków i mauzoleów. Na polskich cmentarzach przyroda otula w macierzyńskie ramiona przybytki śmierci – gdy tu, w tej błogosławionej, wiecznie roześmianej słońcem krainie, nawet w ustroniach zmarłych sztuka święci bezwzględnie swój zimny, marmurowy tryumf: smutny tryumf pobielanych grobów. Ach, jakże mi brak tu zieleni!

Zatrzymałem się przy jednym z grobowców, który nagle skupił na sobie moją uwagę. Rzucała się w oczy od razu oryginalna kompozycja.

Na tarasie przed domem stała naturalnej wielkości postać kobiety o miłej, przepojonej niewieścią słodyczą powierzchowności; lewą ręką zbierała fałdy sukni, w prawej podniesionej do góry gestem pełnym wdzięku niosła doniczkę z kwiatami.

„A Luisa Riccardi, moglie adorata – il marito”71 – czytałem napis u dołu.

– Jest to mogiła jednej z patrycjuszek72 weneckich – wyjaśniła mi Inez. – Umarła nagle śmiercią gwałtowną. Zrozpaczony mąż kazał utrwalić postać ukochanej w chwili, gdy wychodzi z domu na przechadzkę po ogrodzie: taką ją widział podobno po raz ostatni – taką oglądały jego oczy na kilka godzin przed śmiercią. Moment ten uwiecznił rzeźbiarz w marmurze.

– Jakie to piękne, seniora – rzekłem w zamyśleniu.

– I może właśnie dlatego sąsiaduje z pięknem innego pokroju – odpowiedziała, posuwając się ku najbliższemu grobowcowi. – A co pan powie o tej mogile?

Na płycie z alabastru odcinały się en relief dwa torsy: młodego mężczyzny i czarująco pięknej kobiety. On utkwił w niej rozkochane oczy i wyciągnął usta spragnione ku czarze, którą mu podawała z uśmiechem. Mimo woli rodziło się podejrzenie, czy puchar nie zawiera trucizny. Bo w uśmiechu kobiety czaił się odcień fałszu i okrucieństwa. Lecz tego zaślepiony mężczyzna zdawał się nie dostrzegać – jak nie dostrzegał na pewno żądła wąskiej weneckiej dagi73, którą ściskała w drugiej, w tył podanej ręce…

Rzuciłem okiem na wstążkę napisu.

„Al suo adorato sposo, Don Antonio de Orpega, spento nel supremo piacere – la moglie”74 – zwierzał światu swą tajemnicę w zwięzłych, lapidarnych słowach szczególny grobowiec.

Patrzyłem na Inezę wstrząśnięty do głębi.

– Więc tu spoczywa…

– Mój mąż – dokończyła z dziwnym, nie znanym mi dotychczas uśmiechem.

I wtedy dopiero, po tym uśmiechu poznałem, że kobietą na płycie grobowej była ona.

– Usiądźmy tam na ławce w alei cyprysów – zaproponowała.

Usłuchałem pełen sprzecznych uczuć. Usiedliśmy w cyprysowej niszy. Na chwilę zapadło między nami milczenie. Długie cienie nagrobnych strażników kładły się nam pod stopy ostrymi zrysami wierzchołków i czerniły na złotym żwirze ścieżki hieroglifami śmierci. Skądś, z wnętrza cmentarza, dochodził łoskot kamieniarskiego młotka trudzącego się przy nowym nagrobku, dolatywał odzew nieszpornych75 organów…

– Mój mąż skończył samobójstwem – usłyszałem nagle jej głos altowy – w piątym roku naszego pożycia.

– To pani pchnęła go w objęcia śmierci, seniora – odpowiedziałem niemal surowo.

– Skądże ten prokuratorski ton? – zapytała, lekko uderzając mnie końcem swej płomienistej umbrella76. – Niech się pan nie zapomina. Zresztą on umierał w ekstazie najwyższego szczęścia, umierał dla mnie i przeze mnie. Czyż nie pięknie?

Страница 4 из 14

Вам также может понравиться

Страница 1 из 7

Назад127Далее