Удобнее читать в приложении
AI-разбор доступен после входа
Суть книги, пересказ, главный конфликт, ключевые идеи, вывод, кому полезна, главные темы, персонажи и цитаты можно получить после входа в BookRa.
auto_awesomeПолучить AI-разборО книге
Zbiór reportaży literackich publikowanych w roku 1909 na łamach „Tygodnika Ilustrowanego”.Losy unitów, które Władysław Stanisław Reymont opisał w tekstach „Z ziemi chełmskiej”, były dla samego autora bardzo interesujące. W celu zgłębienia ich historii przez jakiś czas przebywał nawet na terenach przez nich zamieszkałych, a więc na Chełmszczyźnie i na Podlasiu. Zasłyszane fakty umiejętnie połączył z fikcją literacką, nadając reportażom formę powieściową. Opisał w nich sytuację po zerwaniu po 1875 roku przez cara Aleksandra II unii kościoła katolickiego i prawosławnego, która poskutkowała okrutną rusyfikacją i nakazem przejścia na prawosławie. Jedną ze stosowanych metod było świadome skłócanie wyznawców różnych religii, które okazało się tragiczne w skutkach.
Дата написания1970-01-01
Язык книгиpl
Возрастное ограничение0+
Читать онлайн
Страница 3 из 21– Pan chce z nami na misyę, a tam się może zdarzyć Bóg wie co…
Obejrzałem się po izbie. Było pełno. Wpatrywali się we mnie nieprzeniknionemi oczami.
– Pojadę z wami, gotów jestem na wszystko! – powiedziałem krótko.
Nikt się już nie odezwał, ściskali mi rękę, zabierali z kąta baty i wychodzili.
Noc była na świecie, i chłodnawy wiatr pociągał z pól, gdyśmy wyjechali za stodołę, zmierzając prosto ku borom, czerniejącym na horyzoncie, niby opadła nizko chmura. Jechałem na drugiego. Przede mną, na pierwszym wozie siedziało trzech chłopów, a za nami musiał ciągnąć spory szereg wozów, bom nie mógł dojrzeć końca.
Noc była bardzo ciemna, chmury przysłaniały niebo, brał lekki przymrozek, gdyż błoto chlupało pod kołami. Jechaliśmy wolno i w głębokiem milczeniu. Gdzieniegdzie, we wsiach, zatopionych w ciemnościach, przebłyskiwały światełka, czasami wiatr przynosił naszczekiwanie psów, jakieś dalekie echa turkotów, a niekiedy parskały konie. Wjechaliśmy wreszcie na szosę i, nie żałując bata, ruszyliśmy z kopyta, aby się tylko dostać do lasu, który wyrastał przed nami coraz bliżej.
Głębokie, zarośnięte krzakami rowy ciągnęły się z obu stron drogi.
Naraz w ciszy rozległ się głos rozkazujący:
Ktoś wyskoczył z pierwszego wozu i przypadł twarzą do drogi.
Cały szereg jakby zamarł na miejscu. Nasłuchiwałem z zapartym tchem… gdzieś, jeszcze dosyć daleko przed nami, rozlegał się ledwie dosłyszalny turkot.
– Powóz we cztery konie! Bóg wie, kto może w nim jechać! Do rowu z wozami! Niech tylko pan dziedzic zostanie i rusza wolniuśko! – padła cicha, a mocna komenda.
Zatrzeszczały krzaki, chlupnęła woda, i po chwili nie było już na szosie nikogo.
Ruszyłem stępa. Turkot był coraz bliższy. Wkrótce zamigotały latarnie i było słychać uderzanie kopyt i brzęk uprzęży, a w parę minut później przesunął się koło mnie powóz, zaprzężony w cztery konie; siedziało w nim parę osób, rozmawiających po rosyjsku, ale w ciemnościach nie mogłem rozróżnić ani jednej twarzy.
– Żandarmi, panie! Wybrali się na jakieś polowanie. Nie trzeba o tem mówić, po co się mają płoszyć! – szepnął mi ten sam głos, gdy powóz już zginął w oddaleniu.
Skręciliśmy na drogę, biegnącą samym brzegiem lasu. Zapaliłem papierosa.
– Zgasić! mógłby kto zobaczyć ze szosy!
Zdążyłem tylko zobaczyć na zegarku, że było już po dziesiątej.
Jechaliśmy brzegiem lasu z dobrą godzinę, a ciemność, milczenie, cichy poszum drzew, monotonny skrzyp wozów i parskanie koni tak mnie usposobiły, że już na dobre zaczynałem drzemać, gdyśmy się wytoczyli na łąki, gęsto porośnięte kępami drzew i miejscami pozalewane. Otrzeźwiałem natychmiast, bo woda bluzgała z pod kół i kopyt, a spłoszone czajki zakwiliły nade mną. Potem wjechaliśmy na jakiś szeroki wygon, niezmiernie grzązki, wyboisty i pełen kałuż. Potem staliśmy dosyć długo na jakichś rozstajach pod krzyżem, gdzie już czekały sznury wozów i mnóstwo ludzi, a wciąż jeszcze było słychać nadjeżdżających.
Wielki las czerniał tuż przed nami, jak mur.
Zrobiło się nieco jaśniej, zaczęły przebłyskiwać gwiazdy, a z wiatrem nadpłynęły jakby dalekie echa ligawki.
– Ruszać, a nie rozwłóczyć się! – zabrzmiała cicha komenda.
W parę minut dosięgliśmy czarnej ściany lasu i znowu przystanęli, gdyż z pod drzew rozległ się jakiś ostry i groźny głos:
– Swoi! Swoi! – zerwały się niecierpliwe wołania.
– Tu niema przejazdu; grobla rozmyta, most zabrały wody. Zawracajcie!
– Jechalim z nadzieją, to może przejedziemy! – zagadał poważnie pierwszy wóz.
– Tak – że mi powiadajcie! A toż i strażniki umieją krzyknąć: swoi!
Słowo „z nadzieją” było umówionem hasłem, jak się później dowiedziałem.
Odezwał się znowu długi, przeciągły jęk ligawki, i wjechaliśmy w las; ugięły się pod bryczką jakieś dyle, koń mój zaczął się wspinać i chrapać, ale szczęśliwie przejechałem silnie rozklekotany most i literalnie utonąłem w ciemnościach. Wyniosły, zwarty bór okrył nas jakby czarnym płaszczem; nie było widać nawet końskiego zadu, a białe pnie brzóz majaczyły, jak przez sen. W jakiemś miejscu musiałem zesiąść i prowadzić konia za uzdę, bo ślizgał się i rzucał na grobli, wyłożonej okrąglakami, które zapadały się pod kopytami, jak klawisze: grzązłem niekiedy w błocie po kolana, tłukłem się o drzewa i musiałem iść cały czas chyłkiem, aby się uchronić od smagania gałęzi. Wreszcie wywlekliśmy się na suchsze miejsce. Poczułem twardy grunt pod nogami, a nad głową zobaczyłem gwiazdy i czuby drzew, rozstrzępione w czarne pióropusze.
– Wstrzymać konie i nie ruszać się z miejsca! Musimy przepuścić pieszych – rozkazano.
Przystanąłem, i wkrótce podniosły się dokoła mnie szepty i ostrożne, miarowe stąpania. W ciemnościach, jakie zalegały, zaledwie mogłem dojrzeć słabe i niewyraźne zarysy jakichś cieniów, ale długo słyszałem trzaski gałązek pod nogami i głuche dudnienie kroków tych tysięcy, przechodzących nieskończoną procesyą, że zwolna bór napełnił się cichym, rozedrganym pogwarem, jakby bełkotem wód, napływających wzburzonemi falami, aż zestrachane konie zaczęły tu i ówdzie szarpać uprzęże, i tłuc się o wozy; a oni wciąż szli a szli; szmer wzmagał się chwilami, to przycichał i oddalał się, spływając bezustannie w jednym kierunku, gdzieś w głąb lasów…
Nie wiem, jak długo to trwało, ale w końcu już mi się zaczęło wydawać, że cały bór się chwieje, porusza i płynie wraz z tą niedojrzaną, potężną falą…
Niedaleko ode mnie rozbłysło nagle ognisko i, wciąż podsycane gałęziami, wybuchało coraz potężniejszymi słupami płomieni. Setki ludzi kręciły się w krwawych brzaskach. Poszedłem się ogrzać, bo zimno było przejmujące; ktoś mi ustąpił miejsca i rzekł bardzo przyjaźnie:
– Niech się pan dobrze ugrzeje, bo do rana jeszcze daleko.
Przypiekałem się też z prawdziwą przyjemnością; ogień huczał wesoło, niekiedy sypnął deszczem iskier, niekiedy z trzaskiem rwał się w górę i buchał płomienistą, rozwichrzoną grzywą aż do czubów drzew, a dokoła ciżbiły się rdzawe pnie sosen twardą i nieprzejrzaną gęstwą, wśród której mrowili się ludzie, szeregi wozów i koni.
Obok mnie rozmawiano półgłosem.
– Nie zdążą prędzej, niźli na świtanie.
– Byle ich w drodze nie spotkało co złego.
– Na uroczysku, tam sucho i dostęp tylko z jednej strony. Strażniki nie trafią!
– A niech tropią: bagno głębokie… nie wyda.
– Trzeba się nam będzie niezadługo zabierać, kobiety już musiały dojść.
Umilkli nagle, gdyż zjawił się jakiś chłop i zaczął krzyczeć:
– Zgasić ogień, a toć łunę widać aż na polach!
W mgnieniu oka zawalono ziemią ognisko i zadeptano, a po chwili ruszyliśmy w jakimś znowu niewiadomym dla mnie kierunku.
– Czy to jeszcze daleko? – spytałem jakichś cieni, przechodzących obok bryczki.
– Nie bardzo, za jakie dwa pacierze staniemy na miejscu.
Nie mogłem już dojrzeć gwiazd. Nad głowami tylko szumiały cicho drzewa, i w leśnych mrokach rozlegały się przytłumione rozmowy i ciężkie odgłosy kroków. Jechaliśmy gęsiego i noga za nogą przez takie błota, topiele i trzęsawiska, że zaledwie w godzinę zdołaliśmy się przedostać na jakieś niewielkie wzgórze, dosyć rzadko porośnięte rozłożystemi drzewami, a otoczone nieprzebytem bagnem i wodami.
Вам также может понравиться
{"page":{"canonicalUrl":"https://bookra.app/books/2GBUs5MK","pageTitle":"Z ziemi chełmskiej (Władysław Stanisław Reymont) — полный текст, краткое содержание, анализ и герои","metaDescription":"Полный текст книги «Z ziemi chełmskiej». А также краткое содержание, главные мысли, конфликт, темы, персонажи, цитаты и ответы на вопросы.","headingTitle":"«Z ziemi chełmskiej». Читать бесплатно онлайн","headingSubtitle":"Władysław Stanisław Reymont","structuredData":[{"@context":"https://schema.org","@type":"BreadcrumbList","@id":"https://bookra.app/books/2GBUs5MK#breadcrumb","itemListElement":[{"@type":"ListItem","position":1,"name":"BookRa","item":"https://bookra.app/"},{"@type":"ListItem","position":2,"name":"зарубежная классика","item":"https://bookra.app/genre/5214"},{"@type":"ListItem","position":3,"name":"Z ziemi chełmskiej","item":"https://bookra.app/books/2GBUs5MK"}]},{"@context":"https://schema.org","@type":"WebPage","@id":"https://bookra.app/books/2GBUs5MK","url":"https://bookra.app/books/2GBUs5MK","name":"«Z ziemi chełmskiej». Читать бесплатно онлайн","description":"Полный текст книги «Z ziemi chełmskiej». А также краткое содержание, главные мысли, конфликт, темы, персонажи, цитаты и ответы на вопросы.","breadcrumb":{"@id":"https://bookra.app/books/2GBUs5MK#breadcrumb"},"mainEntity":{"@id":"https://bookra.app/books/2GBUs5MK#work"},"primaryImageOfPage":{"@type":"ImageObject","url":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-pd-public/content/5baa9ea7-aff4-11ea-a162-441ea14f7ef4/thumbs/1200.webp"}},{"@context":"https://schema.org","@type":"Book","@id":"https://bookra.app/books/2GBUs5MK#work","name":"Z ziemi chełmskiej","url":"https://bookra.app/books/2GBUs5MK","description":"Zbiór reportaży literackich publikowanych w roku 1909 na łamach „Tygodnika Ilustrowanego”.Losy unitów, które Władysław Stanisław Reymont opisał w tekstach „Z ziemi chełmskiej”, były dla samego autora bardzo interesujące. W celu zgłębienia ich historii przez jakiś czas przebywał nawet na terenach przez nich zamieszkałych, a więc na Chełmszczyźnie i na Podlasiu. Zasłyszane fakty umiejętnie połączył z fikcją literacką, nadając reportażom formę powieściową. Opisał w nich sytuację po zerwaniu po 1875 roku przez cara Aleksandra II unii kościoła katolickiego i prawosławnego, która poskutkowała okrutną rusyfikacją i nakazem przejścia na prawosławie. Jedną ze stosowanych metod było świadome skłócanie wyznawców różnych religii, które okazało się tragiczne w skutkach.","image":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-pd-public/content/5baa9ea7-aff4-11ea-a162-441ea14f7ef4/thumbs/1200.webp","inLanguage":"pl","genre":["зарубежная классика","зарубежная старинная литература"],"sameAs":["https://litres.ru/book/wladyslaw-stanislaw-reymont/z-ziemi-chelmskiej-55843122/"],"author":[{"@type":"Person","@id":"https://bookra.app/author/47ae1b02-3c7a-11e9-b747-0cc47a5f1565#person","name":"Władysław Stanisław Reymont","url":"https://bookra.app/author/47ae1b02-3c7a-11e9-b747-0cc47a5f1565"}],"about":[{"@type":"Thing","name":"зарубежная классика"},{"@type":"Thing","name":"зарубежная старинная литература"},{"@type":"Thing","name":"чтение онлайн"},{"@type":"Thing","name":"саммари"},{"@type":"Thing","name":"AI-разбор"},{"@type":"Thing","name":"персонажи"},{"@type":"Thing","name":"цитаты"}],"workExample":{"@type":"Book","@id":"https://bookra.app/books/2GBUs5MK#edition","url":"https://bookra.app/books/2GBUs5MK","bookFormat":"https://schema.org/EBook","inLanguage":"pl","sameAs":["https://litres.ru/book/wladyslaw-stanislaw-reymont/z-ziemi-chelmskiej-55843122/"],"isAccessibleForFree":true,"potentialAction":{"@type":"ReadAction","name":"Читать бесплатно онлайн «Z ziemi chełmskiej»","target":{"@type":"EntryPoint","urlTemplate":"https://bookra.app/books/2GBUs5MK","actionPlatform":["https://schema.org/DesktopWebPlatform"]},"expectsAcceptanceOf":{"@type":"Offer","category":"nologinrequired"}}}}],"book":{"idCatalog":762686,"shortId":"2GBUs5MK","title":"Z ziemi chełmskiej","coverUrl":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-pd-public/content/5baa9ea7-aff4-11ea-a162-441ea14f7ef4/thumbs/1200.webp","annotationText":"Zbiór reportaży literackich publikowanych w roku 1909 na łamach „Tygodnika Ilustrowanego”.Losy unitów, które Władysław Stanisław Reymont opisał w tekstach „Z ziemi chełmskiej”, były dla samego autora bardzo interesujące. W celu zgłębienia ich historii przez jakiś czas przebywał nawet na terenach przez nich zamieszkałych, a więc na Chełmszczyźnie i na Podlasiu. Zasłyszane fakty umiejętnie połączył z fikcją literacką, nadając reportażom formę powieściową. Opisał w nich sytuację po zerwaniu po 1875 roku przez cara Aleksandra II unii kościoła katolickiego i prawosławnego, która poskutkowała okrutną rusyfikacją i nakazem przejścia na prawosławie. Jedną ze stosowanych metod było świadome skłócanie wyznawców różnych religii, które okazało się tragiczne w skutkach.","catalogType":"PUBLIC_DOMAIN","catalogTypeLabel":"Общественное достояние","authorLine":"Władysław Stanisław Reymont","authors":[{"id":"47ae1b02-3c7a-11e9-b747-0cc47a5f1565","displayName":"Władysław Stanisław Reymont","protectedUrl":"/author/47ae1b02-3c7a-11e9-b747-0cc47a5f1565","wikipediaUrl":null,"wikidataUrl":null}],"genres":[{"id":5214,"title":"зарубежная классика","token":null,"publicUrl":"https://bookra.app/genre/5214"},{"id":5215,"title":"зарубежная старинная литература","token":null,"publicUrl":"https://bookra.app/genre/5215"}],"keywords":[],"facts":[{"key":"dateWritten","label":"Дата написания","value":"1970-01-01"},{"key":"bookLanguage","label":"Язык книги","value":"pl"},{"key":"adult","label":"Возрастное ограничение","value":"0+"}],"seoSections":[],"authorSummary":null,"hasArtifacts":false,"canReadInApp":true,"readUrl":"https://web.bookra.app/?startapp=r_762686","artifactsUrl":"https://web.bookra.app/?startapp=b_762686","readCtaLabel":"Читать бесплатно","artifactsCtaLabel":"AI-разбор","appReadLinks":{"tg":"https://t.me/bookra_lib_bot/BookRa?startapp=r_762686","vk":"https://vk.com/app54470698#startapp=r_762686","max":"https://max.ru/id7751370047_bot?startapp=r_762686","web":"https://web.bookra.app/?startapp=r_762686"},"appAnalysisLinks":{"tg":"https://t.me/bookra_lib_bot/BookRa?startapp=b_762686","vk":"https://vk.com/app54470698#startapp=b_762686","max":"https://max.ru/id7751370047_bot?startapp=b_762686","web":"https://web.bookra.app/?startapp=b_762686"},"guestReaderUrl":"/books/2GBUs5MK?page=3#reader-content","authorCtaLabel":"Все книги автора","authorProtectedUrl":"/author/47ae1b02-3c7a-11e9-b747-0cc47a5f1565","readersCount":0,"adultLabel":"0+","yearLabel":null,"datePublished":null,"publisherLabel":null,"isbn":null,"oclc":null,"lccn":null,"partnerUrl":null,"accessNote":"Полный текст книги и AI-разбор откроются на защищенных страницах BookRa после входа."},"reader":{"page":3,"totalPages":21,"hasPrev":true,"hasNext":true,"prevPageUrl":"/books/2GBUs5MK?page=2#reader-content","nextPageUrl":"/books/2GBUs5MK?page=4#reader-content","progressLabel":"Страница 3 из 21","sections":[{"id":"content0:92","kind":"paragraph","text":"– Pan chce z nami na misyę, a tam się może zdarzyć Bóg wie co…"},{"id":"content0:93","kind":"paragraph","text":"Obejrzałem się po izbie. Było pełno. Wpatrywali się we mnie nieprzeniknionemi oczami."},{"id":"content0:94","kind":"paragraph","text":"– Pojadę z wami, gotów jestem na wszystko! – powiedziałem krótko."},{"id":"content0:95","kind":"paragraph","text":"Nikt się już nie odezwał, ściskali mi rękę, zabierali z kąta baty i wychodzili."},{"id":"content0:96","kind":"paragraph","text":"Noc była na świecie, i chłodnawy wiatr pociągał z pól, gdyśmy wyjechali za stodołę, zmierzając prosto ku borom, czerniejącym na horyzoncie, niby opadła nizko chmura. Jechałem na drugiego. Przede mną, na pierwszym wozie siedziało trzech chłopów, a za nami musiał ciągnąć spory szereg wozów, bom nie mógł dojrzeć końca."},{"id":"content0:97","kind":"paragraph","text":"Noc była bardzo ciemna, chmury przysłaniały niebo, brał lekki przymrozek, gdyż błoto chlupało pod kołami. Jechaliśmy wolno i w głębokiem milczeniu. Gdzieniegdzie, we wsiach, zatopionych w ciemnościach, przebłyskiwały światełka, czasami wiatr przynosił naszczekiwanie psów, jakieś dalekie echa turkotów, a niekiedy parskały konie. Wjechaliśmy wreszcie na szosę i, nie żałując bata, ruszyliśmy z kopyta, aby się tylko dostać do lasu, który wyrastał przed nami coraz bliżej."},{"id":"content0:98","kind":"paragraph","text":"Głębokie, zarośnięte krzakami rowy ciągnęły się z obu stron drogi."},{"id":"content0:99","kind":"paragraph","text":"Naraz w ciszy rozległ się głos rozkazujący:"},{"id":"content0:100","kind":"paragraph","text":"– Stać!"},{"id":"content0:101","kind":"paragraph","text":"Ktoś wyskoczył z pierwszego wozu i przypadł twarzą do drogi."},{"id":"content0:102","kind":"paragraph","text":"Cały szereg jakby zamarł na miejscu. Nasłuchiwałem z zapartym tchem… gdzieś, jeszcze dosyć daleko przed nami, rozlegał się ledwie dosłyszalny turkot."},{"id":"content0:103","kind":"paragraph","text":"– Powóz we cztery konie! Bóg wie, kto może w nim jechać! Do rowu z wozami! Niech tylko pan dziedzic zostanie i rusza wolniuśko! – padła cicha, a mocna komenda."},{"id":"content0:104","kind":"paragraph","text":"Zatrzeszczały krzaki, chlupnęła woda, i po chwili nie było już na szosie nikogo."},{"id":"content0:105","kind":"paragraph","text":"Ruszyłem stępa. Turkot był coraz bliższy. Wkrótce zamigotały latarnie i było słychać uderzanie kopyt i brzęk uprzęży, a w parę minut później przesunął się koło mnie powóz, zaprzężony w cztery konie; siedziało w nim parę osób, rozmawiających po rosyjsku, ale w ciemnościach nie mogłem rozróżnić ani jednej twarzy."},{"id":"content0:106","kind":"paragraph","text":"– Żandarmi, panie! Wybrali się na jakieś polowanie. Nie trzeba o tem mówić, po co się mają płoszyć! – szepnął mi ten sam głos, gdy powóz już zginął w oddaleniu."},{"id":"content0:107","kind":"paragraph","text":"Skręciliśmy na drogę, biegnącą samym brzegiem lasu. Zapaliłem papierosa."},{"id":"content0:108","kind":"paragraph","text":"– Zgasić! mógłby kto zobaczyć ze szosy!"},{"id":"content0:109","kind":"paragraph","text":"Zdążyłem tylko zobaczyć na zegarku, że było już po dziesiątej."},{"id":"content0:110","kind":"paragraph","text":"Jechaliśmy brzegiem lasu z dobrą godzinę, a ciemność, milczenie, cichy poszum drzew, monotonny skrzyp wozów i parskanie koni tak mnie usposobiły, że już na dobre zaczynałem drzemać, gdyśmy się wytoczyli na łąki, gęsto porośnięte kępami drzew i miejscami pozalewane. Otrzeźwiałem natychmiast, bo woda bluzgała z pod kół i kopyt, a spłoszone czajki zakwiliły nade mną. Potem wjechaliśmy na jakiś szeroki wygon, niezmiernie grzązki, wyboisty i pełen kałuż. Potem staliśmy dosyć długo na jakichś rozstajach pod krzyżem, gdzie już czekały sznury wozów i mnóstwo ludzi, a wciąż jeszcze było słychać nadjeżdżających."},{"id":"content0:111","kind":"paragraph","text":"Wielki las czerniał tuż przed nami, jak mur."},{"id":"content0:112","kind":"paragraph","text":"Zrobiło się nieco jaśniej, zaczęły przebłyskiwać gwiazdy, a z wiatrem nadpłynęły jakby dalekie echa ligawki."},{"id":"content0:113","kind":"paragraph","text":"– Ruszać, a nie rozwłóczyć się! – zabrzmiała cicha komenda."},{"id":"content0:114","kind":"paragraph","text":"W parę minut dosięgliśmy czarnej ściany lasu i znowu przystanęli, gdyż z pod drzew rozległ się jakiś ostry i groźny głos:"},{"id":"content0:115","kind":"paragraph","text":"– Kto jedzie?"},{"id":"content0:116","kind":"paragraph","text":"– Swoi! Swoi! – zerwały się niecierpliwe wołania."},{"id":"content0:117","kind":"paragraph","text":"– Tu niema przejazdu; grobla rozmyta, most zabrały wody. Zawracajcie!"},{"id":"content0:118","kind":"paragraph","text":"– Jechalim z nadzieją, to może przejedziemy! – zagadał poważnie pierwszy wóz."},{"id":"content0:119","kind":"paragraph","text":"– Tak – że mi powiadajcie! A toż i strażniki umieją krzyknąć: swoi!"},{"id":"content0:120","kind":"paragraph","text":"Słowo „z nadzieją” było umówionem hasłem, jak się później dowiedziałem."},{"id":"content0:121","kind":"paragraph","text":"Odezwał się znowu długi, przeciągły jęk ligawki, i wjechaliśmy w las; ugięły się pod bryczką jakieś dyle, koń mój zaczął się wspinać i chrapać, ale szczęśliwie przejechałem silnie rozklekotany most i literalnie utonąłem w ciemnościach. Wyniosły, zwarty bór okrył nas jakby czarnym płaszczem; nie było widać nawet końskiego zadu, a białe pnie brzóz majaczyły, jak przez sen. W jakiemś miejscu musiałem zesiąść i prowadzić konia za uzdę, bo ślizgał się i rzucał na grobli, wyłożonej okrąglakami, które zapadały się pod kopytami, jak klawisze: grzązłem niekiedy w błocie po kolana, tłukłem się o drzewa i musiałem iść cały czas chyłkiem, aby się uchronić od smagania gałęzi. Wreszcie wywlekliśmy się na suchsze miejsce. Poczułem twardy grunt pod nogami, a nad głową zobaczyłem gwiazdy i czuby drzew, rozstrzępione w czarne pióropusze."},{"id":"content0:122","kind":"paragraph","text":"– Wstrzymać konie i nie ruszać się z miejsca! Musimy przepuścić pieszych – rozkazano."},{"id":"content0:123","kind":"paragraph","text":"Przystanąłem, i wkrótce podniosły się dokoła mnie szepty i ostrożne, miarowe stąpania. W ciemnościach, jakie zalegały, zaledwie mogłem dojrzeć słabe i niewyraźne zarysy jakichś cieniów, ale długo słyszałem trzaski gałązek pod nogami i głuche dudnienie kroków tych tysięcy, przechodzących nieskończoną procesyą, że zwolna bór napełnił się cichym, rozedrganym pogwarem, jakby bełkotem wód, napływających wzburzonemi falami, aż zestrachane konie zaczęły tu i ówdzie szarpać uprzęże, i tłuc się o wozy; a oni wciąż szli a szli; szmer wzmagał się chwilami, to przycichał i oddalał się, spływając bezustannie w jednym kierunku, gdzieś w głąb lasów…"},{"id":"content0:124","kind":"paragraph","text":"Nie wiem, jak długo to trwało, ale w końcu już mi się zaczęło wydawać, że cały bór się chwieje, porusza i płynie wraz z tą niedojrzaną, potężną falą…"},{"id":"content0:125","kind":"paragraph","text":"Niedaleko ode mnie rozbłysło nagle ognisko i, wciąż podsycane gałęziami, wybuchało coraz potężniejszymi słupami płomieni. Setki ludzi kręciły się w krwawych brzaskach. Poszedłem się ogrzać, bo zimno było przejmujące; ktoś mi ustąpił miejsca i rzekł bardzo przyjaźnie:"},{"id":"content0:126","kind":"paragraph","text":"– Niech się pan dobrze ugrzeje, bo do rana jeszcze daleko."},{"id":"content0:127","kind":"paragraph","text":"Przypiekałem się też z prawdziwą przyjemnością; ogień huczał wesoło, niekiedy sypnął deszczem iskier, niekiedy z trzaskiem rwał się w górę i buchał płomienistą, rozwichrzoną grzywą aż do czubów drzew, a dokoła ciżbiły się rdzawe pnie sosen twardą i nieprzejrzaną gęstwą, wśród której mrowili się ludzie, szeregi wozów i koni."},{"id":"content0:128","kind":"paragraph","text":"Obok mnie rozmawiano półgłosem."},{"id":"content0:129","kind":"paragraph","text":"– Nie zdążą prędzej, niźli na świtanie."},{"id":"content0:130","kind":"paragraph","text":"– Byle ich w drodze nie spotkało co złego."},{"id":"content0:131","kind":"paragraph","text":"– Na uroczysku, tam sucho i dostęp tylko z jednej strony. Strażniki nie trafią!"},{"id":"content0:132","kind":"paragraph","text":"– A niech tropią: bagno głębokie… nie wyda."},{"id":"content0:133","kind":"paragraph","text":"– Trzeba się nam będzie niezadługo zabierać, kobiety już musiały dojść."},{"id":"content0:134","kind":"paragraph","text":"Umilkli nagle, gdyż zjawił się jakiś chłop i zaczął krzyczeć:"},{"id":"content0:135","kind":"paragraph","text":"– Zgasić ogień, a toć łunę widać aż na polach!"},{"id":"content0:136","kind":"paragraph","text":"W mgnieniu oka zawalono ziemią ognisko i zadeptano, a po chwili ruszyliśmy w jakimś znowu niewiadomym dla mnie kierunku."},{"id":"content0:137","kind":"paragraph","text":"– Czy to jeszcze daleko? – spytałem jakichś cieni, przechodzących obok bryczki."},{"id":"content0:138","kind":"paragraph","text":"– Nie bardzo, za jakie dwa pacierze staniemy na miejscu."},{"id":"content0:139","kind":"paragraph","text":"Nie mogłem już dojrzeć gwiazd. Nad głowami tylko szumiały cicho drzewa, i w leśnych mrokach rozlegały się przytłumione rozmowy i ciężkie odgłosy kroków. Jechaliśmy gęsiego i noga za nogą przez takie błota, topiele i trzęsawiska, że zaledwie w godzinę zdołaliśmy się przedostać na jakieś niewielkie wzgórze, dosyć rzadko porośnięte rozłożystemi drzewami, a otoczone nieprzebytem bagnem i wodami."}],"toc":[{"id":"content0:0:1","label":"Władysław Stanisław Reymont Z ziemi chełmskiej","page":1,"pageUrl":"/books/2GBUs5MK#reader-content"},{"id":"content0:1:1","label":"I. Misya","page":1,"pageUrl":"/books/2GBUs5MK#reader-content"},{"id":"content0:4:1","label":"—–","page":1,"pageUrl":"/books/2GBUs5MK#reader-content"},{"id":"content0:210:5","label":"—–","page":5,"pageUrl":"/books/2GBUs5MK?page=5#reader-content"},{"id":"content1:0:5","label":"II","page":5,"pageUrl":"/books/2GBUs5MK?page=5#reader-content"},{"id":"content2:0:8","label":"III","page":8,"pageUrl":"/books/2GBUs5MK?page=8#reader-content"},{"id":"content2:14:8","label":"—–","page":8,"pageUrl":"/books/2GBUs5MK?page=8#reader-content"},{"id":"content2:108:11","label":"—–","page":11,"pageUrl":"/books/2GBUs5MK?page=11#reader-content"},{"id":"content3:0:11","label":"IV","page":11,"pageUrl":"/books/2GBUs5MK?page=11#reader-content"},{"id":"content3:96:13","label":"—–","page":13,"pageUrl":"/books/2GBUs5MK?page=13#reader-content"},{"id":"content4:0:15","label":"V","page":15,"pageUrl":"/books/2GBUs5MK?page=15#reader-content"},{"id":"content5:0:17","label":"VI","page":17,"pageUrl":"/books/2GBUs5MK?page=17#reader-content"},{"id":"content6:0:19","label":"VII","page":19,"pageUrl":"/books/2GBUs5MK?page=19#reader-content"},{"id":"contentnotes0:0:21","label":"1","page":21,"pageUrl":"/books/2GBUs5MK?page=21#reader-content"},{"id":"contentnotes0:3:21","label":"2","page":21,"pageUrl":"/books/2GBUs5MK?page=21#reader-content"},{"id":"contentnotes0:6:21","label":"3","page":21,"pageUrl":"/books/2GBUs5MK?page=21#reader-content"}]},"similarBooks":[{"idCatalog":787516,"shortId":"038AHbna","title":"Человек-зверь","authorLine":"Эмиль Золя, В. Ранцова","primaryAuthorId":"82d512ee-2a82-102a-9ae1-2dfe723fe7c7","coverUrl":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-pd-public/content/46378965-70f6-41f4-9510-013fea11211d/thumbs/400.webp","publicUrl":"https://bookra.app/books/038AHbna"},{"idCatalog":7183,"shortId":"4SSnge7p","title":"Фараон","authorLine":"Болеслав Прус, Е. Н. Троповский","primaryAuthorId":"dcbe6513-2a81-102a-9ae1-2dfe723fe7c7","coverUrl":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-litres-public/content/32aeea09-f542-4c48-ba6c-1464e0288595/thumbs/400.webp","publicUrl":"https://bookra.app/books/4SSnge7p"},{"idCatalog":521096,"shortId":"39RurXks","title":"Хагакурэ, или Сокрытое в листве","authorLine":"Цунэтомо Ямамото, Сергей И. Логачев","primaryAuthorId":"292e10ef-2a83-102a-9ae1-2dfe723fe7c7","coverUrl":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-litres-public/content/d2c8ca1b-24e9-11ee-8496-0cc47af30fe4/thumbs/400.webp","publicUrl":"https://bookra.app/books/39RurXks"},{"idCatalog":790354,"shortId":"08oOsnCu","title":"Сон в летнюю ночь","authorLine":"Уильям Шекспир, Николай Михайлович Сатин","primaryAuthorId":"c577ea96-2a81-102a-9ae1-2dfe723fe7c7","coverUrl":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-pd-public/content/9cb6e365-8043-11e7-af8e-0cc47a1952f2/thumbs/400.webp","publicUrl":"https://bookra.app/books/08oOsnCu"},{"idCatalog":788220,"shortId":"0Tjejja2","title":"Нана","authorLine":"Эмиль Золя, Т. Иринова","primaryAuthorId":"82d512ee-2a82-102a-9ae1-2dfe723fe7c7","coverUrl":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-pd-public/content/5a387752-aafd-4f3d-bb91-627dfd767da4/thumbs/400.webp","publicUrl":"https://bookra.app/books/0Tjejja2"},{"idCatalog":577406,"shortId":"0q0GFNSG","title":"Золотой осел","authorLine":"Луций Апулей, Михаил Алексеевич Кузмин","primaryAuthorId":"673278e9-2a98-102a-9ac3-800cba805322","coverUrl":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-litres-public/content/c0602770-11db-11ef-8496-0cc47af30fe4/thumbs/400.webp","publicUrl":"https://bookra.app/books/0q0GFNSG"},{"idCatalog":763844,"shortId":"0k1CVPMc","title":"Ромео и Джульетта","authorLine":"Уильям Шекспир, Дмитрий Лаврентьевич Михаловский","primaryAuthorId":"c577ea96-2a81-102a-9ae1-2dfe723fe7c7","coverUrl":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-pd-public/content/8c3c1916-803a-11e7-8179-0cc47a520474/thumbs/400.webp","publicUrl":"https://bookra.app/books/0k1CVPMc"},{"idCatalog":766049,"shortId":"4TrGYIUx","title":"Гамлет, принц Датский","authorLine":"Уильям Шекспир, Петр Петрович Гнедич","primaryAuthorId":"c577ea96-2a81-102a-9ae1-2dfe723fe7c7","coverUrl":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-pd-public/content/e925d796-803b-11e7-af8e-0cc47a1952f2/thumbs/400.webp","publicUrl":"https://bookra.app/books/4TrGYIUx"},{"idCatalog":46756,"shortId":"1wKz5vUM","title":"Монахиня","authorLine":"Дени Дидро, Дебора Григорьевна Лившиц","primaryAuthorId":"b1401df8-2a93-102a-9ac3-800cba805322","coverUrl":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-litres-public/content/37ba23fd-6a81-102c-a19b-edc40df1930e/thumbs/400.webp","publicUrl":"https://bookra.app/books/1wKz5vUM"},{"idCatalog":788440,"shortId":"0L94UZhC","title":"Доктор Паскаль","authorLine":"Эмиль Золя, Константин Григорьевич Локс","primaryAuthorId":"82d512ee-2a82-102a-9ae1-2dfe723fe7c7","coverUrl":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-pd-public/content/61f13980-8201-4459-bcd1-e04d976a5570/thumbs/400.webp","publicUrl":"https://bookra.app/books/0L94UZhC"},{"idCatalog":11697,"shortId":"2MoUDOAh","title":"Сон в красном тереме. Том 1","authorLine":"Лев Николаевич Меньшиков, Владимир Андреевич Панасюк, Цао Сюэцинь","primaryAuthorId":"4e036549-1455-11e8-a22f-0cc47a5454c6","coverUrl":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-litres-public/content/c9377cb2-c07d-4c18-a638-1db65e2e0cf2/thumbs/400.webp","publicUrl":"https://bookra.app/books/2MoUDOAh"},{"idCatalog":792368,"shortId":"4ft6F5H0","title":"Саламбо","authorLine":"Гюстав Флобер, Николай Максимович Минский","primaryAuthorId":"526ac12b-2a82-102a-9ae1-2dfe723fe7c7","coverUrl":"https://storage.yandexcloud.net/bookra-catalog-pd-public/content/d8927887-c0aa-11e0-9959-47117d41cf4b/thumbs/400.webp","publicUrl":"https://bookra.app/books/4ft6F5H0"}],"similarBooksPagination":{"page":1,"pageSize":12,"totalItems":2333,"totalPages":195,"hasPrev":false,"hasNext":true}},"notFound":false}