Загрузка...

AI-разбор доступен после входа

Суть книги, пересказ, главный конфликт, ключевые идеи, вывод, кому полезна, главные темы, персонажи и цитаты можно получить после входа в BookRa.

auto_awesomeПолучить AI-разбор

О книге

Kobieta bez skazy, w 1912 niewpuszczona na scenę we Lwowie, oprotestowana w Kielcach przez matki-Polki, krytykowana po premierze w warszawskim Teatrze Rozmaitości, została przez autorkę przerobiona na powieść. Rena Bohusz przeprowadza właśnie kościelne unieważnienie swojego małżeństwa, z rozbawieniem opisując proces w listach do przyjaciółki. Uważa się za osobę z zasadami i obnosi się z opinią kobiety „bez skazy”, niedostępnej poza małżeństwem. Równocześnie pod nieobecność męża doskonale się bawi, prowadzi dom otwarty, w którym znajomi zbierają się na flirty i romanse pozamałżeńskie. Zachęca swego młodego wielbiciela, Alego Kaswina, przyciąga go, po czym odsuwa u progu sypialni. Jednym z gości Reny jest profesor Halski, zdobywca kobiet, który coraz bardziej ją fascynuje. Ten wnikliwy obrazek mieszczańskiej hipokryzji jest punktem wyjścia do głębokich i śmiałych rozważań dotyczących sytuacji kobiety w ówczesnym opresyjnym społeczeństwie. Autorka z pasją i odwagą piętnuje „wiedźmę o długich rękach i wyschłej piersi, ochrzczoną mianem moralności”.

Дата написания1970-01-01
Язык книгиpl
Возрастное ограничение0+

Читать онлайн

Страница 73 из 73

Skoczyła do kwiatów, wyrwała kopertę z listem Kaswina, rozdarła ją – przerzuciła szybko list i gwałtownie podała Halskiemu.

– Przeczytaj… noc poślubna… uniesienia… zapach twego ciała… o, wszystko…

Rzuciła mu list na ręce i sama podeszła do okna. Triumfujące, upalne południe letnie biło się w pełnym blasku. Wszystko iskrzyło się od światła i żaru.

Mimowoli przeszło przez jej mózg pragnienie:

– Niechby już sobie poszedł! Niechby mi dał spokój! …

Słyszała jego kroki poza sobą. Widocznie chodził po pokoju. Myślała, że przecież pójdzie sobie natychmiast.

Czegoż chciał jeszcze?

Nagle zatrzymał się. Chrypiącym głosem odezwał się:

– Reno… pani! …

Odwróciła się z niechęcią. Nienawiść zaczęła przemieniać się w niej w rodzaj znudzenia i jakby pogardy.

Pytająco patrzyła, unikając wszakże jego twarzy.

– Dlaczego to zrobiłaś?

Chciała mu odpowiedzieć, że dlatego, aby zdecydował się wreszcie przyjąć ofiarę jej ciała, lecz wzrok jej ześlizgnął się na jego twarz i ogarnął go całego.

Wydał się jej marny, nędzny, żaden…

Erotyczny urok spadł – żadnego innego nie było!

– Dlaczego to uczyniłam? – podjęła powoli – to już rzecz moja.

Starał się pochwycić ją za rękę.

– Posłuchaj! – wyrzekł gorączkowo – muszę wiedzieć rzecz jedną, skoro mi na nią szczerze odpowiesz, gotów ci jestem przebaczyć.

Jak szalona rzuciła się w swem wnętrzu, słysząc te słowa.

– Przebaczyć? On? Jej? To nadto! Skąd prawo? Ona zaś musiałaby mu wybaczyć wszystkie kochanki, wszystkie Weychertowe, wszystkie spazmy zwierzęce, targające nim od lat tylu.

On, zaślepiony w pragnieniu tej kobiety, która mu się zaczynała objawiać temperamentowo z nieznanej strony, zbliżył się ku niej tak, że ustami prawie dotykał jej ust.

– Powiedz mi jedno, jedno tylko – szeptał – powiedz mi, czy brałaś udział w rozkoszy, którą wzniecałaś? …

Lawą rozpaloną – mgnieniem przebiegły jej nerwy i żyły.

– Tak! – padło z poza jej zaciśniętych zębów – tak! brałam udział, jak mówisz – pełny, zupełny! …

Odsunął się od niej – jeszcze więcej pobladły, ale napozór drewniany, zlodowaciały.

– Żegnam panią!

Skłonił się jej zdaleka. Wydał się jej śmiesznym. Doskonale się stało, że odchodził. Był nudny i doprawdy bezwiednie komiczny. Nie miał tu co robić. Nie odpowiedziała mu nawet na ukłon, tak bardzo zajęta pragnieniem, aby czemprędzej zniknął.

Gdy się to wreszcie stało i pozostała sama – wielkie, bezbrzeżne uczucie ulgi wydarło się jej z piersi.

Wzniosła ręce w górę i roześmiała się.

– Niczyja! Niczyja! – powtórzyła kilkakrotnie – raczej swoja własna!

– Jak ja się teraz cenić i kochać potrafię! ho! ho! … Wiem teraz, ile moje ciało dla mnie samej warte, co mi za przepych wrażeń dać może! …

Kopnęła kwiaty Kaswina, podarła jego list na strzępy…

– Niczyja! … Niczyja! …

15. października 1912. – Skiz.

Страница 73 из 73

Назад17273Далее

Вам также может понравиться

Страница 1 из 195

Назад12195Далее