Загрузка...

AI-разбор доступен после входа

Суть книги, пересказ, главный конфликт, ключевые идеи, вывод, кому полезна, главные темы, персонажи и цитаты можно получить после входа в BookRa.

auto_awesomeПолучить AI-разбор

О книге

Kolejna z noweli Maupassanta, w której autor ironicznie przygląda się życiu seksualnemu swoich rodaków. On, ona i jej kochanek – szczęśliwi w harmonijnym związku.Każde pokolenie znajduje swoje sposoby na wyrażanie starych prawd. Dziś niektórzy twierdzą że „hipokryzja jest ukłonem, jaki występek składa cnocie”, inni zaś wolą dywagować o poliamorii. Nihil novi. XIX-wieczni pisarze dobrze wiedzieli, że ménage à trois może być całkiem stabilnym, choć jak widać, niekoniecznie społecznie akceptowanym układem. Guy de Maupassant uznawany jest za jednego z najwybitniejszych pisarzy naturalistycznych. Jego nowele cechuje oszczędność stylu, precyzyjne prowadzenie opowieści osadzonych w życiu zwykłych ludzi oraz głęboki fatalizm

Дата написания1970-01-01
Язык книгиpl
Возрастное ограничение0+

Читать онлайн

Страница 2 из 2

Umysł mój jest już tak osłabiony i chory, że wczoraj udałem się na spacer na cmentarz peré Lachaise. Spoglądałem na te szeregi grobów z myślą: i ja tu już będę wkrótce. Wróciłem z postanowieniem powiedzenia jej że jestem chory, z postanowieniem uciec od niej. I nie byłem wstanie.

Och, ty nie znasz tego wszystkiego. Zarządaj od palacza tytoniu, który zatruwa się nikotyną, czy może wyrzec się tego rozkosznego zabijającego przyzwyczajenia. Odpowie ci, że sto razy już próbował, a bezskutecznie, z dodatkiem: tem gorzej, wolę jednak umrzeć z tego. Kiedy już jest się raz wziętym w więzy podobnej namiętności lub passyi, trzeba się jej już oddać całkowicie.

Podniósłszy się, żegnał się ze mną. Gwałtowny gniew ogarnął mnie, gniew nienawiści do tej kobiety, do tej bezdusznej istoty, miłej a okrutnej. On zapinając palto, gotował się do wyjścia. Brutalnie rzuciłem mu w twarz: ależ do djabła daj jej raczej kochanków a nie pozwól zabijać siebie samego.

On wzruszył ramionami i nic nie odpowiedziawszy wyszedł.

Przez sześć następnych miesięcy nie widziałem go wcale. Codziennie oczekiwałem zawiadomienia o jego śmierci z zaproszeniem na jego pogrzeb. Nie miałem zaś ochoty udać się do niego, przejęty dziwnie skomplikowanem uczuciem pogardy względem owej kobiety, a gniewu i oburzenia na niego samego.

W jeden piękny poranek wiosenny przechadzałem się po polach Elizejskich. Był to dzień łagodny, który porusza w nas ciche pragnienia, z powodu których oczy nam błyszczą i wlewa się w nas dziwna chęć życia. – W tem ktoś trącił mnie w ramię. Obejrzawszy się spostrzegłem, że to on, wspaniały, doskonale wyglądający, różowy, otyły nawet.

Ucieszony z mego spotkania, podał mi obie ręce wołając:

– Mam cię wreszcie tchórzu.

Spoglądałem na niego oniemiały z zadziwienia:

– Ależ mój drogi… winszuję ci, zmieniłeś się tak od tych sześciu miesięcy.

On zaczerwienił się i odrzekł z dwuznacznym uśmiechem:

– Robi się co można mój drogi.

Patrzałem na niego z uporem, który go widocznie żenował.

– A zatem jesteś wyleczony?

On szybko odpowiedział.

– Tak, tak, – zupełnie – dziękuję ci. – Potem zmieniając ton. – Jakże się cieszę, że cię spotkałem mój stary, będziemy się teraz znowu częściej widywali, nieprawdaż?

Ja jednak nie chciałem opuścić mego zamiaru dowiedzenia się czegoś więcej od niego. Zapytałem go wprost:

– Przypominasz sobie zapewne zwierzenie, które zrobiłeś przedemną przed sześciu miesiącami. Dlaczegóż wstrzymujesz się teraz?

Jąkając się, wyszeptał:

–– Przypuśćmy żem ci nic nie powiedział i daj mi spokój. – Skoro cię jednak mam już cię nie puszczę. – Zapraszam cię do siebie na obiad.

Wprost szalona ochota ogarnęła mię nagle, ażeby zobaczyć jego obecne pożycie i módz zrozumieć. – Przyjąłem zaproszenie.

Żona jego przyjęła mnie nadzwyczaj mile. Miała zachowanie proste, podziwienia godne, naiwne, które wprost zachwycało. Jej długie ręce, twarz, jej szyja, odznaczały się doskonałemi liniami i białością.

Czuło się, że ciało jej jest delikatne, szlachetne, prawdziwie rasowe. I stąpała kołysząc się jak barka na morzu.

René pocałował ją po bratersku w czoło i zapytał:

– Czy Lucyan jeszcze nie przyszedł?

Odrzekła głosem dźwięcznym i swobodnym:

– Nie jeszcze mój przyjacielu. Wiesz sam że on się spóźnia codziennie.

Dzwonek zabrzmiał właśnie. Tęgi i wysoki chłopiec, silny brunet, o silnym zaroście, postawie Herkulesa, zjawił się w progu jadalni.

Przedstawiono nas sobie wzajemnie. On nazywał się Lucyan Delabarre. René i on uścisnęli się mocno za ręce. Po chwili zasiedliśmy do stołu. Obiad był bardzo miły, – pełen wesołości. René nie przestawał zabawiać się rozmową, poufale, serdecznie, otwarcie, tak jak niegdyś. – Co chwilę zwracał się do mnie ze słowami: Pamiętasz mój stary – powiedz zatem mój drogi, słuchaj no mój przyjacielu. W końcu nagle wykrzyknął:

– Nawet nie spodziewasz się jak wielką mi to zrobiło przyjemność że cię znalazłem. Zdaje mi się że odżyłem.

Ja, obserwowałem żonę jego i tamtego. Zachowywali się zupełnie bez zarzutu. Mimo to zdawało mi się, że pochwyciłem raz, czy dwa razy jak zamieniali między sobą nagłe i przelotne spojrzenia.

Gdyśmy skończyli obiad, René zwrócił się do swej żony i oświadczył jej:

– Moja droga przyjaciółko, odnalazłem Piotra i zabieram go z sobą, pójdziemy pogawędzić po bulwarze tak jak niegdyś. – Ty nam przebaczysz ten wybryk… chłopięcy – nieprawdaż? – Zostawiam ci zresztą pana Delabarre.

Młoda kobieta uśmiechając się i podając mi rękę, odrzekła:

– Tylko nie zatrzymuj mi go pan zbyt długo.

I oto po chwili trzymając się pod rękę znaleźliśmy się na ulicy. Za każdą cenę chcąc się przecież coś dowiedzieć, zapytałem go:

No, zatem powiedz mi co takiego się stało?

On atoli przerywając mi nagle dalsze pytanie i tonem niezadowolenia człowieka spokojnego, którego bez powodu się zaniepokoiło, odpowiedział:

– Ach, mój stary, dajże mi już raz spokój z temi pytaniami. – Potem półgłosem, jakby mówiąc sam do siebie i z pewnem przekonaniem ludzi, którzy powzięli mądre postanowienie, dodał: – Zanadto głupie to było, pozwolić się zabijać w ten sposób.

Nie nalegałem już więcej. Poczęliśmy gawędzić o różnych rzeczach. – Nagle, zaszeptał mi do ucha:

– A gdybyśmy tak poszli na dziewczęta? Hę?

Począłem się śmiać do rozpuku.

– Jak chcesz.

– Chodźmy mój stary.

Страница 2 из 2

Назад12Далее

Вам также может понравиться

Страница 1 из 195

Назад12195Далее