Загрузка...

AI-разбор доступен после входа

Суть книги, пересказ, главный конфликт, ключевые идеи, вывод, кому полезна, главные темы, персонажи и цитаты можно получить после входа в BookRa.

auto_awesomeПолучить AI-разбор

О книге

Miłość w Wenecji. Adam, młody Polak, udaje się do Wenecji. Tam, podczas rejsu poznaje piękną i ponętną Hiszpankę, Inez de Torrę Orpegę, młodą wdowę.Ich romantyczna wenecka przygoda rozwija się, młodzi kochankowie są szczęśliwi jak w raju. Wenecka sielanka jest jednak podszyta pewnym niepokojem – donia de Orpega ma przeszłość z samobójstwem męża w tle, a ulicami miasta snuje się obłąkana Gina Vamparone, znana jako Donna Rotonda…Utwór Namiętnosć autorstwa Stefana Grabińskiego, został opublikowany w 1930 roku. Nazywany „polskim Edgarem Allanem Poem” Grabiński był najpopularniejszym przedstawicielem nurtu fantastyki grozy w Polsce. Zasłynął jako autor mrocznych powieści i noweli, jego bohaterowie konfrontują się nie tylko z tajemniczym światem mar i demonów, lecz także z dwudziestowiecznym światem uwikłanym w nadzieje i niepokoje związane z rozowjem cywilizacyjnym.

Дата написания1970-01-01
Язык книгиpl
Возрастное ограничение16+

Читать онлайн

Страница 5 из 14

Potwór czy obłąkana? – pomyślałem, lecz spojrzawszy na nią, zapomniałem zupełnie o kategoriach etycznych i chłonąłem tylko diaboliczną jej piękność. A ona tymczasem opowiadała głosem równym i spokojnym, jak gdyby chodziło o kogoś znanego jej tylko ze słyszenia:

– Przyszło do tego niespodziewanie. Tak niespodzianie, tak znienacka, jak bywa nieraz ze szczęściem lub śmiercią. I właśnie w tym widzę najpiękniejszy motyw tej historii. Bo chyba przyzna pan, że zasługuję na to, by życie moje obfitowało w momenty wyjątkowe.

I popatrzyła na mnie wyzywająco. Była za piękna, by nie przyznać jej racji. Więc spuściłem milcząco głowę i słuchałem dalej.

– W jedną z tych nocy księżycowych, rozełkanych mandolinami nocy weneckich, rzekł don Antonio de Orpega, tuląc roznamiętnioną twarz pomiędzy wzgórza mych piersi:

– Dałaś mi najwyższe szczęście tej nocy, Inezo; nie wiem, czy zdołam je przeżyć do brzasku rana.

– Cha, cha, cha! – zaśmiałam się lekkomyślnie, pieszcząc ręką jego męską urodę. – Jesteś patetyczny, mój piękny małżonku!

– Nie wierzysz, Inezo?

– Nie wierzę, Antonio. Zbyt mnie pożądasz, by tak łatwo przyszło ci teraz rozstawać się z życiem.

– Nie wierzysz? – zapytał powtórnie z odcieniem obłąkania w swych ślicznych, niezapomnianych oczach.

– Chodź do mnie, Antonio; wszak jesteśmy tylko ludźmi, tylko parą spragnionych siebie kochanków.

– Więc ja ci udowodnię.

I wyszedł z sypialni. Po chwili strzał z rewolweru zakończył poemat jego życia. Pięknym człowiekiem był don Antonio de Orpega, mój mąż – nieprawdaż, kochany przyjacielu?

– On panią kochał, jak mało który mężczyzna na Ziemi kocha kobietę – odparłem cicho.

– Tak. To było l'amore altissimo – l'amore supremo77. I dlatego bał się, by dnia pewnego nie stanąć nad jego grobem; usunął się w porę w cienie zaświatów, bo nie chciał przeżyć swego wielkiego uczucia. To był geniusz miłości.

– Podziwiam was oboje: namiętność jego i twój obiektywizm, pani.

– Uczucia moje – rzekła wyniośle – są moją wyłączną własnością; wobec osób trzecich uważam za stosowne mówić o tym zdarzeniu jako o dziele sztuki jedynym, wyjątkowym. Zechciej i pan, kochany przyjacielu, patrzeć na nie i oceniać je tylko z tego punktu widzenia.

– Zastosuję się do woli pani, seniora – zresztą pozwoli pani zwrócić sobie uwagę na to, że nie prosiłem o zwierzenia.

I powstałem z ławki. Milcząc wyciągnęła ku mnie rękę na znak zgody. Przycisnąłem ją do ust i rzekłem:

– Późno już i strażnik wzywa do opuszczenia cmentarza.

I rzeczywiście, zbliżający się z głębi alei jakiś mężczyzna dawał nam z daleka znaki.

– Tak, czas wracać – przyznała zamyślona. – Cmentarz zamykają tu wcześnie.

Wkrótce znów żeglowaliśmy gondolą po lagunie.

– Dokąd płyniemy? – zapytałem, ślizgając się spojrzeniem po rozlewisku wód.

– Na Riva degli Schiavoni. Chcę posłuchać z panem koncertu orkiestry w „Café Orientale” i śledzić ruch wieczorny przy Molo św. Marka.

– Najpiękniejsza partia miasta – odpowiedziałem, nagle poważniejąc.

Trąciła mnie wachlarzem w ramię.

– Skądże to nagłe zamyślenie?

– Cel naszej jazdy wywołał we mnie smutne skojarzenia; jakie, powiem na miejscu.

– Więc dobrze; tymczasem porzuć pan te niewesołe medytacje i zachwycaj się krajobrazem.

Inez miała rację; piękno laguny narzucało się z żywiołową siłą. Właśnie gondola okrążała wschodni cypel Wenecji i minąwszy doki Arsenału, wcisnęła się w kanał między Wyspą św. Piotra a zrębem właściwego miasta. Rozcinana skrzelem wiosła fala chlupotała łagodnie o burty łodzi i odtrącona od czarnego jej kadłuba odchodziła w tysiącznych zmarszczach ku brzegom. Gdy mijaliśmy przylądek Punta di Quintavalle, nadszedł skądś wielki, mięsisty fałd wody i zakołysał silnie gondolą. Inez spojrzała zaniepokojona na Beppa.

– To piroscafo78 z Torcello w drodze do Ponte del Vin rozorał brzuchem lagunę i rzucił nam pod gondolę masę wypchniętej przez siebie wody – wyjaśnił przewodnik.

Wjechaliśmy w czeluść wodną pomiędzy Wyspą św. Heleny a Ogrodami Publicznymi. Z daleka zaczęły dochodzić dźwięki muzyki. Po wysypanym żwirem i piaskiem deptaku, który wąską wstęgą owijał się dookoła Punta della Motta, przechadzało się kilka par. Z oplotów krzewów na szkarpie79 ogrodowej całowanej bez przerwy przez falę laguny wychylał się silny w wyrazie, brązowy biust80 Ryszarda Wagnera.

– Trzeba przyznać – zauważyłem – że wybór miejsca nader szczęśliwy. Zdaje się, jak gdyby duch twórcy Latającego Holendra81 wciąż odchodził z falą w zawrotne dale…

Wypłynęliśmy na szerokie wody Canale di S. Marco. Przed nami rozwinęła się wspaniała panorama portu. Niezliczona ilość gondol i uskrzydlonych żółtymi lub koloru à la terra cotta żaglami łodzi pląsała po lagunowej płani. Zewsząd niby ku centralnemu punktowi ciążenia zdążały ku przystani statki, łopocząc na wietrze defiladą bander i flag. Tu wjeżdżał tryumfalnie od strony porto di Lido jakiś kolos morski chlubiący się z daleka barwami Albionu, tam po przebyciu bramy wjazdowej z Adrii przy porcie w Malamocco wyrastała na horyzoncie zatoki zgrabna jak sylfida francuska fregata, ówdzie z cieśniny między Giudeccą a wyspą S. Giorgio Maggiore wysuwał się pasażerski parowiec w drodze powrotnej z Chioggii.

Beppo, obejmując rozmiłowanym spojrzeniem ojczyste miasto i lagunę, zanucił nieśmiertelną Santa Lucia82. Gondola docierała do molo. Kilka uderzeń wiosła, kilka zwinnych zwrotów wśród labiryntu łódek – i przybiliśmy do mostu della Paglia.

– Beppo – pożegnała gondoliera seniora de Orpega – na dziś jesteś wolny. Do domu wrócę stąd pieszo.

I przy mojej pomocy wyszła na marmurowy cokół nabrzeża.

– Idziemy do „Café Orientale”.

Jak zwykle i tym razem ogarnąłem zachwyconym spojrzeniem śnieżny cud Pałacu Dożów, przesunąłem zamyślone oczy po Moście Westchnień, po ponurym bloku Więzień Karnych i zatrzymałem je na „tym długim wrębie granitowym, zielonymi poprzerywanym kanałami, białymi mostami pospajanym, gdzie kilka tysięcy okrętów przystań miewa”83 – na Riva degli Schiavoni. I nagle pośród tego przepychu barw i kolorów, pośród tej boskiej rozrzutności piękna, dech zapierającej od podziwu i ciągłego zachwytu, uczułem ogromny, bezbrzeżny smutek.

Lecz smutek ten „nie do mnie należał”84. Jego żałobne, czarne kwefy wysnuły się ku mnie z perspektywy lat ubiegłych, spłynęły falą powrotnych ech z przeżycia wielkiego poety-samotnika, który tu, po tym samym brzegu, „pod zorzę wieczorną” przechadzał się kiedyś cichy i „w siebie pochylon”85…

I gdy potem, zająwszy miejsce u boku pięknej kobiety przy jednym ze stolików kawiarnianych, wodziłem olśnionymi od blasków i świateł oczyma po nurzającej się w purpurze zachodu zatoce, przyszły mi znów na pamięć słowa zapomnianego poety o tymże miejscu mówiące:

Tam, o jutrzni we mgłach, odpływają małe statki rybackie… Tam, o południowym świetle widzisz tajemnice kolorów Veronesa86, Tintoretta87, Tycjana88… Tam, w blasku księżyca znikają okręty w mroku wielkim, a gdzie światło miesięczne wysrebrzyło falę, lśniący topór u gondoli dziobu przytwierdzony profilem zębatym się określa…89

Z zamyślenia obudził mnie głos Inezy:

Страница 5 из 14

Вам также может понравиться

Страница 1 из 7

Назад127Далее