Загрузка...

AI-разбор доступен после входа

Суть книги, пересказ, главный конфликт, ключевые идеи, вывод, кому полезна, главные темы, персонажи и цитаты можно получить после входа в BookRa.

auto_awesomeПолучить AI-разбор

О книге

Powieść z 1880 roku ukazująca dwór polski i stosunki społeczno-ekonomiczne w zaborze rosyjskim w okresie pouwłaszczeniowym.Nieudolność właściciela majątku – utracjusza, lekkoducha i próżniaka, typowego przedstawiciela swojej klasy – doprowadza do utraty majątku i rozkładu rodziny. Na pierwszym planie powieści nakreślony został przez Prusa portret psychologiczny tytułowej bohaterki, 13-letniej Anielki, która przeżywa głębokie rozczarowanie, obserwując nieprzystawalność oficjalnej etyki środowiska, w którym dorasta, do praktyki życiowej. Przyjęcie punktu widzenia dziecka zaostrza krytykę i ocenę moralną postępowania dorosłych.

Дата написания1970-01-01
Язык книгиpl
Возрастное ограничение0+

Читать онлайн

Страница 44 из 45

Gdy zawiadomiono panią baronowę, że chora chce księdza, dama bardzo przestraszyła się. Dostała bicia serca, wysłała dwie depesze do pana Jana, ażeby nie zwłóczył z powrotem, i poczęła wypytywać doktora, czy tak straszna ceremonia nie pogorszy choroby dziecka.

– I… nie! – odparł. – Podobny akt może nawet zbawiennie oddziaływać na jej system nerwowy, jeżeli chora sama sobie życzy.

– A jakiż jest stan jej? Czy rzeczywiście rozpaczliwy? …

Doktór wysoko podniósł brwi.

– Proszę pani, natura ma środki, jakich my nie domyślamy się nawet!

Baronowa wniosła z tych wyrazów, że nie ma już żadnej nadziei, wysłała do pana Jana trzecią depeszę i zamknęła się w swym pokoju.

W pałacu i na folwarku poczęto mówić, że z Anielką jest źle.

W nocy wysłano najpiękniejszy ekwipaż na stacją drogi żelaznej naprzeciw pana Jana. Około dziesiątej rano przyjechał proboszcz.

Zawiadomiono Anielkę i ubrano ją w nową bieliznę. Dziewczynka z zajęciem przypatrywała się swemu kaftanikowi haftowanemu, służbie chodzącej na palcach, łzom ciotki i przerażeniu karbowej. Szczególną jakąś przyjemność sprawiała jej myśl o tym, że wszyscy tak dziś biegają około niej, że ona będzie się spowiadać i że umrze, jakby jaka osoba dorosła!

Ciotka Andzia dostrzegła, że Anielka jest spokojniejsza i wcale nie majaczy.

Doniosła jej więc, że lada chwila przyjedzie ojciec.

– Tak… A to dobrze! – odparła Anielka.

Przed spowiedzią lekarz zbadał jeszcze raz chorą, zmierzył temperaturę i zamyślił się. Następnie kazał jej podawać jak najczęściej stare wino, zamknąć żaluzje, gdyż Anielkę blask raził, i – poszedł na wieś odwiedzić kilku pacjentów. Ciocia Andzia przysunęła fotel do łóżka i oparła dziewczynkę na poduszkach w postawie siedzącej.

– Wie ciocia, że dzisiejszej nocy śniło mi się niebo. Widziałam tam wiele wysp jakby ze złota, na morzu zielonozłotym, ale to tak wydawało się tylko – z daleka. Z bliska niebo wyglądało jak ziemia. Są tam drzewa, trawniki, kwiaty, tych samych kolorów co i u nas, tylko jeszcze piękniejszych. Po jednym ogrodzie chodziła mama, a przed nią biegł Karusek… Jacy byli śliczni oboje! … Wołałam na nich, ale nie słyszeli mnie.

Nareszcie obudziłam się…

– Uspokój się, moje dziecko, zmów paciorek… – prosiła ciotka widząc, że Anielkę zmęczyło to opowiadanie i że rumieńce wystąpiły jej na twarz.

W uchylonych drzwiach ukazał się stary proboszcz w białej komeżce. Anielkę nagły strach ogarnął.

– Czy to już ksiądz przyszedł? – zawołała. – O, jakże się boję! … Dlaczego tu tak ciemno? … Jak tu ciemno! …

– Oczy cię bolały i dlatego doktór kazał przymknąć żaluzje – szeptała ciotka.

– Już mnie nie bolą – przerwała Anielka. – Otwórzcie choć jedno okno. Zdaje mi się, że już jestem na cmentarzu, w tej kaplicy, gdzie leżą dziadek i babcia.

– Otwórzcie okna! – odezwał się proboszcz siadając przy chorej.

Skrzypnęły żaluzje i jasny dzień wlał się do ponurego salonu. Ciotka wyszła zakrywając oczy, ksiądz szeptał po łacinie, a za oknem wtórował mu szelest drzew i świergot ptaków.

– Módl się, moje dziecko… – rzekł proboszcz.

– Jak tam ładnie! … – odezwała się Anielka wskazując na ogród. – Boże mój, Boże! … czy ja kiedy zobaczę dom nasz… mamę moją kochaną? …

Potem zaczęła bić się w piersi i spojrzała na księdza czekając jego pytań.

– Byłaś, moje dziecko, u spowiedzi przed Wielkanocą?

– Tak.

– Dobrze, moje dziecko. Trzeba przynajmniej raz na rok spowiadać się. A na mszy świętej bywałaś każdej niedzieli?

– Nie.

– Więc zapewne modliłaś się w domu?

– Nie zawsze – odparła Anielka spuszczając oczy. – Czasami biegałam po ogrodzie i bawiłam się z Karuskiem.

– Można się bawić w święta, ale zawsze trzeba się choć trochę pomodlić. A paciorek odmawiałaś co dzień rano i wieczór? …

Anielka zamyśliła się.

– Raz, wieczór, nie mówiłam pacierza.

– Z jakiegoż to powodu?

– Siedziałam długo przy mamie i zasnęłam na krześle…

Potem dodała z drżeniem w głosie:

– Wtedy nam się dom spalił… Może to za moje grzechy? – spytała patrząc bojaźliwie na proboszcza.

Spowiednik zakłopotał się.

– Nie jestem pewny, moje dziecko – rzekł – ale zdaje mi się, że nie… Słuchałaś też rodziców, chętnie wypełniałaś ich rozkazy?

– Nie – szepnęła Anielka. – Ojciec nie kazał mi rozmawiać z Gajdą, a ja rozmawiałam…

– Trzeba, moje dziecko, zawsze spełniać wolę rodziców, bo oni nic nie nakazują bez powodu. Po cóżeś rozmawiała z tym człowiekiem? …

– Prosiłam go, żeby córki swej nie bił… Ona taka mała…

– Ach! … Moje dziecko… moje dziecko… To dobrze, żeś prosiła, ale rodziców zawsze słuchać potrzeba… A nie wzywałaś kiedy imienia boskiego nadaremnie? …

– Tak.

– Doprawdy? – rzekł proboszcz. – I z jakiegoż to powodu, moje dziecko…

– Prosiłam Boga, ażeby ojca do nas przysłał! … potem mamę…

– Aha! … Moje dziecko…

Proboszcz dobył fularową chustkę i obtarł nos.

– Czy nic już nie pamiętasz, moje dziecko? …

– Nic…

– Bij się w piersi, moje dziecko, i mów: „Boże, bądź miłościw! …”. A za pokutę zmów jeden pacierz na intencją wszystkich grzeszników.

Odmówił nad nią modlitwę głosem zmienionym i prędko wybiegł z salonu unikając spotkania z ludźmi.

Młody doktór powracał właśnie ze wsi do pałacu, gdy pędem przeleciała obok niego kareta zaprzężona w cztery konie. Lekarza coś tknęło i przyśpieszył kroku.

„To ojciec chorej! – pomyślał. – Żeby choć zaraz nie wpadł do niej, bo mi całą robotę zepsuje”.

I począł biegnąć kłusem.

Ale kareta wyprzedziła go znakomicie. Ledwie stanęła przed gankiem, wyskoczył z niej pan Jan, serdecznie powitał gospodynią domu, która wyszła na jego spotkanie, i zażądał, aby go natychmiast zaprowadzono do córki.

– W tej chwili ksiądz od niej wyszedł! – ostrzegła go baronowa.

Pan Jan zatrząsł się.

– Prowadźcie mnie do niej, niechże chociaż ją zastanę przy życiu… Na mojej drodze stają wciąż trumny i groby! …

Ciotka Andzia pośpieszyła naprzód; za nią pan Jan i baronowa weszli do salonu chorej.

– Jestem już… jestem, moja dziecino! … – zawołał troskliwie ojciec biegnąc do łóżka.

Anielka ucieszyła się, choć nie tak gwałtownie, jak przewidywał lekarz.

– O, jak to dobrze, że tatko już przyjechał… Nam było źle…

Pan Jan ściskał ją i całował.

– Wiem, że było wam źle na tym przeklętym folwarku, który obecnie sprzedałem. Ale zacna baronowa Weiss dowiedziawszy się…

– Weiss? … – spytała Anielka szeroko otwierając oczy. Przyszła jej na myśl mimo woli podsłuchana rozmowa ojca ze Szmulem.

– Tak, jesteście przecież w domu pani Weiss… – odparł zdziwiony pan Jan.

Teraz Anielka zaczęła przypatrywać się ojcu uważniej – i przy kołnierzu czarnego surduta dostrzegła dwie białe tasiemki.

– Co to? … żałoba? … – zapytała drżąc. – Po kim tatko w żałobie? …

Nagle błysnęła jej jakaś myśl.

– Mama nie żyje! … – krzyknęła zasłaniając rękoma oczy i upadła na poduszki.

Ojciec pochylił się nad nią.

– Anielciu! … uspokój się! – mówił. – Anielciu! … Anie… O, Boże…

I ukląkł przy łóżku.

Dziecko leżało blade, bez ruchu.

W tej chwili wbiegł do salonu doktór. Widząc, że ciotka Andzia zanosi się od płaczu, że baronowa zdaje się być bliska zemdlenia, a pan Jan klęczy, odgadnął coś niedobrego. Zbliżył się do Anielki, wziął ją za puls… Posłuchał oddechu… Anielka już nie oddychała.

Страница 44 из 45

Вам также может понравиться

Страница 1 из 195

Назад12195Далее