Загрузка...

AI-разбор доступен после входа

Суть книги, пересказ, главный конфликт, ключевые идеи, вывод, кому полезна, главные темы, персонажи и цитаты можно получить после входа в BookRa.

auto_awesomeПолучить AI-разбор

О книге

Ciesz się klasyką! Miłego czytania!

Дата написания1970-01-01
Язык книгиpl
Возрастное ограничение0+

Читать онлайн

Страница 47 из 47

W istocie widok, który się jej przedstawił był w Borowcach nowym i niespodziewanym. W pośrodku kwiatów na murawie siedziała kilkoletnia dzieweczka w białej sukience, trzymając w ręku pęk narwanych kwiatków. Przed nią schylony mężczyzna blady, posępnej twarzy, z przymuszonym uśmiechem coś się jej zdawał tłómaczyć, a dziecię z uwagą wielkiemi ciemnemi oczyma nań patrzało… Na ustach jego zawisł uśmieszek przerywany niby i mający się kiedyś dokończyć. Rączki tymczasem cisnęły pęczek kwiatów, jakby go bronić chciały… W tym czarno ubranym po podróżnemu mężczyznie Laura poznała Honorego. Snadź przybywszy rano nie chciał jej snu przerywać i zszedł z dziedzińca do znajomego ogródka.

Laura przypatrując się temu obrazkowi nie śmiała zejść, choć pragnęła dziecię zobaczyć… W tej chwili Honory ją postrzegł, porwał małą Lorkę na ręce i podniósł ją ku niej milczący. Przez złocistą jej główkę powitali się po długiem niewidzeniu ze łzami.

Lorka wcale nie zmieszana, bo jej tam już wiele o tej cioci mówiono, trzepocząc się na ręku ojca, puściła kwiatki i wyciągnęła ku niej dłonie.

W tem Eljasz uradowany, promienisty, otworzył drzwi wołając:

– Pani wie! pan Honory z Konopnicy przyjechał.

Biegli tedy naprzeciw siebie, a Laura podążyła jeszcze schwycić ich wychodzących z ogródka i nim przywitała Honorego, wzięła na ręce Lorkę śmiejącą się i już jakby starą, a dobrą znajomą.

Radość to była pomieszana ze łzami, lecz wielka radość w Borowcach… radość poważna, nie młodzieńcza, nie marząca – lecz pomna losów tej ziemi, na której wszystko jest chwilą, mgnieniem… błyskiem tylko.

Honory został na tydzień, na dwa, bo go dziecię nie chciało puścić od siebie, a Laura nie oddawała dziecka, i tak je potrafiła przywiązać, popsuć i zbałamucić, że do starego nawet dziada powracać nie chciało, ale nakazywało, by dziad tu do Borowiec do niej przybył.

W jakiej postaci dawna miłość wróciła tym dwom sercom po latach wielu, czy tak świeżą, gorącą, szaloną jak była pierwsza, czy silniejszą choć mniej głośną i jawną? Któż to wyważyć i obliczyć potrafi? … Bywały chwile, w których oboje zdawali się odżywać młodością, – i godziny smutku jakiegoś, jakby trwogi.

Ani Honory nie śmiał się o rękę jej upomnieć, ani ona najmniejszem wspomnieniem przeszłości możliwość zbliżenia się wywołać. Jak brat i siostra byli z sobą. Dobek w końcu z jakimś niepokojem począłsię do drogi gotować, nie chciał dłużej ojca starego tak zostawiać. Laura prosiła, aby jej Lorkę powierzył.

– Weź mnie i ją, rzekł Dobek cicho; ale czy zechcesz nas teraz? …

– A! mój Honory, odpowiedziała Laura: tę rękę biedną dawnobym ci była wyciągnęła sama, gdyby nie jedna myśl, nie jedno słowo… które mnie przeraża… Jabym więc miała zostać naszej miłej, ślicznej Lorce… macochą!! Nie mogę!

– Bądźże jej matką, odezwał się Honory.

– Na samo tego imienia wspomnienie drżę i blednieję. Jabym być miała macochą, ja com tego wyrazu okrucieństwa doznała i przeklęłam go? Czyż nie dziwny traf albo kara boża czyni mnie właśnie – mnie samą… macochą tej dziecinie?!

Zaczęła Lorkę ściskać i płakać.

– Nieubłagane fatum, rzekła, pomściło się w ten sposób na mnie… Nie jestże to dziwne zrządzenie? …

Honory zostawiwszy Lorkę, pojechał sam do chorążego. Na progu już spotkała go bura sążnista.

– Ale bo też miłosierdzia nie masz! zawołał stary: ja o kuli, sam jeden w tej pustce, gospodarstwo wiosenne djabli biorą… a ty jak pojechałeś tam do tych nieszczęsnych Borowiec, takeś ugrzązł. A Lorka?

– Została u ciotki.

– Jakto? a pocóżeś ty ją tam porzucił? a co ja tu bez tej szczebiotki pocznę? Ja bez niej nie wyżyję.

– Mój ojcze, całując go w rękę odezwał się Honory, pojedziemy po nią razem…

– Żartuj zdrów… mnie droga inna na myśli ku mogiłkom, a ty mnie wyprawiasz w świat jak lekkiego panicza.

– Jużciż choćby w lektyce nieść przyszło, ojciec będziesz na mojem weselu…

Chorąży się aż cofnął.

– Jezu miły! Wesele ci już w głowie! Wesele! małoś pierwsze opłakał? Ano mi zaraz powiesz: trzeba matki dziecku! Parobczak gdy się chce żenić, nigdy dla czego innego, tylko że mu niema komu bielizny uprać, a wdowiec nie dla siebie ino dla małych dzieci! Co ci to w głowie?

– Ale ojcze kochany…

– Pewnieś jakiego szurgota napytał z fraucymeru panny Laury, bo to ty – ja cię znam, umizgus jesteś…

Honory pocałował go w rękę znowu.

– Mój drogi ojcze, żenię się z Laurą.

– Hę? to nie może być! złożywszy ręce krzyknął stary. A chyba że tak to co innego. Na prawdę?

– Nie kłamałbym w rzeczy tak poważnej.

– Spodziewam się… a zkądże to znowu przyszło? rzekł jakby do siebie. Prawda, żeście się to znali dawniej i podobali sobie… prawda… Jednak myślałem, że Laura większych splendorów szukać sobie będzie.

Chorąży pociągnął do pokoju syna, aby mu opowiadał, i milczący już rozważał tylko, cieszył się i popłakiwał.

Laura napisała do wojewody, prosząc go o błogosławieństwo, a jeśliby to być mogło, zapraszając jego, Jadwisię i kuzynów na wesele, które pierwszych dni sierpnia odbyć się miało. Zaprosiny te tylko wojewoda z córką przyjął, gdyż syn i reszta rodziny rozproszoną była i różnemi pilnemi sprawami zajęta.

Pierwszy tedy raz może od założenia Borowiec tak liczny zastęp gości znalazł się w ich murach. Chorąży, wojewoda ze dworem znacznym, sąsiedztwo całe. Odbyły się ślubowiny i wesele samo w towarzystwie mnogiem ale bez żadnego występu i wspaniałości, cicho nawet i skromnie. Idąc do ślubu, Laura przybraną w białą sukieneczkę Lorkę zabrała, i może przeciwko zwyczajowi, postawiła ją pomiędzy Honorym a sobą, jakby przyjmując za własną dziecinę, jakby przyznając za swoją, ażeby nienawistnego imienia macochy nie nosić, aby jej być prawdziwą matką.

Страница 47 из 47

Назад14647Далее

Вам также может понравиться

Страница 1 из 195

Назад12195Далее