Загрузка...

AI-разбор доступен после входа

Суть книги, пересказ, главный конфликт, ключевые идеи, вывод, кому полезна, главные темы, персонажи и цитаты можно получить после входа в BookRa.

auto_awesomeПолучить AI-разбор

О книге

Klechdy polskie to zbiór utworów Bolesława Leśmiana, które po raz pierwszy zostały wydane w 1956 roku, prawie 20 lat po śmierci pisarza.W zbiorze znajdują się baśnie Czarny kozioł, Jan Tajemnik, Majka, Podlasiak i Wiedźma. Leśmian odwołuje się w nich do podań wiejskich, ludowych, pogańskich. Ich bohaterowie, ludzie pochodzący ze wsi, mierzą się z różnymi upiorami, tajemnicami, a niekiedy wcieleniami diabła. Baśnie Leśmiana w intrygujący sposób oddają rzeczywistość dawnych polskich wierzeń i przesądów.Bolesław Leśmian to jeden z najsłynniejszych pisarzy i poetów polskich pierwszej połowy XX wieku, uznany za najoryginalniejszego twórcę tych czasów. To twórca nowego typu ballady, zasłynął także charakterystycznym językiem – jego utwory pełne są neologizmów, zwanych leśmianizmami. W swoich dziełach odwoływał się często do wątków fantastycznych, do wierzeń ludowych, czerpał z tradycji baroku, romantyzmu i Młodej Polski, inspirował się Bergsonem i Nietzschem.

Дата написания1970-01-01
Язык книгиpl
Возрастное ограничение0+

Читать онлайн

Страница 44 из 47

– Tupnij raz jeszcze, a na łopatę wskocz! – upierał się wójt wesoło. – Dla mnie to zrób, bo mężem twoim jestem i wiem lepiej od ciebie, czego chcę i jakie mam potrzeby. A i sama rada byś sprawdzić, czy masz siłę tajemną, czy nie masz.

– A nie nabierzesz do mnie odrazy? – spytała nagle wójtowa, przekomarzając się jeszcze i dłonią twarz zawstydzoną osłaniając.

Wójt zgadł, że rada by sprawdzić, czy ma oną siłę, czy nie ma. A jeśli nawet i nie zgadł, w każdym razie myśl trafną żonie w czas podsunął.

– Nie nabiorę! – upewnił, ręką się od domniemanej odrazy odmachując. – Pośmieję się jeno i nacichnę. Raz kozie śmierć i raz wójtowi zabawa! Nigdy się dotąd nie śmiałem, służbie pilnie oddany.

– Jakżeż ja mam to do ręki wziąć? – rzekła wójtowa i stroniąc od łopaty, jednocześnie dłoń po nią wyciągnęła.

– A bierz tak, jak zawsze – odpowiedział wójt i po raz setny łopatę podał.

Wójtowa ujęła łopatę w dłoń lewą, bo w prawej bicze korali, z szyi spadłych, trzymała.

– Cóż ja mam z tym teraz robić? – spytała wójtowa, bocząc się na łopatę tak, jakby po raz pierwszy w życiu sprzęt tak dziwny i niepojęty ujrzała.

– A cóż masz robić? Okracz i już! – rzekł wójt krótko i zwięźle.

– Jakżeż ja to okraczę – rzekła wójtowa i głowę w ramionach od niedoszłego śmiechu dla przyzwoitości schowała, a jednocześnie, zanim wójt stwierdzić zdążył, okraczyła mu tuż popod nosem łopatę.

– Jakżeż mam to do biegu teraz znaglić? – spytała bezradnie, rady zbawiennej od wójta wyczekując.

– Zawołaj: „wio!” – poradził wójt. – Każda kobyła wołanie takie zrozumie.

– Wio! – zawołała wójtowa i z przestrachem spojrzała na pułap.

Łopata nie poruszyła się z miejsca.

Wójtowa zawstydziła się, a i wójt doznał zawodu na widok czynu nieudanego.

– Nie tak to łatwo, jak się zdaje – zauważył, w głowę się skrobiąc. – Widać chcesz, a łopata nie chce.

Wójtowa pogłaskała dłonią łopatę, jak konia, który stanął przed gankiem.

– Niech no ja tylko przypomnę sobie, jak to ona wówczas po niebie, niby zaraza rozkiełznana144, grasowała! – rzekła cicho i zmrużyła oczy.

Wójt też oczy zmrużył, lecz przez zmrużone widział dokładnie, jak nozdrza wójtowej wzdęły się i rozzuchwaliły, a wargi zwilgotniały nagle i rozwarły się luźne a chciwe…

– O, tak, tak! – szeptał zachęcająco.

– Tak, tak! – powtarzała wójtowa, kurczowo ściskając łopatę, jakby dusiła szyję mdlejącego łabędzia…

– Teraz powiedz: „wio” – poradził znowu wójt i otworzył oczy.

– Wio! – szepnęła wójtowa i biczami korali łopatę z brzękiem uderzyła.

Łopata i tym razem nie poruszyła się z miejsca.

Wójt posmutniał.

– Pewno ci się wiedza nabyta zmąciła jakoś we łbie, albo i po twojemu przeinaczyła – rzekł i głową własną, na myśli mając głowę żoniną, pokiwał.

– A może nawet nie wysłuchałaś jej należycie i zastosować teraz nie potrafisz. Mów, co ci wiedźma gadała!

– Trudno mi to opowiedzieć, bo słuchając, aż zawrotu głowy dostałam – tłumaczyła się wójtowa, oddając mężowi łopatę. – Straszno mi się zrobiło i sama już nie wiem, co mi wiedźma do ucha szeptała…

Wójt pomyślał, spojrzał na żonę i jeszcze raz pomyślał.

– Może to i lepiej – rzekł wreszcie z westchnieniem. – Kto wie, jakich głupstw – nie daj Boże – napłodziłabyś jeszcze, wiedzę taką naprawdę posiadając i tą wiedzą ludzi, po drodze spotkanych, trapiąc rozmaicie. Ani mnie, ani tobie wiedza taka nie przystała.

I nagle na twarzy wójta zjawił się dawny, a zaniedbany od pewnego czasu wyraz służbistego zastanowienia i statku. Zdawało się, iż sam siebie w tej chwili do wzięcia w posiadanie osoby swej własnej ośmiela i upoważnia. Uczuł, że po długim wykolejeniu wraca do zachwianego na ziemi stanowiska.

Wójt znowu stał się wójtem.

– Może to i lepiej – powtórzył głośniej, donioślejszą treść nadając tym samym wyrazom. – Co było, to minęło, i wara mu nas niepokoić!

Wójtowa, patrząc na odrodzonego męża, odzyskała nagle zaniedbane w ostatnich czasach, a zapożyczone ongi od dwóch z dala widzianych panien ze dworu, ruchy, powabu pełne i przewłoki.

– Już i spać pora – rzekła, z dawną wprawą tych ruchów zażywając.

– Pora – potwierdził wójt.

I gdy wójtowa, stanik na piersi rozluźniając, do izby przyległej się udała, zdawać by się mogło, że aż dwie panny ze dworu, niezupełnie ze sobą pogodzone, do wnętrza izby, wójta wyprzedzając, wkroczyły.

Wójt w ślad za żoną podążył.

1

zoczyć (daw.) – zauważyć. [przypis edytorski]

Do tyłu

2

bylina – roślina zielna. [przypis edytorski]

Do tyłu

3

przetrzebić – tu: przeszukać, przetrzepać. [przypis edytorski]

Do tyłu

4

nieochajnie (reg., z ukr.) – niechlujnie, niedbale. [przypis edytorski]

Do tyłu

5

szerść (daw., reg.) – dziś popr.: sierść. [przypis edytorski]

Do tyłu

6

zadawalniać (gw.) – dziś popr.: zadowalać. [przypis edytorski]

Do tyłu

Страница 44 из 47

Вам также может понравиться

Страница 1 из 195

Назад12195Далее