Загрузка...

AI-разбор доступен после входа

Суть книги, пересказ, главный конфликт, ключевые идеи, вывод, кому полезна, главные темы, персонажи и цитаты можно получить после входа в BookRa.

auto_awesomeПолучить AI-разбор

О книге

Historia młodej dziewczyny, która w pogoni za wolnością i w poszukiwaniu samorealizacji postanawia zostać aktorką.Janka Orłowska z Bukowca, bohaterka powieści „Komediantka” (1896), ma dość życia w małym, szarym miasteczku i podporządkowywania się decyzjom ojca. Chcąc odmienić swoje życie, odchodzi z domu i wstępuje do grupy teatralnej. Praca na scenie wydaje się być spełnieniem jej marzeń, ale rzeczywistość ma niewiele wspólnego z wyobrażeniami. Okazuje się, że bez wybitnego talentu i znajomości w środowisku nie da się wiele osiągnąć. W wyniku niepowodzeń Janka dochodzi do punktu krytycznego. Powieść powstała na podstawie osobistych doświadczeń teatralnych Reymonta oraz prowadzonych przez niego obserwacji.

Дата написания1970-01-01
Язык книгиpl
Возрастное ограничение0+

Читать онлайн

Страница 80 из 81

Wolska z przymkniętemi oczami stała obok fortepianu, skubała nerwowo złoty galon u stanika i z jękiem, bolesnem natężeniem obliczała w duszy ilość miedziaków, które położył razem z nutami obok niej. Grajek uderzył znowu w klawisze i zaczęli teraz już we dwoje śpiewać jakieś komiczne kuplety, przeplatane rodzajem krakowiaka, którego tańczyli prawie sennie.

Janka zaledwie się doczekała końca i nie mówiąc nic o wrażeniu, jakie wynosiła z tej knajpy, pożegnała się z Wolską i uciekła prawie z tego ogródka, od tej publiczności i od tego poniżenia.

Cały dzień następny nie wychodziła zupełnie z mieszkania, nie jedząc nic i nic prawie nie myśląc; leżała na łóżku i patrzyła w sufit bezmyślnie, wodząc oczami za ostatnią muchą, co się włóczyła senna i na pół martwa.

Sowińska przyszła wieczorem, usiadła na kufrze i szorstko bez wstępu powiedziała:

– Mieszkanie już wynajęte, więc jutro niech sobie pani idzie z Bogiem, a że się nam należy piętnaście rubli, to wszystkie łachy zatrzymam, jak mi pani wróci, oddam dopiero.

– Dobrze – odpowiedziała Janka i patrzyła się na nią obojętnie, jakby to była rzecz najzwyklejsza. – Dobrze, pójdę sobie z Bogiem! – dodała ciszej i podniosła się z łóżka.

– Pani tam sobie radę da, prawda? Jeszcze powozem będzie pani zajeżdżać do mnie, co? – mówiła Sowińska i brzydki, nienawistny ogień drgał w jej okrągłych oczach.

– Dobrze – powtórzyła znowu Janka i zaczęła chodzić po pokoju.

Sowińska, nie mogąc się doczekać jakiejbądź odpowiedzi, wyszła.

– To i po wszystkiem! – szepnęła Janka głucho i myśl o śmierci wyłoniła się już świadomie i jaśniała przyciągająco.

– Co to jest śmierć? Zapomnienie, zapomnienie! – odpowiedziała sobie głośno, przystając i topiąc wzrok w jakichś głębiach mrocznych, które się otwierały przed nią.

– Tak, zapomnienie! Tak, zapomnienie – powtarzała wolno i siedziała długo, bez ruchu, wpatrzona w płomień lampy.

Noc szła wolno, dom przycichał, światła kolejno gasły w długich szeregach okien, milczenie zalegało coraz głębsze, aż wszystko utonęło w jakimś spokoju sennym, tylko w bramie dźwięczał kiedy niekiedy dzwonek a z ulicy dochodził turkot dorożek.

Szarzało już i świt zaczął zwolna rozbielać przestrzenie i wyłaniać z siebie słabe zarysy dachów, kiedy ocknęła i obejrzała się po pokoju, poczuła się zupełnie zdeterminowaną, porwała się z krzesła i pchana jakąś myślą, która jej oczy dziwnym rozświeciła ogniem, szła prędko ku drzwiom, ale trzask klamki, którą przycisnęła, przeniknął ją takim dziwnym, ostrym strachem, że zadygotała, oparła się o futrynę i dyszała przez chwilę ciężko, wreszcie po cichu ściągnęła buciki z nóg i już śmiało, ale z największą ostrożnością przeszła przedpokój, i znalazła się w dużym pokoju, przylegającym do kuchni, w którym jadano i który służył za pracownię w dzień, a sypialnię uczenic w nocy. Ogarnęło ją duszne, okropnie ciężkie powietrze. Z wyciągniętemi rękami i powstrzymywanym oddechem posunęła się ku kuchni tak wolno, że się jej wydał ten czas całą wiecznością. Przystawała na chwilę i opanowując drżenie, to okropne drżenie, słuchała głośnych oddechów i sapań śpiących i znowu szła, zaciskając zęby jakąś rozpaczliwą siłą. Pot wysiłku i strachu zalewał jej oczy, a wolne i niezmiernie boleśne bicie serca czuła prawie w gardle. Drzwi do kuchni były uchylone, przesunęła się przez nie jak cień i potknęła się o łóżko służącej, które stało zaraz przy drzwiach. Zmartwiała z przerażenia i długo stała bez ruchu i bez oddechu, z zawieszonem prawie życiem, ogłupiałym wzrokiem wpijając się w ledwie odczuty w ciemnościach zarys łóżka, ale zbierając cały zapas sił i odwagi poszła śmiało do półek, na których stały rozmaite sprzęty kuchenne —obmacywała je z największą ostrożnością po kolei, aż wreszcie namacała płaską, czworokątną flaszeczkę z esencyą octową; widziała ją tutaj kilka godzin temu, i znalazłszy teraz, tak gwałtownie wyjęta ją z pośród innych przedmiotów, że jakaś blaszana pokrywa z brzękiem spadła na podłogę. Janka bezwiednie pochyliła głowę przerażona, bo ten brzęk rozległ się takiem echem w jej mózgu, jakby świat się walił na nią.

– Kto tam? – zawołała służąca, przebudzona hałasem – kto tam? – powtórzyła głośniej.

– To ja… przyszłam się wody napić… – odpowiedziała Janka po długiej chwili zdławionym głosem, nerwowo przyciskając flaszeczkę do piersi. Służąca mruknęła coś niewyraźnie i nie odezwała się już więcej. Janka jakby gnana przez furye szaleństwa, nie dbając już czy ją kto usłyszy, czy zbudzi kogo, pobiegła do swojego pokoju, zamknęła się na klucz i dopiero wtedy upadła na pół żywa z wyczerpania i tak się trzęsła cała, że się jej wydawało, że się rozleci; łzy, których nawet nie czuła, zaczęły płynąć strugami po jej twarzy. Sprawiło to jej taką ulgę, że usnęła. Rano Sowińska znowu jej przypomniała wyprowadzkę i najbrutalniej otwierając drzwi przed nią, kazała jej się wynosić. Janka ubrała się śpiesznie i nie odpowiadając ni słowem wyszła na miasto.

Chodziła ulicami, czując tylko swoją bezdomność i ten jakiś wir, w którym mózg jej tonął coraz głębiej. Przeszła Nowy-Świat, Aleje Ujazdowskie i zatrzymała się dopiero w Łazienkach, nad stawem.

Drzewa stały obumierające i pożółkłe liście zaścielały złotawym kobiercem drożyny. Cisza dnia jesiennego wisiała w powietrzu, czasem tylko banda wróbli przeleciała ze świergotem, albo łabędzie krzyczały żałośnie i długo biły skrzydłami w brudno-zieloną toń wody, jakby w aksamit wyszarzany.

Wszędzie widać było żółtą, rozkładającą wszystko życie jesień; gdzie tylko musnęła drzewa, tam liście schły i leciały, trawy czerniały, a ostatnie kwiaty astrów jesiennych schylały martwe główki i ociekały rosą, niby łzami pośmiertnemi.

– Śmierć – szeptała, ściskając tę flaszeczkę, zdobytą w nocy i usiadła może na tej samej ławce, co na wiosnę i zdawało się jej, że zasypia zwolna, że myśli jej pełzną, bo świadomość jej zaczynała się rozprzęgać, i przestawała już czuć i wiedzieć.

Oblatuje z niej wszystko i obumiera, jak ta przyroda wkoło niej, co zdawała się także dogaszać i dyszeć ostatniem tchnieniem.

Rozkosz pełna spokoju i ciszy napełniała jej serce, bo wszystko znikało z pamięci; wszystkie nędze, wszystkie zawody i walki wszystkie zacierały się, bladły i rozpraszały jakby wypijane przez to blade, jesienne słońce, co nad parkiem wisiało; nie, ona ich nigdy nie przechodziła, ona nigdy nic nie czuła i nie cierpiała nigdy… Wydało się jej, że robi się taką małą, taką nikłą, jak to kolisko wody rozbite, piersią łabędzią, co się rozpłaszczy zaraz, co już nawet ginie w niedostrzegalnem drganiu, że się jakoś zawinęła w sobie i zmniejsza się, kurczy, że jest jak ten liść zawieszony na kolcach drutu ogrodzenia, który szemrze niedosłyszalnie, drży i zaraz się przeważy i zaraz go ten lekki powiew wiatru strąci tam…w przepaść… w śmierć… To znowu że się rozstrzępia niby ta pajęcza przędza, co omotała trawniki, co lśniącemi strzępami płynie w powietrzu; że się rozciąga w takie pasma, we włókna coraz subtelniejsze i przestaje już czuć rozmotana w nieskończonościach. To ją ogromnie rozrzewniło, dziwna, dla siebie samej czułość przepełniła jej serce łzami żalu.

Страница 80 из 81

Вам также может понравиться

Страница 1 из 195

Назад12195Далее