Загрузка...

AI-разбор доступен после входа

Суть книги, пересказ, главный конфликт, ключевые идеи, вывод, кому полезна, главные темы, персонажи и цитаты можно получить после входа в BookRa.

auto_awesomeПолучить AI-разбор

О книге

Cykl Z myśli wieczornych autorstwa Elizy Orzeszkowej to 10 krótkich nowelek o charakterze refleksyjnym. Są to przeważnie melancholijne zapiski o samotności, przemijaniu, kruchości życia, a także tęsknocie za wolnością i poszukiwaniu. W wielu z nich autorka zwraca się do Boga, nowele przyjmują formę modlitwy lub litanii. Można doszukiwać się w nich prób przemyślenia i podsumowania własnego życia i dokonań, ciągłego niepokoju związanego zarówno z sytuacją polityczną, jak i osobistymi przeżyciami (cykl był pisany przez Orzeszkową w ostatnich latach życia), a także ostatnich nadziei i modlitwy o wyzwolenie.Eliza Orzeszkowa to jedna z najsłynniejszych pisarek epoki pozytywizmu. W swoich dziełach realizowała postulaty epoki takie jak praca u podstaw, asymilacja Żydów, emancypacja kobiet, ale także podejmowała tematykę patriotyczną, głównie związaną z powstaniem styczniowym.

Дата написания1970-01-01
Язык книгиpl
Возрастное ограничение0+

Читать онлайн

Страница 2 из 5

Słyszy to wieczór…

Ludzie, oblicza, brzmienia głosu, uczucia, związki, sceny natury i obrazy życia, momenty serca i momenty myśli, formy i treści, powierzchnie i jądra – przemijają. Wszystko, co ziemskie, przemija.

Pamięta o tem wieczór.

Nie w każde serce dzień wszczepia uczucie przemijalności wszystkiego co ziemskie, lecz to, w które wszczepi, minut radości zaznawać niekiedy może, godzin smutku zaznawać zawsze musi.

Wie o tem wieczór.

Więc częściej od pór dnia przeminionych pochyla się nad swą duszą i wargami, pragnieniem wiekuistości drżącemi, mówi:

– Ty nie przeminiesz.

A ona, w pomroku wieczora świecąc iskrą brylantową, skrzydła rozpina i odpowiada:

– Od naczyń kruchych, od prochów rozsypanych, od zmiennych form i znikających cieni – ulecimy!

Słyszy to wieczór…

Że raz jeszcze…

Że przed nadejściem nocy raz jeszcze ujrzałem lazury niebios wolnych, przestworza pól szerokich, płynne kryształy wodne, chyże loty jaskółcze, słoneczny glob promienisty, który spływał za obrzeżynę ziemi, gdy po niebie orszakiem królewskim żeglowały świecące klejnoty – obłoki

i że słyszałem skrzydła wichrów szumne, skowrończe śpiewy lotne, szeptania liści o tajemnicach zapadającego zmroku, głębokie cisze, których kopuły wznoszą się nad świtania błękitnych poranków;

żeś oczom moim spocząć dał w oczach niezapominajek, pić biel śnieżystą z wilgotnych koron nenufarów —

i że widziałem, jak na gałęziach wiotkich goreją rosy, gdy w nie przenika purpura zorzy rubinowa;

że gdy wszystko naokół ciche było i czyste, myślą czystą i cierpieniem cichem do Ciebie o litość nad sercem swem wołałem

i litością wielką litowałem się nad tymi, którzy we wrzawach pustych, w blaskach zwodnych, w rozpyle dusz marnym serca swe nurzają;

żeś o godzinie zachodu zapalił mi na niebie rubinową smugę zorzy, której purpura serce moje przeniknęła

i że to serce przed okiem Twojem na oścież rozewrzeć mogę, bo na jego purpurze nic niema, krom gorejącej jak rosa o zachodzie – łzy;

bądź podziękowan i ubłogosławion Stwórco lazurów, kryształów, lotów chyżych, kwiatów białych, globów promienistych i – serc przeniknionych purpurą wieczornej zorzy, z gorejącą na niej w milczeniu wieczornem – łzą!

Zmiłuj się nad nami!

Jako woda uciekająca – życie nasze, jako wątłe skorupy kruche – łodzie nasze, jako kwiaty więdnące – serca nasze, jako ptaki więzione – dusze nasze. Jako światełka, które we mgłach obłędnych Światła szukają – myśli nasze, jako rany, które, tęsknością łaknące, wargi ku dosytowi rozwierają – kochania nasze, jako trzciny, któremi nad wezbraniem wód biegnących wichry miotają – wole nasze, jako gołębie, które pod niebiosami pościg jastrzębi za sobą mają – cnoty nasze. Tyś, Panie! dla wód w wieczność uciekających – ujściem, dla żeglarzy z fal na fale spienione rzucanych – przystanią, dla serc od tęskności we wnętrzu swem omdlałych – winem, dla skrzydeł od bicia w ściany klatek rozbolałych – nadzieją. Zmiłuj się nad nami! Tyś pochodnią – szukającym, lekarzem tym – co chorzy, siłą – w sobie zachwianych, ratunkiem – ściganych. Zmiłuj się nad nami! My prochy liche i przed Wielkością Twoją największy z nas – pyłek maleńki, my ślepcy błądzący i przed Mądrością Twoją najmędrszy z nas krótkowidz jednooki, my z jadem w żyłach urodzeni i przed Dobrocią Twoją najsłodszy z nas – piołun gorzki, my niedolą na sercach piętnowani i przed Szczęśliwością Twoją najszczęśniejszy z nas – nędzarz spłakany. Zmiłuj się nad nami! Tyś Światłem – bez cienia, Kochaniem – bez cierpienia, Potęgą – bez zachwiania, Dobrem – bez skazy. Zmiłuj się nad nami! Wielkość Twa, za krańce stworzonych wszechprzestrzeni – sięga, Mądrość Twa, zmazy do stóp Twych kornie przypadające – przekreśla, Dobroć Twa serca, błagalnie rany swe Tobie ukazujące – ukaja, Litość Twa, nad brzemiona swe po drogach twardych niosącymi – pochylona. Zmiłuj się nad nami! Idziemy, idziemy ku Tobie po falach wód w wieczność biegnących – chwiejący się i niedowidzący, płyniemy; płyniemy ku Tobie na łodziach wątłych, kruchych – błądzący i powracający, wołamy, wołamy ku Tobie z serc zranionych i skrzydeł zmęczonych – łzy i krew roniący, lecimy, lecimy ku Tobie przed wichrami złymi i pościgami jastrzębimi – strwożeni i uciekający. Zmiłuj się nad nami!

Tak szeptał tuman czarny…

Niegdyś, niegdyś przyszła była do mnie mara posępna i, na bezsennem posłaniu mojem ległszy, tumanem czarnym całego mię pokryła.

Całego mię okryła, od stóp aż po włosy, tumanem czarnym, z którego były jej ciało i suknia, a szept jej syczący głowę mą oblewał i, kędy życie sercem tętni, – spływał.

Smutkiem nazwała siebie mara czarna i rzekła:

że za bratem swym, Bólem, śladem w ślad po świecie chodzi;

że gdy Ból serce człowiecze przebije i na dnie jego zmęczony spoczywa, ona przychodzi;

że Ból jest nożem, który krew wytacza, ona trucizną, która w krew się wsącza;

że krzyk jest głosem Bólu, krew jego kolorem, a ona cicho stąpa, nocy barwą obleczona, powoli, powoli na pierś, oczy, myśl, siły człowiecze się kładzie i szepce… szepce…

–…„Co ty wiesz?

„Wiotkim tyś cieniem, który po drodze życia mknie i – znika.

„Skąd? Dokąd?

„Co ty wiesz?

„Miljardem dróg jest życie, któremi na świat powierzchni miljardy cieni pomyka i – znika.

„Skąd? Dokąd?

„Czy ty wiesz?

„Świat zbiorowiskiem cieni wszech natur i kształtów, które na czasu oceanie pomykają i – znikają.

„Skąd? Dokąd?

„Czy ty wiesz?

„W sercu twem słowik i róża skonały; w głębokościach przestworzy umarła gwiazda.

Po co róże, słowiki i gwiazdy?

„Czy ty wiesz?

„Na sercu, czole, dłoniach piekące pieczęcie złej doli nosisz.

„Za co? Ku czemu?

„Czy ty wiesz?

„W pobliżu brzmi muzyka skoczna, rozlegają się śpiewy i śmiechy ochocze. Tam radość życia, pląsy, wesele. Idź i szatę Dejaniry, z piekących pieczęci złej doli utkaną, w kaskadę śmiechu – wrzuć…

...................................

„Od kaskady śmiechu wzrok, słuch, duszę z niechęcią odwracasz?

„W pobliżu las stoi głęboki, samotny, spokojny, cichy, cienisty, bezpieczny od świata, od ludzi i dobrze być musi, ach! na mchów pierzu miękkiem, pod szerokiemi skrzydłami paproci, oko w oko tylko ze skabiozą białą, nad głową tylko z obłokiem skrzydlatym – usnąć!

„Idź, i w cienistej, spokojnej, samotnej głębi lasu – na mchy i paprocie szatę życia – zrzuć!

„Po co życie?

„Czy ty wiesz?

..............................................

…„Gdybyś wiedział, że z łez twych oczu powstanie zdrój kastalski, w którym skąpane oczy inne nigdy już płakać nie będą;

…gdybyś wiedział, że z prochu twoich słowików zamordowanych Feniks uleci i w sercach innych pomarłe szczęście odrodzi;

…gdybyś wiedział, że dłoń twoja dłoni czyjej, dusza twoja duszy czyjej – jest radością.

„Gdyby kto wołał…

„Wsłuchaj się w echa, które głosy niosą!

„Nikt nie woła. To wiesz…

„Z łez, wylanych przez oczy jedne, powstająż dla oczu innych cudowne zdroje kastalskie?

„Nad popioły róż i słowików umarłych wzlatująż ptaki szczęśliwych odrodzeń?

„Dobędżież pług twój ziarno z roli bagnistej lub wyschłej?

„Wysącząż twe wargi skrwawione gorycz z jądra kwiatu?

„Czy ty wiesz?

„Wołaż ku tobie głos jaki kochany: radości moja?

„Wsłuchaj się w echa, które głosy niosą!

Страница 2 из 5

Вам также может понравиться

Страница 1 из 195

Назад12195Далее